Przedstawiamy Wam kolejny nietuzinkowy przewodnik. Przewodnik dla tych, którzy nie potrzebują szczegółowych wykazów, list atrakcji turystycznych i gotowych, podanych na tacy interpretacji tego, na co patrzą. Ten przewodnik po Bieszczadach przypomina bardziej moment, w którym stojąc na ostatnim stopniu rozklekotanego autobusu próbujecie utrzymać równowagę podczas hamowania. Otwierają się drzwi, stawiacie jedną stopę, potem drugą, wzbija się kurz i pył. Jesteście. I tu zaczyna się dopisywanie kolejnych fragmentów i rozdziałów do tego, co Adrian Markowski zaszczepił w waszych umysłach i sercach. Tu znajdujecie dalszy ciąg nici, która początek ma w jego książce. Rozpoczęte wątki, drukowane literami o stopniowo zamazujących się kształtach, bledną jeszcze bardziej lub wprost przeciwnie, klarują swój zarys właśnie tu - w miejscu, w którym postawicie stopy i rozpoczniecie wędrówkę.
Lutek Pińczuk - legenda Bieszczadów
Przewodnik "Bieszczady" jest wierszem. To publikacja dla czytelnika, który nie musi wiedzieć. Woli odkrywać sam. Markowski daje nam jednak pewne wskazówki, garść praktycznych informacji o najciekawszych miejscach. Przywołuje również dzieje regionu. Pojawiają się Sianki - ulubione miejsce wypoczynku Józefa Piłsudskiego, Wołosate, w którym obecnie mieszka zaledwie kilkadziesiąt osób, czy Łopienka i jej słynne odpusty. Pojawia się opowieść o generale Karolu Świerczewskim, pułkowniku Kazimierzu Doskoczyńskim. Poznajemy również lokalne legendy - Lutka Pińczuka, słynnego Gospodarza Chatki Puchatka (obecnie schronisko należy do Bieszczadzkiego Parku Narodowego i uległo modernizacji), czy Władka Nadoptę, bohatera piosenki "Majster Bieda" (Wolna Grupa Bukowina).
Markowski zachwyca się przyrodą Bieszczadów. I choć pisze, że "nigdzie indziej w świecie nie ma takiego nieba jak nad Caryńską...i nigdzie indziej nie ma takich obłoków" jest również przekonany, że to, na co patrzymy, musimy jeszcze umieć zobaczyć. Tę najważniejszą część procesu zakochiwania się w Bieszczadach autor pozostawia już czytelnikowi.
Zapraszamy do przeczytania dwóch rozdziałów książki:
Fryderyki 2021 rozdane. W tym roku w kategorii "Muzyka filmowa, teatralna, ilustracyjna" statuetkę zdobyła ścieżka dźwiękowa do popularnego serialu "Wataha" produkcji HBO, na którą złożyły się kompozycje Łukasza Targosza oraz piosenki zespołu Tołhaje. W wyniku współpracy muzyków światło dzienne ujrzała płyta zespołu Tołhaje "Czereda" (2014 r.) zawierająca utwory wykorzystane w serialu oraz te, które powstały później wraz z zarejestrowanym na żywo koncertem z towarzyszeniem orkiestry smyczkowej w ramach festiwalu Wschód Kultury.
Tołhaje to bieszczadzki zespół muzyczny czerpiący inspiracje głównie z tradycji Bojków i Łemków. Nazwa zespołu pochodzi od węgierskiego słowa "tołhaj" oznaczającego beskidnika, zbójnika karpackiego. Ich muzyka to mieszanka folku i współczesnych brzmień, przede wszystkim jazzu, elektroniki, rocka. Istotnym elementem jest tu również improwizacja.
Zespół powstał w 2000 roku. W roku 2003 został laureatem Folkowego Fonogramu Roku 2002 za płytę "A w niedziela rano". Płyta była również nominowana do Fryderyków 2003 w kategorii "Etnofolk". Rok 2013 to wspomniane wyżej prace nad ścieżką dźwiękową do "Watahy". W 2018 natomiast zespół wydał płytę "Mama Warhola", która powstała na podstawie rusińskich pieśni ludowych zaśpiewanych przez mamę Andy'ego Warhola - Julię. Część utworów z tej płyty (3,7,9) pojawia się również na ścieżce dźwiękowej drugiego sezonu serialu "Wataha".
Skład zespołu:
Damian Kurasz - gitary
Janusz Demkowicz - gitara basowa
Piotr Rychlec - klawisze, didgeridoo, akordeon, śpiew gardłowy