Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Kowalski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Kowalski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 listopada 2021

Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki i Dominik Szczepański

 


  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2017
  • Ilość stron: 414
  • Dostępność - ceneo.pl

Adam Bielecki, lat 38, urodzony w Tychach polski taternik, alpinista, himalaista, pierwszy zimowy zdobywca Gaszerbrum I i Broad Peak. Członek Klubu Wysokogórskiego Kraków. Astrologiczny byk. 


Zdobywcy Gaszerbrum I - Adam Bielecki i Janusz Gołąb. Tu z Agnieszką 
Bielecką i Arturem Hajzerem. 2012. Fot. PHZ
Człowiek, którego nazwisko znane jest w wielu polskich i zagranicznych domach, choć konotacje, jakie budzi, mogą być skrajnie sprzeczne. Jako przedstawiciel młodego pokolenia wspinaczy prezentuje już zgoła inne podejście do alpinizmu. Panta rhei. Wyprawy oblężnicze, wieloosobowe, wielotygodniowe, odchodzą w zapomnienie. Styl zdobywania kolejnych wierzchołków wyznacza szybkość, a co za tym idzie oszczędność czasu i pieniędzy. Sukces zespołu zostaje zastąpiony sukcesem indywidualnym. I choć w wielu miejscach książki Adam Bielecki przekonuje nas, że jest inaczej, wyczuwalna jest atmosfera indywidualnych potrzeb i ich realizacji niezależnie od partnera. 

Historia wykuwania się talentu wysokogórskiego Adama Bieleckiego zaczyna się, gdy ma lat trzynaście. Jako siedemnastolatek staje na szczycie Chan Tengri (7010 m. n.p.m.) w dodatku jako najmłodszy zdobywca na świecie. Kariera nabiera rozpędu po zdobyciu Makalu w 2011 roku na wyprawie "Polskiego Himalaizmu Zimowego 2010-2015"Artura Hajzera. Media okrzyknęły program mianem narodowego programu narażania młodych. Szczyt został zdobyty, lecz kosztem licznych odmrożeń i późniejszych amputacji. 

W książce znalazł się również fragment poświęcony zdobywaniu Broad Peak w 2013 roku. Znaleźć się musiał. Adam Bielecki żyje bowiem z jego piętnem. W opowieści stara się jeszcze raz powrócić do koszmaru tamtej zimy. Opowiedzieć po kolei, z niezwykłą szczegółowością, charakterystyczną tylko dla wydarzeń wielokrotnie analizowanych, o tym, co zdarzyło się na Broad Peak w marcu 2013 roku. Wytłumaczyć swoje zachowanie, tak szeroko krytykowane również przez środowisko wspinaczy, z których część już zawsze będzie patrzeć na Bieleckiego przez pryzmat śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. 

Rodzice Adama Bieleckiego. Fot. Dziennik Zachodni
O życiu prywatnym dowiemy się niewiele. Jak mówi sam Bielecki, chroni najbliższych. W książce nie znajdziemy jego prywatnych zdjęć rodzinnych, niewiele jest też odniesień do ważnych, osobistych wydarzeń. Himalaista skupia się na opowiedzeniu historii swojej przygody z górami wysokimi, jej kontrowersyjnych momentów oraz teoretycznych rozważaniach na temat specyfiki wspinaczki wysokogórskiej. 

Niezaprzeczalnym atutem książki jest zaopatrzenie jej w kody QR, pod którymi znajdziemy wiele ciekawych filmów nagranych przez Adama Bieleckiego. Wiele z nich z ataków szczytowych, dzięki czemu możemy oderwać się na chwilę od lektury i przenieść w świat ruchomych obrazów. Ten rodzaj pisarstwa wydaje się być coraz bardziej powszechny w pozycjach biograficznych. Wartość książek, których treść nie wybija się ponad przeciętność, ma szansę wzrosnąć dzięki zastosowaniu tego typu multimediów.

piątek, 27 sierpnia 2021

Bartek Dobroch "Artur Hajzer. Droga Słonia"

"Hajzer (...), góry cię ostrzegają, a ty ich nie słuchasz. Raz przeżyłeś, drugi, trzeci, ale prędzej czy później się zabijesz" A on na to: "Nie, góry mi pokazują, że mają do mnie respekt. Że jestem w nich bezpieczny, Za każdym razem mnie puszczają" Aleksander Lwow


  • Wydawnictwo: Znak
  • Rok wydania: 2018
  • Ilość stron: 544
  • Dostępność - ceneo.pl

Bartek Dobroch - alpinista, przewodnik tatrzański, międzynarodowy przewodnik górski UIMLA, instruktor narciarski, alpinista, fotograf. Współautor "Broad Peak. Niebo i Piekło". Portret Artura Hajzera naszkicowany wraz z Przemysławem Wilczyńskim zyskał swoją wielowymiarowość dopiero w książce następnej - "Artur Hajzer. Droga Słonia". Pierwsza biografia twórcy programu Polski Himalaizm Zimowy powstawała ponad 3 lata i śmiało możemy traktować ją jako pracę rzetelną, prezentującą głównego bohatera w szerokiej skali szarości, świadomie rezygnującą z laurkowego spojrzenia na to, jakim był człowiekiem, himalaistą, biznesmanem. I dobrze. Dzięki takiej bowiem perspektywie słynne poczucie humoru Hajzera, jego towarzyskość i opanowanie zostają podszyte dość skomplikowaną historią osobistą. Historią, która czyni zeń człowieka niełatwego, postrzeganego skrajnie różnie. Wesoły. Mruk. Dusza towarzystwa. Domator. Manipulant. Empatyczny. Spontaniczny. Planujący. Jednym słowem - kontrowersyjny. Bartkowi Dobrochowi udaje się wszystkie te pozornie kłócące się ze sobą opinie spiąć klamrą i nadać im imię "Artur". Czy przez to lubimy Słonia mniej? Chyba nie. Zdecydowanie nie. W tym swoim niedoprecyzowaniu staje się cieplejszy i bardziej ludzki. Gdzieś tu, pomiędzy nami. Staje się pełny. Bo przecież, jak twierdzi Dobroch w jednym z wywiadów, dobrzy ludzie czasem robią złe rzeczy i na odwrót.  

Książkę otwiera cytat z Eliota "Ziemi Jałowej" w przekładzie Czesława Miłosza:

"Kto jest ten trzeci, który zawsze wędruje przy tobie?

Kiedy liczę jesteśmy tylko ja i ty,

Ale kiedy patrzę tam, na białą drogę, 

Jest jeszcze zawsze ktoś, kto idzie przy tobie,

Owinięty w brązowy płaszcz, w kapturze,

Nie wiem, mężczyzna czy może kobieta- 

- Kim jest ten, który idzie tam gdzie ja i ty?"

Nawiązanie do tych słów pojawi się pod koniec książki, podczas próby wyjaśnienia tajemnic ostatnich chwil Artura Hajzera. Były to, jak wiemy, momenty dość tajemnicze. Niektórzy twierdzą, że przewidział swój koniec, pisząc do żony smsa o śmierci Marcina Kaczkana, partnera na Gaszerbrumie I i prosząc o zorganizowanie akcji ratunkowej oraz powiadomienie mediów. Przed wyprawą również działy się rzeczy wcześniej niespotykane. Płacz Izy, niechęć Hajzera do wyjazdu, przebodźcowanie medialnością tragedii na Broad Peak'u. W końcu wycofanie się z ataku szczytowego. Dziwne, niezrozumiałe zachowanie, którego Kaczkan nie umiał wyjaśnić inaczej jak tylko halucynacjami.

Książkę podzielono na 4 części poprzedzone "Cięciem", w którym Dobroch próbuje w sposób impresyjny opisać co mogło dziać się ze Słoniem w momencie upadku. Co mógł czuć, widzieć, myśleć podczas ostatniego filmu. Cześć I poświęcona jest inicjacji i początkom przygody z górami. Hajzer zaczyna w skałkach, jeszcze jako czternastoletni harcerz, by w części II przejść swoje najlepsze drogi, wspinać się z Kukuczką, poznać śmierć. Część III opowiada o wycofaniu się z działalności górskiej. Rok 1989 - śmierć Eugeniusza Chrobaka, Mirosława Falco Dąsala, Mirosława Gardzielewskiego, Andrzeja Zygmunta Heinricha, Wacława Otręby na Mount Everest, śmierć Jurka Kukuczki na Lhotse, upadek systemu i nastanie wolnego rynku, wszystko to złożyło się na nowy etap w życiu Hajzera - biznes. Część IV opisuje wielki powrót w góry po ponad 15 latach, który obfitował w upadki, niesprzyjające sploty okoliczności, krytykę, hejt, pomyłki, niepewności. Jak mówi Hajzer, pół żartem pół serio, był wynikiem kryzysu wieku średniego. A ponieważ żona nie zgodziła się na kochankę, padło na góry. Powrót do działalności górskiej zaowocował programem PHZ, który zamiast sukcesów przynosił kolejne porażki i krytykę ze strony zarówno środowiska alpinistycznego jak i narodowych ekspertów kanapowych. Wszystko to siadło na nim. Przed wyjazdem na Gaszerbrum I z PHZ pisał:

"Sławetny artykuł w "Rzeczpospolitej", który ukazał się tuż przed wyjazdem, sprowadzał na mnie niemal bezpośrednie zagrożenie życia, bo przez pierwsze trzydzieści dni wspinaczki nie dało się o nim zapomnieć, a trzeba było się koncentrować na czymś zgoła innym"

Do podobnej sytuacji doszło w kolejnym sezonie, gdy Polacy jako pierwsi zdobyli Broad Peak zimą lecz dwóch z nich - Maciej Berbeka oraz Tomasz Kowalski - nigdy z góry nie powróciło. W atmosferze emocjonalnego napięcia Artur Hajzer wyruszy na Gaszerbrumy. Nigdy z nich nie powróci. 


Opinie o Słoniu są różne. Dobroch cytuje tych, którzy Hajzera uwielbiali mimo wszystko oraz tych, którzy twierdzili, że ludzki potrafił być tylko w górach. Ryszard Warecki mówi o nim:


 

"Mnie się wydaje, że Artur przyjaciela nie miał. Wszystko to były kalkulacje. Hajzer był zimnym kalkulatorem. Ja go w każdym razie nigdy za przyjaciela nie uważałem. W górach - dobry kolega, świetnie się zachowujący, fajnie się wspinający, w ogóle fajny, godny zaufania, nie dam o nim złego słowa powiedzieć. Bycie z nim na jednej linie dawało poczucie partnerstwa. Zawsze będę pamiętał, jak doszedł do mnie, gdy już wracałem z wierzchołka Sziszpangmy. Złapaliśmy się, wyściskali i powiedział: "Rysiu, teraz ostrożnie. Sukces czeka na dole. Donieś go!". Był wtedy wielki, szczery, empatyczny. To były najpiękniejsze chwile mojego życia. Natomiast na nizinach Mister Hyde z niego wyłaził"

Martyna Wojciechowska wyznaje natomiast:

"Był jednym z nielicznych "ogarniętych życiowo", bo moim zdaniem (...) himalaiści są świetni w górach, ale w codziennym życiu się nie sprawdzają (...) Kochałam go jako człowieka - był dla mnie najważniejszy (...)"

Podobną miłość widać u Dobrocha, który o biografii Hajzera myślał od dawna. Miłość rozumiejącą i uczciwą. Poznanie człowieka i jego akceptacja są bowiem wypadkową otwartego serca i umysłu, uważnej obserwacji faktów i emocji, dzieciństwa i dojrzałości. Gdy pojawia się całość, pojawia się zrozumienie. "Artur Hajzer. Droga Słonia" ukazuje całe to spektrum. Dzięki tej drodze możemy bez uprzedzeń przejść wszystko to, co ukształtowało zarówno Słonia jak i jego mechanizmy obronne. 

czwartek, 29 lipca 2021

Artur Hajzer "Atak rozpaczy"

 "A choć za pewnik uchodzi, że alpinizm to ściganie się z samym sobą, rosną, doprawdy, skrzydła, kiedy inni zostają trochę w tyle" 
Artur Hajzer dla "Tygodnika Kulturalnego" 1983 r.



  • Wydawnictwo: Annapurna
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 256
  • Dostępność - ceneo
 

Pierwsze wydanie książki Hajzera, znanego pod pseudonimem "Słoń", to rok 1994. Nakład 10 000 wystarczył na kilkanaście lat, książka nie cieszyła się bowiem popularnością (wydawnictwo Explo, na okładce umieszczono Kukuczkę, bo zdjęcia Artura o dobrej jakości zwyczajnie brakowało). Otrzymała swoje drugie życie w 2012 roku (wydawnictwo Annapurna) i choć treścią nie odbiega od wydania pierwszego, w roku 2014 doczekała się dodruku. Wydanie drugie wzbogacono jedynie o Posłowie, w którym Hajzer odnosi się do wydarzeń po roku 1987, w tym do swoich planów związanych ze zdobyciem wszystkich czternastu ośmiotysięczników w ciągu jednego roku, o konflikcie z Kukuczką i wrażeniach po przeczytaniu jego książki "Mój pionowy świat". W Posłowiu czytamy również:

"Spora liczba wypraw, przeżyć, przygód, doświadczeń i zrębów mojej górskiej filozofii ciągle czeka na opisanie i przypomnienie i wydaje mi się, że wraz z upływem czasu szanse na ich opisanie rosną, bo i pióro jakby lepsze i dystans zdrowszy"

Plany, które Hajzer snuł w lipcu 2012 roku, nigdy się nie ziściły. Jak wiadomo, w lipcu następnego roku odpadł od ściany Gaszerbrum I. Był to okres dla niego niezwykle burzliwy. W marcu 2013 na Broad Peak zginęli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Kierownikiem wyprawy był Krzysztof Wielicki, choć nieoficjalnie miał nią zarządzać Hajzer. To on zgodził się na udział w wyprawie Tomasz Kowalskiego, który był wspinaczem niedoświadczonym na szczytach ośmiotysięcznych. Krytyka, jaka dosięgnęła wówczas wszystkich decydentów, wnioski komisji, powołanej, aby zbadać okoliczności śmierci oraz wskazać niedociągnięcia - wszystko to wpływało na Hajzera niszcząco. Ale o tym w "Ataku rozpaczy" już nie przeczytamy.

Książka ciekawa pod względem konstrukcyjnym. Brak podziału na rozdziały. Poszczególne wątki Hajzer oznaczył kolorami górnych pasków, czcionki i stron. Na końcu znajduje się coś na kształt Spisu treści, ale jak czytamy: "Poniższy spis zawiera robocze tytuły poszczególnych części książki zamieszczone na żywej paginie ułatwiające orientację w narracji Autora". Ma to swój niewątpliwy urok, wymaga jednak skupienia czytelnika. Wątki przenikają się, bez wyraźnego początku i zakończenia. Wiele opisów przerywanych jest retrospekcją, której treść niekoniecznie współgra z wywołującym ją bodźcem. 

W "Ataku rozpaczy" znalazły się opowieści z lat 80., czyli złotej ery polskiego himalaizmu. Jurek Kukuczka, Krzysztof Wielicki, Wojtek Kurtyka, to nazwiska o największej frekwencji. Poznajemy początki wspinaczki młodego wówczas, bo czternastoletniego Artura, oraz późniejsze zmagania z trudnymi ścianami, wśród których południowa ściana Lhotse zajmuje szczególne miejsce w pamięci autora. Mimo wielu prób, nie udało mu się jej pokonać. Zabrała również tak ważne dla niego osoby jak Rafał Hołda i Jurek Kukuczka.  

Sporo uwagi Hajzer poświęca najnowszym (wówczas) trendom w himalaizmie. W tym tzw. stylowi kombinowanemu, łączącemu cechy stylu klasycznego i alpejskiego:

"Tak więc w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku (1985-1988) nastąpiła wyraźna zmiana jakościowa w himalaizmie. (...) Alpiniści działający w tamtym okresie w Himalajach byli swego rodzaju pionierami nowej ery. Płacąc niejednokrotnie najwyższą cenę, uczyli się Himalajów po raz drugi. Wydaje się, że zagrożenie ze strony niebezpieczeństw obiektywnych rzeczywiście zmalało, za to zrosła liczba wypadków, do których doszło z winy człowieka. (...) Sam nie jestem ani przeciwnikiem stylu alpejskiego, ani jego zagorzałym zwolennikiem. Nie mogę się jednak pogodzić z tym, że styl alpejski musi trzymać się sztucznych i narzuconych zasad, i nie pozwala człowiekowi wykorzystać jego podstawowej broni - rozumu. Jestem za tanią i szybką wspinaczką w małych zespołach, nie chcę jednak, aby odbywała się ona bezmyślnie. Za dobry uważam ten styl, który zmienia się w zależności od układu sił i napotkanego terenu, styl uzależniony od możliwości naszych partnerów i liczebności grupy."

Dlaczego jednak "Atak rozpaczy"? Po raz pierwszy wyrażenia tego użył Ryszard Warecki, jako kierownik wyprawy na Tiricz Mir (1983) każąc Hajzerowi i Chołdzie wycofać się z ataku szczytowego (Hajzer zasymulował wówczas kłopoty z łącznością, dzięki czemu de facto szczyt został zdobyty). Zbyt krótkie życie Hajzera obfitowało jednak również w ataki szczytowe, z góry skazane na porażkę - "ataki rozpaczy". Wyrażenie to obecne jest w jego książce w wielu miejscach, dając świadectwo dystansu i poczucia humoru, z jakich niewątpliwie autor słynął i które zdobyły mu sympatią fanów, do dziś wspominających Słonia na corocznym "Biegu dla Słonia"

Na koniec przypomnijmy najważniejsze szczyty Artura Hajzera:

  • Manaslu (nowa droga) - 1986
  • Annapurna (pierwsze wejście zimowe) - 3 lutego 1987
  • Shisha Pangma (nowa droga) - 1987
  • Annapurna Wschodnia (nowa droga) - 1988
  • Dhaulagiri - 11 maja 2008
  • Nanga Parbat - 23 czerwca 2010
  • Makalu - 30 września 2011

... i jeden z jego filmów "Czekając na Rosę":





piątek, 5 marca 2021

"magisterkowalski.blog. historia przerwanej miłości" Tomek Kowalski & Agnieszka Korpal

 

"Jutro ruszamy w góry. Kolejna, ale naprawdę wyjątkowa wyprawa życia. Trzymajcie kciuki, bo jest okazja napisać kolejny rozdział historii himalaizmu.  Ale by było..."

                                  ostatni wpis na blogu Tomasza Kowalskiego z 16.01.2013 r. 



 
  • Wydawnictwo: Stapis
  • Rok wydania: 2016
  • Ilość stron: 364
  • Dostępna m.in. empik


Przez książkę przedzierałam się długo, szukając przede wszystkim odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Co mogło doprowadzić do tragedii z 5 marca 2013 roku? Czy w przeszłości były widoczne jakiekolwiek symptomy późniejszych wydarzeń? 

"magisterkowalski.blog" to pozycja, której po części autorem jest sam Tomasz Kowalski, ponieważ zawiera ogromną ilość postów publikowanych na blogu magisterkowalski.blogspot.com ubarwionych zdjęciami, które również pojawiały się pierwotnie w tym miejscu. Sprawia to, że książkę czyta się inaczej, niż tradycyjne wydawnictwa, czasem ma się ochotę sięgnąć po komentarze do postu, których jednak książka nie zawiera. Przygodę z życiem Tomka zaczynamy 25 grudnia 2008 roku. W kolejnych "postach" opisuje swoje podróże, nowe doświadczenia, próby przezwyciężania własnych słabości, wyzwania, przyjaźnie, miłości. Wszystko tu dzieje się w zawrotnym tempie. Posty naszpikowane są czasownikami, czynnościami, ciągłym ruchem. Czasem brakuje dłuższego przystanku i refleksji, szczególnie tym czytelnikom, którzy lubią nie tylko doświadczać, ale i wiedzieć. 

Tomasz Kowalski na szczycie Aconcagua w 2009 r.

"Ciekawe, że teraz już nie dopatruję się indywidualnego piękna, ale je porównuję" napisał Tomasz w poście z 7 kwietnia 2010 roku tym samym bardzo trafnie podsumowując swój stosunek do wszystkich niesamowitych miejsc, które odwiedził. Nie znosił nudy, nie umiał sobie z nią radzić. Momenty "przestoju" były złem koniecznym w oczekiwaniu na kolejną dawkę adrenaliny. Jego przygody dzieją się tak szybko i w takich ilościach, że nie jesteśmy w stanie ich spamiętać, wymienić czy powiedzieć o nich coś więcej ponad to, że były. Wypełniały jednak całe jego krótkie życie i chyba dały złudne poczucie nieśmiertelności, ogromnej wiary we własne możliwości i że "jakoś to będzie". Szczególnie wtedy, gdy udawało mu się wychodzić cało z beznadziejnych opresji lub zrobić coś unikalnego. Czy to mogło Tomka zgubić na Broad Peak'u? Możliwe. Z drugiej strony jednak jego wyprawy wspinaczkowe potrafiły kończyć się odwrotem, podyktowanym głosem rozsądku w obliczu niekorzystnych warunków czy świadomości osobniczych problemów z chorobą wysokościową, jakich Tomek często doświadczał. Pamiętać warto również, że nie przebywał on nigdy powyżej 8000 m. Najwyższa góra, na jaką się wspiął to Pik Komunizmu 7495 m. podczas zdobywania tytułu "Śnieżnej Pantery". Czy zgubiła go silna chęć realizacji planów związanych ze zdobyciem Broad Peaku? Zapisanie się w historii zimowego himalaizmu i oświadczyny? Czy mogły one nie dopuścić do głosu zdroworozsądkowych myśli? Tomek kilkakrotnie dzwonił do Artura Hajzera proponując własną kandydaturę do składu zimowej wyprawy na Broad Peak w 2012 roku. Za każdym razem otrzymywał zdecydowaną odmowę. Byłby najsłabszym ogniwem całej wyprawy. W końcu, z jakichś przyczyn, Hajzer zadzwonił z dobrymi wieściami. Śmierć Tomasz Kowalskiego jego mocodawca bardzo mocno przeżywał, opinia publiczna również dość krytycznie oceniała tę decyzję. Sprzęt, jakiego Tomasz używał w górze, jego brak doświadczenia i problemy aklimatyzacyjne mogły być bezpośrednią przyczyną tragicznych wydarzeń. 

Jeśli dobrze przypatrzymy się tytułowi napisanemu pomarańczową czcionką, dostrzeżemy ledwo widoczny podtytuł "historia przerwanej miłości". Bywa, że kąt pod jakim trzymamy książkę nie pozwala go zobaczyć wcale. To bardzo ujmujący pomysł z bogactwem interpretacji. Blaknące litery podtytułu dają do zrozumienia jak krucha i cenna była miłość Tomasz i Agnieszki. Jak trudna do odnalezienia a przez to cenna. I jak odchodzi powoli w cień wspomnień o Tomku. To piękny zabieg.

Turecki rajd przygodowy Lycian Challenge - 2012 r.

Agnieszka Korpal opatrzyła książkę również swoimi rozdziałami. Dowiadujemy się sporo o niej samej, jej pasjach, momencie spotkania Tomka i jej emocjach związanych z tą relacją. Pisze o niej pięknie, nierzadko wyciskając łzę u co wrażliwszego czytelnika. Już sama dedykacja, którą opatrzona jest książka -"Gdziekolwiek jesteś" daje do zrozumienia jak wielka tęsknota towarzyszyła, a może wciąż towarzyszy, Agnieszce. Rozdziały skreślone jej ręką oraz fragment książki dotyczący zdobywania tytułu "Śnieżnej Pantery" przez Tomka, to mocne strony tej książki. Wpisy pozostałe, zapiski z rajdów przygodowych, zawodów biegowych, rowerowych mogą zainteresować jedynie pasjonatów tego typu spędzania wolnego czasu oraz osoby o podobnie intensywnym trybie życia, szukających inspiracji do kolejnych wyzwań.

Warto na koniec wspomnieć o jednym z ostatnich przedsięwzięć Tomka -  Poco Loco Hostel, otwartym w 2012 roku w Poznaniu, który do grudnia 2019 prowadziła jego wspólniczka Ania Kautz a od 2013 roku również była narzeczona Tomka Agnieszką Korpal. No i oczywiście Tomek - nota o nim nie została zdjęta ze strony, co pokazuje jak bardzo był kochany, ceniony i jak niewiele z tych wartości zmieniło się po jego śmierci.

Tomek from pocoloco on Vimeo.

środa, 20 stycznia 2021

"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peak" Dariusz Kortko, Jerzy Porębski

 

"Życzę Ci, dziadku, żebyś zdobył borowika" Antoś Berbeka




W jednym z wywiadów Dariusz Kortko przyznał, że chciał odpocząć od tematyki wysokogórskiej (2016 - "kukuczka", 2019 - "Wielicki"). Kiedy otrzymał propozycję współtworzenia książki o Berbece nie wahał się ani chwili. Nic dziwnego, historia jest tak gęsta, że pisze się sama. Zmęczenie redaktora naczelnego katowickiej "Gazety Wyborczej" tematem himalaizmu jest jednak widoczne w jego najnowszym dziele.

Maciej Berbeka (1954 - 2013) to jednak z najciekawszych postaci polskiego himalaizmu, jeden z lodowych wojowników, którym zawdzięczamy spektakularne pasmo sukcesów lat 80. i 90. Zaczynał jak wszyscy wtedy - Tatry, Alpy, Himalaje. Była to naturalna droga, na której sukcesywnie trenowało się wytrzymałość, siłę mięśni, technikę i uczyło się górskiego partnerstwa, poznawało człowieka. Więzi między wspinaczami umacniały wspólne wyjazdy ale i życie prywatne, każdy każdego znał i wiedział, że w sytuacji ekstremalnej nie sukces będzie najważniejszy. Czynnik ten, tak ważny w sportach ekstremalnych, jest obecnie w widocznej recesji.

Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski, zdjęcie prasowe po tragedii.
O Maćka osobowości mówi się wiele - przyjacielski, cierpliwy, empatyczny, opiekuńczy. Himalaista - artysta. Kiedy do głosu dochodzi takie spektrum zainteresowań, historia nie może być banalna. Ratownik GOPR (podobnie jak jego ojciec - Krzysztof Berbeka), przewodnik UIAGM, absolwent i nauczyciel w szkole plastycznej im. A. Kenara w Zakopanem, artysta malarz, grafik, scenograf w Teatrze im. S.I.Witkiewicza w rodzinnym mieście. Wystarczyłoby na kilka życiorysów. 

Tomasz Kowalski, który wraz z Maćkiem zginął w 2013 chciał przejść do historii i znaleźć się w encyklopedii. Tak też się stało. W odróżnieniu od współtowarzysza Maciej Berbeka zapisał się w tej historii złotymi literami, nie jako człowiek jednego ośmiotysięcznika a osobowość kompletna. Pierwsze zimowe wejście na Manaslu w 1984 roku (wraz z Ryszardem Gajewskim), Czo Oju w 1985 (wraz z Maciejem Pawlikowskim), Rocky Summit w 1988 (ostatecznie samotnie - bijąc rekord wysokości w Karakorum), Annapurna nową drogą nazwaną Drogą Jana Pawła II w 1981 (wraz z Bogusławem Probulskim), Mount Everest w 1933 roku od strony chińskiej (wraz z Szerpą Lakpa Num), kierownik wypraw na Nanga Parbat i Manaslu, to tylko część jego dokonań. Jest oczywiście jeszcze to ostatnie, po którym nic więcej już nie było....Broad Peak 5 marca 2013 roku (wraz z Tomaszem Kowalskim, Adamem Bieleckim i Arturem Małkiem)

Plan przebiegu wyprawy na Broad Peak 2013
Dlaczego jego historia jest historią uniwersalną, która porusza kolejne pokolenia? Może dlatego, że oprócz faktów jest w niej mnóstwo domysłów. Tajemnica śmierci Tomasza i Macieja pozostała z nimi w Karakorum. Częściowo wyjaśniona wraz z odnalezieniem ciała tego pierwszego (wyprawa poszukiwawcza Jacka Berbeki 2013), w dużej mierze jednak wciąż owiana tajemnicą. Może dlatego, że jest to historia z mistyczną podszewką, której tak jesteśmy ciekawi prowadząc codzienne, praktyczne zracjonalizowane życie. 5 marca 1988 - Berbeka samotnie wchodzi na Rocky Summit, choć przekonany jest o tym, że zdobył Broad Peak, 6 marca - po morderczej walce z wiatrem, ciemnością i chmurami cudem na moment wszystko cichnie, chmury się na kilka chwil rozstępują i widzi światełko Aleksandra Lwowa w namiocie.  marca 2013 - Berbeka staje na szczycie Broad Peak wraz z Tomaszem Kowalskim, 6 marca nad ranem widać jeszcze najprawdopodobniej jego światełko na siodełku przełęczy. Potem już wszystko jest w sferze "prawdopodobnie". 


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie z15570358qczlonkowie-zimowej-wyprawy-na-broad-peak-od-lewej.jpg
Uczestnicy wyprawy: Krzysztof Wielicki (kierownik), zespół szturmowy: Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski, Artur Małek.

Książka Kortko i Porębskiego opowiada o wielu aspektach życia Berbeki - życiu ratownika, alpinisty, himalaisty, męża, ojca, przewodnika, przyjaciela. W wielu miejscach przeskakuje zdarzenia w sposób niejasny. Niektóre historie, rozmowy są wtrącane w kontekst innych dość zaskakująco, jakby nagle się komuś przypomniały. Niektóre nie są rozwijane na tyle, aby tworzyły spójną całość z resztą opowieści. Inne są wręcz kopią z "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beaty Sabały-Zielińskiej. Jest kilka błędów, które oczywiście dla osoby po raz pierwszy stykającej się z postacią Berbeki nie mają znaczenia. tytuł książki Sabały pojawia się raz jako "Jak wysoko sięga miłość?", w innym zaś miejscu jako "Jak daleko sięga miłość?". Sweterek, który miała na sobie Ewa podczas ślubu nie został uszyty przez nią a przez jej matkę. I kilka innych, niuansowych elementów., Nie to jest jednak najważniejsze. Ostatnie fragmenty książki czyta się najlepiej, najpłynniej i w odróżnieniu od reszty układają się w całość. Książka sprawia wrażenie napisanej na szybko, w celach komercyjnych. 

Wszystko to sprawia, że najlepszą biografią Macieja Berbeki nadal pozostaje "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beaty Sabały-Zielińskiej.

                          

  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2020
  • Ilość stron: 455
  • Dostępna m.in. www.empik.com


 


niedziela, 17 stycznia 2021

Raport Zespołu ds. zbadania okoliczności wypadku podczas zimowej wyprawy na Broad Peak 2013 r.


Po tragicznych wydarzeniach na Broad Peak, w marcu 2013 roku, z inicjatywy Krzysztofa Wielickiego i Artura Hajzera utworzono zespół mający na celu ustalenie okoliczności, przyczyn i możliwości uniknięcia śmierci dwóch członków zespołu atakującego szczyt - Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Raport wywołał falę komentarzy zarówno krytycznych jak i pozytywnych w społeczeństwie ale i w samym środowisku alpinistycznym.


Krzysztof Wielicki wielokrotnie wypowiadał się na temat niepotrzebnej kategoryczności raportu, który winą obciążył przede wszystkim Adama Bieleckiego, częściowo także Artura Małka a także wskazał na niedociągnięcia i błędy ze strony kierownika wyprawy.

Aleksander Lwow w wywiadach podkreśla, że żaden z członków zespołu nie ma doświadczenia w zimowych wejściach na wysokość powyżej 8000 m n.p.pm. w związku z tym nie powinno się formułować tak personalnych wniosków i oskarżeń.

“Mieliśmy obowiązek to pokazać, a nie schować to pod dywan” – Piotr Pustelniki o raporcie.



Zespół w składzie:

  1. Anna Czerwińska
  2. Piotr Pustelnik
  3. Bogdan Jankowski
  4. Michał Kochańczyk
  5. Roman Mazik

korzystał również z ekspertyzy osób, które wspinały się zimą na najwyższe szczyty świata:

  1. Leszka Cichego
  2. Ryszarda Gajewskiego
  3. Artura Hajzera
  4. Macieja Pawlikowskiego
  5. Janusza Gołąba
  6. Marcina Kaczkana
  7. Roberta Szymczaka
Zespół zwrócił głównie uwagę na:

  • brak butli tlenowych w obozie czwartym,
  • brak wcześniejszych ustaleń dotyczących taktyki ataku szczytowego i zejścia z wierzchołka pomiędzy kierownikiem wyprawy a zespołem szturmowym, jak i brak ustaleń w samym zespole co robić na wypadek opóźnień czy zasłabnięcia któregoś z członków wyprawy,
  • brak niezbędnych badań wytrzymałościowych Berbeki i Wielickiego przed wyprawą,
  • rozdzielenie się zespołu z inicjatywy Bieleckiego,
  • brak ponownego scalenia się zespołu po osiągnięciu wierzchołka,
  • awaryjność radiotelefonów,
  • 11-dniowy pobyt w bazie po aklimatyzacji na wysokości powyżej 7000 m.n.p.m.,
  • zbyt późne wyjście zespołu szturmowego (około godz. 5),
  • niewycofanie się zespołu szturmowego z ataku z powodu późnej godziny,
  • brak kontaktu wzrokowego pomiędzy osobami schodzącymi wcześniej a częścią zespołu, która pozostała w tyle,
  • brak obiektywnych przesłanek, że życie Bieleckiego i Małka było zagrożone (raport podkreśla jednak, że w ich subiektywnym odczuciu tak właśnie mogło być),
  • brak rejestracji wszystkich rozmów z Berbeką i Kowalskim,
  • zejście Bieleckiego z obozu czwartego do bazy, kiedy jeszcze akcja ratunkowa była w toku i istniała szansa na pozytywny jej zwrot.

W raporcie nie znalazło się nic na temat nieodpowiednich raków Kowalskiego - mało prawdopodobne wydaje się być, że podczas rozmów z Jackiem Berbeką i Jackiem Jawieniem, uczestnikami wyprawy poszukiwawczej latem 2013 roku, fakt ten nie został przez himalaistów ujawniony komisji, biorąc pod uwagę chociażby bezkompromisowość Jacka Berbeki. Wydaje się, że zespół zdecydował się nie eksponować tego elementu. Wielokrotnie podkreśla się w raporcie, że przygotowanie wyprawy pod względem organizacyjno-sprzętowym spełniało standardy światowe.

W raporcie podkreśla się również prawidłowe dobranie składu szturmowego, choć oczywistym jest fakt, że 50% tego zespołu nie miało doświadczenia na ośiotysięcznikach w okresie zimowym lub jakimkolwiek (Kowalski wspinał się poniżej 8000, Małęk - w 2012 roku na Lhotse osiągnął 8200 m. n. p. m. )

Rodzina Berbeków daleka jest od szukania winnych. Pozostają jednak pytania bez odpowiedzi. W książce "Jak wysoko sięga miłość. Życie po Broad Peak" Ewa Dyjakowska-Berbeka mówi, że rozumie strach Bieleckiego i Małka, jednocześnie niektórych elementów relacji nie potrafi pojąć, możliwe, że część historii nigdy nie ujrzy światłą dziennego.

Ocena zachowania człowieka w tak ekstremalnych warunkach jest trudna, całkiem możliwe, że niewykonalna. Zacytujmy Wandę Rutkiewicz: "Zespół (...) ma przed sobą cel, który będzie realizował za wszelką cenę. Nie wolno zakładać i żywić oczekiwań wobec innych, że w sytuacji zagrożenia narażą własne życie, by nam pomóc" wskazując na świadomość samych himalaistów, że taka pomoc nie zawsze może być udzielona i sami również nie zawsze będą w stanie pomóc. Z kolei Messner twierdzi, że jeśli nie jesteśmy w stanie odciąć partnera od liny, nie jesteśmy gotowi na góry. Wydaje się, że nie da się istoty partnerstwa ująć w reguły, zasady, regulaminy. Pewne zachowania są automatyczne, ale jednocześnie utrzymywanie równowagi pomiędzy altruizmem a walką o własne życie wymaga nieprzeciętności charakteru.