Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film górski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film górski. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 listopada 2021

Halny w filmach górskich

"Wiatr halny" S.Witkiewicz, 1895r.

Wiatr halny to lokalna nazwa wiatru fenowego, wiejącego w Karpatach Zachodnich, w południowej Polsce, na Słowacji i północnych Węgrzech. Najgwałtowniejsze wiatry tego typu wieją na Podhalu i w Dolinie Liptowskiej. Halny jest wiatrem ciepłym, suchym i porywistym, wiejącym ku dolinom. Jego siła dociera do Budapesztu, Krakowa i Górnego Śląska. Powstaje w wyniku różnic ciśnień pomiędzy jedną a drugą stroną grzbietu górskiego, z niżem po północnej stronie i wyżem po południowej. Najgwałtowniejszy wiatr halny odnotowano w maju 1968 roku. Prędkość dochodziła wtedy do 288 km/h.

Schemat powstawania wiatru halnego za portalem Twoja Pogoda.
Czy to wyczerpuje definicję zjawiska jakim jest halny? Zdecydowanie nie, ponieważ halny to również zjawisko kulturowo-społeczne. Wpływ, jaki wywiera na człowieka, jego psychikę i zdrowie, nie został w pełni zbadany, choć pojawia się coraz więcej prac naukowych wskazujących na silny związek wiatru halnego z zaburzeniami społecznymi. Przy halnym częściej się kłócimy, stosujemy przemoc, sięgamy po alkohol, kończymy z życiem swoim lub cudzym. Halny, jak świetny psychoterapeuta, odkrywa przed nami mroki naszej podświadomości, zrywa pelerynę kulturową, radykalizuje. Nie chodzi mu jednak wcale o integrację naszych osobowości, lecz o tę pierwotną siłę, z jednej strony niszczącą ale i szykującą miejsce dla nowych jakości. Halny to kolisko życia. Powala starców, by zrobić miejsce młodym. Nic dziwnego, że rewolucja kojarzy się właśnie z silnym, porywistym wiatrem, wiatrem zmian. Szczególnie narażone na śmierć podczas halnego są smreki ze swoim płytkim systemem korzeniowym. Lepiej trzymają się jodły i buki, głęboko ukorzenione, pewne swego miejsca na ziemi. 

Aby lepiej zrozumieć zjawisko wiatru halnego, przede wszystkim jego mistyczną stronę, polecamy dziś 3 świetne filmy dokumentalne.

"Duje - wiatr halny" - reżyseria: Bartek Solik, Polska 2013, 13 min.

Bartek Solik - urodzony w 1978 r. w Zakopanem fotoreporter, videograf, reporter radiowy. Absolwent filologii angielskiej i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Świetny obserwator życia codziennego. Zdobył uznanie reportażami publikowanymi w Gazecie Wyborczej, Dzienniku, Dzienniku Polskim, Polityce, Newsweeku, Przekroju czy Tygodniku Powszechnym. W 2009 r. towarzyszył wyprawie ratowników TOPR na Dhaulagiri. "Duje - wiatr halny" to krótki film dokumentalny, dający przedsmak talentu Bartka jako zdjęciowca. Talentu, który rozwinie skrzydła w filmie "Wiatr. Thriller dokumentalny" z 2019 r. Film dostępny w serwisie youtube.


Więcej jego prac można zobaczyć na solikbartek.blogspot.com lub youtube


"Wiatr. Thriller dokumentalny" - reżyseria: Michał Bielawski, zdjęcia: Bartek Solik, Polska 2019, 74 min. 

"Wiatr" ogląda się momentami jak dramat, czasem jak thriller. Jest jednym z najciekawszych dokumentów górskich ostatnich lat. Reżyser, Michał Bielawski, urodzony w 1974 roku warszawianin, choć nie posiada wykształcenia filmowego, do projektu, którego pomysł narodził się już w 2013 roku, podszedł bardzo poważnie i systemowo. Przede wszystkim - doświadczaj. Podczas pobytu w Zakopanem był świadkiem końcowego etapu halnego i zniszczeń, jakie po sobie pozostawił w Dolinie Kościeliskiej. Wraz z operatorem, Bartkiem Solikiem, wiedzieli, że "Wiatr" ma opowiadać historie ludzi, którzy doświadczają różnego rodzaju przeobrażeń podczas okresów najsilniejszych wiatrów. Film budzi niepokój i o ile rozpoczynając jego oglądanie sceptycznie podchodzimy do możliwości łączenia filmu grozy z filmem dokumentalnym, o tyle pod koniec mamy już pewność, że taka możliwość istnieje. W dodatku można to zrobić bardzo, bardzo dobrze. Film dostępny w hbogo.pl




"Halny" - reżyseria Jakub Brzosko, Polska 2012, 30 min. 

Jakub Brzosko, jak sam o sobie pisze, przewodnik i ratownik tatrzański, skitourowiec, miłośnik gór oraz kultury zakopiańskiej i nie tylko, jest absolwentem Instytutu Sztuki AP w Krakowie. Współorganizuje Spotkania z Filmem Górskim w Zakopanem. Jest rónież filmowcem i publicystą. Jego film "Halny" pokazuje wiatr nie tylko jako zjawisko meteorologiczne ale i społeczne. W filmie usłyszymy opowieści ratowników TOPR oraz mieszkańców Podhala. Premiera odbyła się 4 grudnia 2011 a niemal rok później w Lądku-Zdroju został wyświetlony w Przeglądzie Filmów Górskich. Film dostępny na cda.pl





czwartek, 16 września 2021

"Spadające góry" Katie Moore 2020



  • Reżyser: Katie Moore
  • Rok produkcji: 2020
  • Pokaz: 26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady
  • Dostępność - w trakcie trwania Festiwalu: karnet - koszt 69 zł, po zakończeniu Festiwalu (19.09.21) - w cenie indywidualnej (link podamy po pojawieniu się oferty)

Myśląc o górach nie sposób nie myśleć o ich przyszłości. A co za tym idzie i naszej. Problem globalnego podwyższenia się temperatur w pasmach górskich o 1,5 stopnia (w paśmie Mount Blanc nawet o 2 stopnie) porusza nie tylko fascynatów górskich aktywności czy tych, którzy na górach zarabiają (przewodnicy górscy, instruktorzy narciarscy itp.) ale również nas wszystkich. Przynajmniej powinien, ponieważ przekłada się na jakość życia jako całości. 

W filmie Katie Moore rozmawia z codziennymi obserwatorami zmian - wspinaczami, badaczami lodowców, przewodnikami górskimi. Zgodnie mówią o ostatnich latach jako okresie dostrzegalnego przyspieszenia negatywnych skutków ocieplania się klimatu. Obrywy skalne spowodowane cofaniem się pokrywy lodowcowej uniemożliwiają wspinaczkę w miejscach, które do tej pory wydawały się bezpieczniejsze niż inne. 

Luc Moreau - glacjolog, pokazuje jak zmienia
się pokrywa lodowcowa w Alpach.
Jedna z bohaterek mówi o świadomej rezygnacji z eksploracji gór poza granicami kraju. Ogranicza loty samolotowe do minimum, jeśli nie do zera. Udowadnia tym samym, że przygodę można znaleźć lokalnie. Nie może zrezygnować z gór, ale może ograniczyć swoją negatywną działalność w nich do minimum. 

Potrzebę zmian dostrzegano także i w Polsce już w latach 30. XX wieku. Obradująca w Zakopanem Międzynarodowa Konferencja Towarzystw Alpinistycznych i Turystycznych wnioskowała:

"Ideologia alpinizmu i idea ochrony przyrody są ze sobą w najściślejszym związku [...] Konferencja uważa za niezbędną ochronę szczególnej piękności rejonów alpinistycznych, których byt zagrożony jest  przez wybujałą eksploatację, uprzemysłowienie i cywilizację. W tym sensie ochrona przyrody jest nie tylko naturalną funkcją, ale samą rację stanu alpinizmu"

Dostrzegając negatywny wpływ człowieka na stan gór, zamykano szlaki, ograniczano dostęp do niektórych górskich rejonów. Postulowano, aby w góry jeździli ludzie przygotowani do wysiłku tak, aby nie musieć budować kolejek linowych na szczyt czy całej tej zbytecznej infrastruktury restauracyjno-wypoczynkowej. Na górach nie można zarabiać i nie należy do nich przyciągać ludzi, którzy taką cyrkulację pieniądza pobudzają. 

„O kulach przeszłam w górach dwieście kilometrów. Ktoś niepełnosprawny może również dojść. Uważam, że raczej oni pójdą niż ci ze skrzynką piwa czy ci bardziej sprawni, ale leniwi. Dla nich przejście jest wyczynem. Ja myślę o tych, którym się nie chce, którzy wolą być dowiezieni, siąść na werandzie, zjeść obiad, wypić kufel piwa i popatrzeć na góry”      Wanda Rutkiewicz 


odwiedź stronę projektu "Falling Mountains" >>>fallingmountains.org

zobacz trailer >>> "Falling Mountains" trailer 

środa, 15 września 2021

"Everest- The Hard Way" - Pavol Barabáš, 2020


  • Reżyser: Pavol Barabáš
  • Rok produkcji: 2020
  • Pokaz: 26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady
  • Dostępność - w trakcie trwania Festiwalu: karnet - koszt 69 zł, po zakończeniu Festiwalu (19.09.21) - w cenie indywidualnej (link podamy po pojawieniu się oferty)


Droga wytyczona w 1975 roku
na południowo-zachodniej
flance.
W 1975 roku Chris Bonington, kierownik brytyjskiej wyprawy na Mount Everest, za cel obrał ścianę południowo-zachodnią najwyższego szczytu świata. Wtedy to dwóch jego wspinaczy - Dougal Haston i Doug Scott weszli na wierzchołek a droga nazwana została Hard Way (znana również pod nazwą Droga Boningtona). Najsłynniejszy brytyjski wspinacz oświadczył także, że ściana południowo-zachodnia jest nie do przejścia w stylu alpejskim. Angielska wyprawa miała tradycyjnie oblężniczy charakter, z linami poręczowymi, stałymi obozami, butlami tlenowymi i pomocą Szerpów i przejście jej na lekko wydawało się nierealne.

Środowisko alpinistów wielokrotnie jednak pokazało, że granice ludzkich możliwości można przesunąć. Przypomnijmy chociażby pierwsze wejście Messnera i Habelera na Mount Everest bez użycia tlenu w 1978 roku, wbrew temu, jak głośno wówczas twierdzono, że jest to niemożliwe. W przypadku Hard Way musiało być podobnie. 

W 1988 roku Dušan Becík, Peter Božík, Jaroslav Jaško i Jozef Just, najlepsi słowaccy wspinacze lat osiemdziesiątych, pod kierownictwem Ivana Fiali porwali się na najtrudniejszą drogę na wierzchołek Mount Everest. Zgodnie ze słowami himalaisty Doug Scotta, na taki czyn mogli się zdobyć jedynie Polacy, Słowacy lub Rosjanie:

Jeszcze nikt na świecie nie zrobił niczego przełomowego bez przetarcia śladu przez kogoś innego. Każdy kolejny śmiałek kontynuuje ostatni krok poprzednika. […] Było tylko kwestią czasu, zanim ktoś podejmie wyzwanie przejścia tej drogi w stylu alpejskim. Trzeba było kogoś odważnego, a tacy potrafią być Polacy, Słowacy, Rosjanie.

Plan zdobycia Everestu ścianą południowo-zachodnią zakładał wejście na lekko, bez butli, zbędnego bagażu, z jednym namiotem i jedną karimatą, z jedynym obozem pod kopułą. Niestety oblodzenie ściany, jakie napotkali oraz pogarszająca się pogoda zmusiły ich do improwizowania. Wkrótce trzech wspinaczy z czteroosobowego zespołu zapadło na ślepotę. Tylko Just dotarł na szczyt. W drodze powrotnej, przy silnym huraganie, wszyscy alpiniści zaginęli bez śladu.

Ivan Fiala - zmarł w 2018 r.
Rozmiar tragedii zobaczymy w filmie przede wszystkim na twarzy Ivana Fiali. Jak sam mówi nie ma dnia, aby nie myślał o tym, co tak się wtedy wydarzyło. Sposób, w jaki prosił swoich wspinaczy o szczęśliwy powrót całego zespołu jest niezwykle przejmującym fragmentem filmu. Łzy, emocje, złość, żal, jakie pojawiają się nawet po 25 latach każą nam wierzyć, że między wspinaczami była niezwykła z punktu widzenia współczesności zażyłość i braterstwo. 

Tragedia na Mount Everest wywołała falę dyskusji, krytycznej pod adresem przede wszystkim kierownika wyprawy. Wydano nawet oficjalny zakaz jakiejkolwiek czechosłowackiej działalności w Himalajach, zakaz, który szybko przestał jednak obowiązywać, bo zgodnie ze słowami Jozefa Justa otwierającymi film "Everest - The Hard Way" ludzie gór należą do gór, pomimo zagrożeń:

"Ciężko wyjaśnić niektórym dlaczego, oddalony od Słowacji o 12 000 kilometrów Mount Everest, stał się częścią mojego życia"  Jozef Just


Trailer: "Everest - The Hard Way", 2020 

wtorek, 14 września 2021

"Big North" Dario Acocella, 2020


  • Reżyser: Dario Acocella
  • Rok produkcji: 2020
  • Pokaz: 26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady
  • Dostępność - w trakcie trwania Festiwalu: karnet - koszt 69 zł, po zakończeniu Festiwalu (19.09.21) - w cenie indywidualnej (link podamy po pojawieniu się oferty)


Paolo Cognetti przy pracy.
Paolo Cognetti (ur. 1978, Mediolan) to jeden z najbardziej cenionych włoskich pisarzy. Jak to się więc stało, że oglądamy go w filmie Dario Acocelli? Wędruje śladami swoich literackich autorytetów: Jacka Londona, Ernesta Hemingwaya, Henry'ego Davida Thoreau, Raymonda Carvera i Jacka Kerouaca. Podróżuje przez Kolumbię Brytyjską, Jukon i Alaskę. Trasa prowadzi aż do szlaku Stampede na Alasce i do autobusu 142, gdzie Chris McCandless z "Into The Wild" Krakauera ( polski tytuł "Wszystko za życie") zakończył swoją ziemską wędrówkę. Na niego, podobnie jak na Cognettiego, ogromny wpływ światopoglądowy mieli wspomniani wyżej London i Thoreau, stąd tak widoczna fascynacja Paolo sylwetką i życiem Chrisa. Oboje marzyli, marzą o ucieczce od cywilizacji. Chris McCandless swoje odosobnienie rozpoczął w latach 90. XX wieku. Zapuścił się w głąb Alaski. Losy 24-latka zakończyły się śmiercią z głodu. Magiczny autobus, który znalazł i zaadaptował na dom, stał się po jego śmierci symbolem buntu i nonkomformizmu. Wędrowały do niego wielokrotne wycieczki. Często dochodziło do tragicznych wypadków, dlatego w 2020 roku autobus został usunięty i zabezpieczony do czasu podjęcia ostatecznych decyzji co z nim zrobić. 

Cel podróży - autobus 142. 
Film Acocelli jest poetycką, intymną podróżą, której fizycznym celem jest autobus 142, wciąż wypełniony rzeczami osobistymi McCandlessa. W podróży tej odnajdziemy jednak także wiele metaforyki, a może przede wszystkim właśnie metaforykę. Paolo traktuje tę podróż jak wędrówkę w głąb siebie, swoich pragnień i lęków. Stąd konwencja video-pamiętnika. Traktuje ją także jak spotkanie z najlepszym przyjacielem, kimś, kto wyznając podobne wartości w życiu, nigdy w niego nie zwątpił i cierpliwie czekał. Taka podróż, która po części jest wyborem, po części brakiem wyboru, to greckie katharsis, oczyszczenie, odrzucenie wszystkiego, co nie należy do nas. Ta podróż kończy się w miejscu, gdzie spotykasz przyjaciela, który podróżował tak samo, jak ty. Kończy się w miejscu na ziemi przynależnym tym, którzy czują się niewidzialni. Tym miejscem jest daleka północ.

"Ludzie przyjeżdżają tu do pracy w kopalniach i wyjeżdżają, gdy kontrakt się skończy, nie dbając nawet o zabranie dobytku. Otyła kobieta wychodzi z zaniedbanego sklepu na stacji benzynowej. Utykający, pijany mężczyzna łazi dookoła. Czuje się wszechobecną desperację. Jak gdyby te odległe okolice przyciągały szaleńców wszelkiej maści. Przybywają tu z miejsc, gdzie coś im poszło nie tak, posypało się. W pewnym monecie poczuli zew dalekiej północy. Trochę podróżowali, potem trafili na jakąś okazję. Albo pracę. Albo kobietę. I osiedlili tu. Starszy gość imieniem Robert, przekonany, że promieniowanie jądrowe niszczy świat i tylko ci, którzy mieszkają tutaj, przeżyją. Linn pracuje jako pielęgniarka w rezerwacie Indian a wieczorami wyczekuje na kogoś w barze.Hector - przeszukiwacz potoków i ekspert od lawin. Joe - wrócił z wojny i rozchorował się, zanim zdążył pojechać dalej na północ. Wszyscy w pewnym momencie stworzyli sobie w tym miejscu drugie życie. Nie nadaje się ono dla ludzi i ludzie nie powinni tu mieszkać"

Paolo Cognetti rozprawia się w filmie także z motywami swojego pisarstwa. Czyni to w obecności przyjaciela Nicoli Magrin, w scenie przy ognisku rozpalonym nocą. Jest to jedna ze scen, która zapada widzowi w pamięci. Jej intymność, szczerość i trafność jest niezwykle przejmująca. 

"Wydaje mi się, że moja potrzeba pisania i zostania autorem jest tak naprawdę silnym pragnieniem odkupienia. Nie chodzi o to, że muszę odkupić grzechy ale czuję się jak outsider, niezauważony i żyjący na marginesie społeczeństwa. Jak osoba.... z głową pełną pomysłów, z energią, inteligencją i wrażliwością. I to wszystko jest ignorowane, niedocenione. Nie przez świat, tylko przez ludzi dookoła mnie. Długo dawało mi to siłę: "Teraz wam pokażę, do czego jestem zdolny!" Chcę powiedzieć, że nie wyniosłem się w góry, by zostać sławnym pisarzem i być podziwianym. Prawdziwym motywem przeprowadzki była złość, że jestem niezauważony, niekochany i nie mam pracy. Potem to się stało elementem sukcesu i przyczyną podziwu ze strony ludzi. To piękne i satysfakcjonujące, ale absurdalne"

Poniżej publikujemy trailer, zachęcając jednocześnie do obejrzenia całego filmu, dostępnego z polskimi napisami. 


 

niedziela, 12 września 2021

"The Mystery Mountain Project" Greg Gransden, 2020


  • Reżyser: Greg Gransden
  • Rok produkcji: 2020
  • Pokaz: 26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady
  • Dostępność - w trakcie trwania Festiwalu: karnet - koszt 69 zł, po zakończeniu Festiwalu (19.09.21) - w cenie indywidualnej (link podamy po pojawieniu się oferty)
W ramach 26. Festiwalu Górskiego im. Andrzeja Zawady mamy okazję obejrzeć film Grega Gransdena "The Mystery Mountain Project". 

W 1926 roku Don i Phyllis Munday, kanadyjscy wspinacze i poszukiwacze przygód ekstremalnych (prawdopodobnie pierwsi znani), aktywni członkowie Klubu Alpejskiego Kanady, wraz z czwórką towarzyszy, wyruszyli przez dolinę rzeki Homathko w poszukiwaniu góry The Mystery Mountain. Góra ta, obecnie Mount Waddington (4019 m. n.p.m.) to szczyt w Kolumbii Brytyjskiej, najwyższy wierzchołek w Górach Nadbrzeżnych i trzeci co do wielkości w Kanadzie. Państwu Munday udało się podejść pod lodowiec, ale góry nie zdobyli, choć próbowali potem jeszcze kilka razy. 

The Mystery Mountain czyli Mount Waddington.
Po raz pierwszy The Mystery Mountain została zdobyta w 1936 roku. Trudności, jakie nastręcza zdobycie tego szczytu, spowodowane są głównie położeniem góry (70 km od najbliższej miejscowości), nieprzewidywalną pogodą czy koniecznością wędrówki po lodzie.








Phyllis Munday była niezwykle silną
 kobietą.
Państwo Munday to para niezwykła. Phyllis urodziła się na Sri Lance w 1894 roku i przeniosła do Kolumbii Brytyjskiej w wieku 7 lat a następnie do Vancouver w 1907 roku. W 1915 wstąpiła do British Columbia Mountaineering Club. W 1916 zainicjowała ruch przewodniczek (Girl Guides). Dwa lata później spotkała Dona w okolicznościach tragiczno-romantycznych. Kiedy Don stracił równowagę na lodowcu, Phyllis pomogła mu ją odzyskać kosztem własnej. Wzajemna pomoc na morenie lodowcowej zawiodła ich w 1920 roku na ślubny kobierzec. W 1921 roku przyszła na świat ich córka Edith. Od 1923 do 1926 Mundayowie mieszkali w namiocie, następnie w domku na Grouse Mountain. W 1938 Phyllis została honorową członkinią Klubu Alpejskiego Kanady oraz Amerykańskiego Klubu Alpejskiego w 1967 roku. Zmarła w 1990. Don Munday natomiast urodził się w 1890 roku w prowincji Manitoba, Kanada. Przeprowadził się do Vancouver w 1909. Zmarł na zapalenie płuc w 1950 roku. 

Girl Guides zainicjowane przez Phyllis.

"The Mystery Mountain Project" opowiada historię próby odtworzenia wyprawy z 1926 roku, próby podjętej przez współczesnych podróżników w 2018 roku, niemal 100 lat później. Ich sprzęt, ubrania, pożywienie w dużej mierze odzwierciedlały realia zaobserwowane na fotografiach z tamtego czasu. Nawet aparat fotograficzny, jaki wyprawa zabrała ze sobą, był modelem używanym w latach 20. XX wieku. W skład wyprawy zorganizowanej przez Bryana Thompsona weszło 6 śmiałków: wymieniony już Bryan, Joe Vanasco, Ron  Ireland, Susanna Orescovic, Paddy McGuire, Stuard Rickard. Prasa pisała o nich "The Misery Mountain Project", nieco żartobliwie, a to z powodu kłopotów, jakie napotykali pomimo dobrego planu i przygotowania. To, co w 1926 roku było naturalne i do czego wspinacze siłą rzeczy musieli się przyzwyczaić, sprawiało trudność naśladującym ich współczesnym.

Phyllis i Don Munday.
Plecaki, które były niestabilne i niewygodne, wrzynały się w ramiona i plecy powodując osiniaczenie całego ciała, ciężar prowiantu, wszędobylskie komary, przemakające namioty a co za tym idzie śpiwory, gąszcz przypominający dżunglę, tereny z powalonymi ogromnymi pniami drzew. Ekspedycja poruszała się na tyle wolno, że nigdy nie dotarła pod lodowiec a co za tym idzie nie udało jej się również wspiąć na Mount Waddington. Napięcia wśród członków, zniechęcenie, zmęczenie doprowadziły do zakończenia wyprawy. Wszystko to możemy zobaczyć w "The Mystery Mountain Project" - dokumencie w konwencji amerykańskiej, z dużą dozą emocji, nieskrępowanej krytyki i happy endu.

Ekspedycja 1926 r.
Ekspedycja 2018 r.
 


wtorek, 24 sierpnia 2021

26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady



Po raz kolejny w dniach 10-19 września 2021 w Lądku-Zdroju będziemy mieli okazję uczestniczyć w Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady. Dostępne są już karnety na pokazy filmowe oraz Rajd-Wędrowny Festiwal Filmowy (w cenie, oprócz rajdu, zawarte są również pokazy filmowe i udział w programie Winne Góry), bilety na warsztaty Integrowanie przez Wspinanie oraz na koncert Nosowskiej 18.09.21 w Amfiteatrze Dolnośląskim.


Oferta tegorocznego festiwalu jak widać jest bardzo zróżnicowana i bogata. Dla tych, którzy nie mogą być na miejscu, przygotowano również karnety na pokazy online dostępne na platformie filmygorskie.pl. Jeszcze do 31.08 możemy je nabyć za 59 zł. 







Lista potwierdzonych filmów:

Altaï
Artur Guma
Big North
Climbing Iran
Connection
Everest - The Hard Way
Falling Mountains
La Doyenne du Monde
Migrants
My Upside Down World
Myrtle Simpson: A Life On Ice
Mystery Mountain Project
Naretoi
Nasze góry
North Country
On Falling
Opętany
Po prostu latać
Running The Roof
Shamans Nightmare

Tło historyczne:

Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady (dawniej Przegląd Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady) to najstarszy w Polsce i jeden z największych na świecie festiwali tego typu. Pomysłodawcą był Zbigniew Piotrowicz. Z początku kameralna impreza zyskała obecnie format międzynarodowy. Co roku, w przedostatnim tygodniu września, do Lądka-Zdroju zjeżdżają tysiące pasjonatów tematyki górskiej (wspinaczki skałkowej, himalaizmu, sportów ekstremalnych). Na program imprezy składają się projekcje filmów konkursowych, prelekcje, spotkania z ludźmi gór, podróżnikami, autorami książek, warsztaty, koncerty, biegi, pokazy odzieży outdoorowej. Patronem festiwalu jest niezapomniany Andrzej Zawada, kierownik-legenda, zmarły w roku 2000, prywatnie mąż Anny Milewskiej, co roku goszczącej na festiwalu, otwierając go i zamykając.

Zapraszamy do zakupu biletów na pokazy online >>> KUP KARNET

niedziela, 22 sierpnia 2021

"Jurek" P. Wysoczański, 2014

fot. filmweb
Film "Jurek" Pawła Wysoczańskiego, zrealizowany w 2014 roku, to dokument ukazujący Jerzego Kukuczkę na tle czasów, w których polski himalaizm osiągał szczyty swojej świetności. Rozmowy z rodziną, przyjaciółmi Kukuczki, współpracownikami, partnerami, archiwalia, zdjęcia, nagrania, wywiady składają się na portret całego środowiska. 

Filmowi daleko do konwencji laurki. Z jednej strony jest oczywiście pomnikiem wielkiego alpinisty, zdobywcy 14 ośmiotysięczników, człowieka o niezwykłych możliwościach zarówno fizycznych jak i psychicznych, będącego jednocześnie typowym, na ówczesne czasy, Polakiem pochodzącym ze śląskiej robotniczej rodziny. Z drugiej strony Paweł Wysoczański wyciąga na światło dzienne mniej medialne oblicze mistrza.

Jerzy, ukazany w filmie, to nie tylko sportowiec. To także człowiek rozpoznający swoje słabości i walczący z nimi. Ściana staje się symbolem przeszkód, trudów, również tych życiowych, którym próbuje stawić czoło. Posiąść je, okiełznać, kontrolować. Przed kamerą przyznaje się również do strachu i egoizmu. Ten strach, to nie strach przed śmiercią na górze. To strach przed śmiercią w domu. Egoizm wielkich uzasadnia właśnie ich wielkością, pchaniem świata do przodu, dokonaniami, które go zmieniają i służą wszystkim jego obywatelom. Kwestia odpowiedzialności za siebie, za rodzinę (Kukuczka pozostawił żonę i dwóch synów) stoi w wyraźnym konflikcie z niekontrolowaną potrzebą postawienia się na krawędzi, doświadczeń wychodzących poza rutynę i bezpieczeństwo dnia codziennego. 

Kukuczka leczy odmrożenia
po zdobyciu McKinley - 1974 r.

Na wiele ważnych pytań Kukuczka unika odpowiedzi. Wiele sytuacji problematycznych diagnozuje jednak bardzo trafnie. Dostrzega negatywne aspekty pozyskiwania pieniędzy od sponsorów, konieczność sprzedaży siebie, swoich przemyśleń, uczuć. Alpinizm wchodzi w nową erę. Erę, w której powstanie luka pokoleniowa. Po '89 roku pojawi się wspinaczka "for fun", jak mówi jeden z Lodowych Wojowników - Krzysztof Wielicki. Dla jednych i drugich Kukuczka pozostanie tym, którego świetności nie przyćmi nic, co ludzkie. 

Obejrzyj z nami:



piątek, 22 stycznia 2021

"Cholitas" J. Murciego, P. Iraburu, 2019

"Na pewno nie pójdziecie w spódnicach. W spódnicach nie da rady! Nie ma jak założyć uprzęży" anonimowi przewodnicy górscy

 



Gdy pomyśleć o wspinaczach wysokogórskich i opisujących ich epitetach "do-schrupania" pojawi się na pozycji odwrotnie proporcjonalnej do wysokości zdobywanych przez nich szczytów. Można o nich pomyśleć, że napędzani testosteronem wojownicy, że rycerze skał pod banderą in-postu, że walczący o pakistańskie pozwolenia do ostatniej kropli krwi lokalni patrioci. Można mówić o ich najnowszych lub pierwszych zdobyczach, o ich udanych inwestycjach sprzętowych, partnerach wspinaczkowych, wypadach, wyczynach bez butli, nową drogą, w jedną dobę, odznaczeniach, życiowej nieprzystawalności...ale nigdy, o żadnym nie pomyślimy tego, co o Cholitach po obejrzeniu filmu Jaime Murciego i Pablo Iraburu oraz drobnym research'u.

Sajama
Cholitas to kobiety z rdzennych społeczności, głównie Ajmara, noszące na co dzień tradycyjny strój - kolorową spódnicę o wielu warstwach (pollera musi się unosić!), pantofelki, za mały melonik, szal z wełny alpaki, upięte w dwa warkocze piękne, długie włosy. Do tego biżuteria i koniecznie aguayo, chusta, o której Cholity mówią, że pomieści więcej niż plecak górski. Z reguły szykanowane, popychane, dyskryminowane ze względu na wiejskie pochodzenie i wygląd, po 2005 roku zaczęły w końcu swobodniej oddychać - Evo Morales został pierwszym rdzennym prezydentem kraju. Zajmują się głównie domem i obsługą turystów wysokogórskich. Ich mężowie to profesjonalni przewodnicy, one - tragarki i kucharki, gotujące na powitanie zdobywców szczytów. Boliwia ma ich sporo. Wśród sześciotysięczników uwagę przykuwa ten najwyższy: Sajama (6542 m. n.p.m.)


Cholitas zaczęły jednak od Huayana Potosi (6088 m. n.p.m.), Acotango (6052), Parinacota (6348), Pomarapi (6650_ i Illimani (6438). Poza granicami swojego kraju były po raz pierwszy w...... Polsce w 2018 roku na zaproszenie XXIII Festiwalu Górskiego im. A. Zawady w Lądku Zdroju. Gościły w schronisku Pasterka, zdobyły m.in. Szczeliniec Wielki i Śnieżkę, których wysokość z początku skwitowały śmiechem, po czym wdrapały się na nasze tysięczniki z objawami choroby niskościowej i zadyszką. Nic dziwnego - wioska El Alto, z której pochodzą leży na wysokości 4150 m. n.p.m. To właśnie do takich warunków są przyzwyczajone i w nich czują się najlepiej.

Cholitas w Polsce - w tle Szczeliniec Wielki. Fot: Małgorzata Telega


Cholitas Escaladoras (czyli te z Cholit, które zajmują się wspinaczką) zdobywają szczyty zawsze w swoim tradycyjnym stroju - spódnicy, pod którą ubierają bieliznę oddychającą lub spodnie oraz oczywiście uprząż ( łącznik wystaje przez specjalnie rozpięty zameczek w spódnicy). Meloniki zamieniają na kaski, pantofle na skorupy. Na wierzch idą kurtki membranowe, ale chusta aguayo towarzyszy im niezależnie od wysokości.

W filmie "Cholitas" pięć Boliwijek Ana, Cecilia, Dora, Elena i Lidia zdobywa najwyższy szczyt Andów, Ameryki Południowej oraz całej Ameryki - argentyńską Aconcaguę (6961m. n.p.m.). Wspinanie się na szczyty oddalone od El Alto jest dla nich problematyczne ze względów przede wszystkim finansowo-logistycznych. W realizowaniu marzeń pomagają im więc przyjaciele z Polski i Boliwii. Europa jest zachwycona ich fenomenem, więc chętnie pomaga. Z jednej strony to piękne i szczytne, z drugiej na wszystko to, co odkryte zaczynają działać czynniki destrukcyjne a co zostało osiągnięte z czyjąś pomocą jest tylko połową sukcesu. Cholitas wydają się jednak być tak mocno osadzone w swojej kulturze i tak cudownie prostolinijne, ukształtowane przez tak wiele trudów i przeciwności, że obawy o komercjalizację całego zjawiska mogą być nieuzasadnione.

Dlaczego są takie pociągające?

33 lata temu Jerzemu Kukuczce do Korony Himalajów brakowało tylko jedynego ośmiotysięcznika leżącego na terenie Chińskiej Republiki Ludowej - Grani nad Trawiastą Równiną czyli Sziszapangmy (8013 m. n.p.m.). Długo starał się o pozwolenie na zdobycie szczytu, zamierzał nawet nielegalnie przekroczyć granicę Nepalu z Chinami i w desperacji wejść na szczyt bez pozwolenia władz chińskich. Zamiast tego jednak uknuł diabelski plan - wraz z klubem wysokogórskim postanowił zaprosić do Katowic chińskiego ministra sportu, który zachwycony Polakiem rzekł: "Zapraszamy do Pekinu, panie Kukuczka". Tak było.

Tymczasem (biorąc pod uwagę inne realia, inny czas, inne miejsce na ziemi) Cholitas Escaladoras zdobywają pozwolenie w zgoła inny sposób. Przed wspinaczką rozmawiają z górą. Proszą ją o pozwolenie na wejście i zdobycie. Proszą o to, aby mogły powrócić zdrowe i całe. Zamiast pieniędzmi, płacą koką pozostawianą pod kamieniami i alkoholem, którym dzielą się z górą. Rytuał jest urzekający, z jednej strony naiwny, z drugiej udowadnia jak bardzo Cholity liczą się z naturą i Matką Ziemią (Paczamama). Może gdyby inni wspinacze poszli w ich ślady, zdobyliby mniej szczytów, ale wracaliby zawsze cali i szczęśliwi? Tak, jak one wracają. I koniecznie całą grupą, choć nie zawsze wszystkie stają na szczycie. Każda z nich identyfikuje się jednak z resztą tak bardzo, że zdobycie szczytu jest traktowane jako wspólne zwycięstwo. Gratulują sobie serdecznie, wspierają się, niedomagania koleżanek na końcowych odcinkach zamieniają w opowieści o bohaterskim czynie.


Dla wielu osób wspinanie jest formą ucieczki. Cholitas także podkreślają, że góry dają im wolność, pozwalają zapomnieć o problemach życia codziennego, o dyskryminacji, zaniżonej wartości własnej. Widzimy jednocześnie, że kolejny zdobyty szczyt to nie powód, aby radykalnie zmienić swój dotychczasowy tryb życia. One idą w pokorze - wiedząc, że wrócą. Idą w spódnicach i chustach - wiedzą skąd idą i dokąd wrócą. Wiedzą, że to symbole ich przynależności, że to część ich życia, historii, kultury i nie buntują się przeciwko temu w sposób ostateczny. Cudownie znoszą swoje codzienne obowiązki. I tylko od czasu do czasu pod spódnicę zakładają uprząż na znak, że zachowanie równowagi w życiu jest jedną z najważniejszych umiejętności.