"Wspinaczom brakuje wewnętrznego potwierdzenia własnej wartości, dlatego szukają go na zewnątrz, dlatego tak desperacko potrzebują ekstremalnych osiągnięć. No bo z jakiego innego powodu byśmy to sobie robili?"
- Wydawnictwo: SQN
- Rok wydania: 2020
- Ilość stron: 416
- Dostępność: ceneo.pl
Zastanawiam się, o czym jest ta książka. Czym jest Everest Magdy Lassoty. I czym jest cień Everestu.
Odkładam na bok oczywistości. Już Hajzer w "Koronie Ziemi" pisał, że Everest jest praktycznie martwy ("effectively dead") i ze wszystkich gór ma się najgorzej. Znajoma dziewczynka zapytała mnie pewnego dnia:
- Jak smakują chmury?
- Nie wiem, ale jest jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć - odpowiedziałam - musiałabyś wejść na najwyższą górę świata, górę gór, by móc dosięgnąć chmur. A najwyższa góra to Mount Everest.
Everest 2019 Prawda. stąd tylko krok do nieba. Niektórzy zostaną w nim przecież na zawsze, starając się spróbować jak smakują chmury. Dlaczego właśnie tu? Bo najwyższy, a wszystkie wielkie sprawy załatwia się na naprawdę wielkich górach. A te najważniejsze - na Mount Everest. Jeśli tu, na dole pokonało cię coś naprawdę wielkiego, proces uzdrawiania zaczyna się zwykle od zdobycia naprawdę wielkiej góry. Co roku Everest przyciąga setki "ekstrawaganckich ekstrawertyków, zakompleksionych, niedowartościowanych introwertyków, szukających adrenaliny, chcących zgubić gdzieś jej nadmiar, awanturników i posłańców pokoju, wyczynowców i niedorajdów, starców i dzieci, milionerów i bezrobotnych, polityków z misją, alterglobalistów, też z misją, tych, którzy chcą zarobić i tych, którzy mogą tylko stracić, szukających sławy lub ciszy absolutu, media, rządy państw"* Kilka czynników na przestrzeni lat wpłynęło na wzrost popytu i liczby wejść na Mount Everest. Rząd nepalski przestał limitować ilość wydawanych zezwoleń (przy odpowiednim wzroście ich ceny), na rynku pojawiły się lekkie 4-kilogramowe butle tlenowe rosyjskiej firmy Poisk o dwukrotnie większej wydajności, zmieniła się ilość i polityka firm trekkingowo-wspinaczkowych, wzrosły kompetencje Szerpów, no i last but not least - zaporęczowano Icefall i Mount Everest niemal do samego wierzchołka. Pamiętamy zdjęcie kolejki na dachu świata, które obiegło internet w roku 2019.
Everest 2021 - fot. Mingma Dorchi Sherpa Oraz to, które obiegło świat w 2021 roku, wykonane przez Mingmę Dorchi Sherpa. Większość z widocznych tu wspinaczy to klienci prywatnych firm trekkingowo-wspinaczkowych, których pod Everestem nie brakuje - Jagged Globe, Seven Summit Treks, Alpine Ascent, Adventure Consultants, Imagine Nepal (z którą wybrała się Magda Lassota) czy Himex. Firmy co roku zatrudniają setki Szerpów, bez których wejście na górę gór byłoby niemożliwe. Cisi bohaterowie Krainy Wiecznych Śniegów z twarzami pooranymi trudami, przez co wyglądają na dużo starszych niż są w rzeczywistości. Część z nich również z góry nigdy nie zejdzie. Na Mount Everest wskaźnik śmiertelności wynosi 3,5%, co przy tak ogromnej ilości osób wspinających się daje liczbę znaczącą. Na Annapurnie śmiertelność sięga 40%, nie oznacza to jednak, że na Everest wejść łatwiej. Nic bardziej złudnego. Na Everest po prostu wchodzi się tłumnie. Wystarczy mieć pieniądze, by znaleźć się w EBC. Komercjalizacja góry sięgnęła punktu krytycznego. Wciąż jednak trzeba mieć odpowiednie warunki fizyczne, odporność psychiczną i szczęście, by znaleźć się na samym wierzchołku. Przypadek Davida Sharpa z 2006 roku, brytyjskiego wspinacza (pod opieką Asian Trekking) wydaje się w tym świetle symboliczny. David nie wrócił na noc do obozu po próbie zdobycia szczytu (nie wiadomo, czy udanej). Przed świtem następnego dnia, kolejni wspinacze atakujący szczyt, napotkali go na swojej drodze. Majaczył. Nie mógł wstać. Umierał. 40 osób minęło Davida. Skontaktowano się z Russellem Bryce, właścicielem firmy Himex. Odpowiedział: "Idźcie dalej do szczytu, temu człowiekowi nie można już pomóc. On praktycznie już nie żyje". I to jego "He's effectively dead" obiegło świat, choć sam Bryce nigdy nie przyznał się oficjalnie do tych słów. Turcy, którzy również minęli umierającego, postawili sprawę jasno: "To nie był człowiek z naszego zespołu". Śmierć Sharpa wywołała falę krytyki. Jaką cenę można zapłacić za smak chmur? I czy można zapłacić czyimś życiem? Edmund Hillary powiedział wtedy:"Moim zdaniem całe to szaleństwo wokół zdobywania Everestu jest po prostu przerażające. Ludzie za wszelką cenę chcą zdobyć szczyt i nic ich nie obchodzi, że ktoś obok może być w kiepskim stanie. Naprawdę nie ma nic imponującego w tym, że można tak po prostu zostawić człowieka pod skałą i pozwolić mu umrzeć".David w rozmowie ze swoją matką uspokajał ją: "Nie martw się mamo, nic nie może mi się stać, tu są tłumy ludzi wokół mnie..."Tak. Są to oczywistości, o których wiemy od dawna. Trudno się jednak pozbyć wrażenia, że książka "W cieniu Everestu" opowiada o czymś innym. W warstwie oczywistej, autorka stawia sobie za cel poznać i opisać motywację osób, które w 2019 roku znalazły się w EBC. Zarówno tych z zachodu jak i osób z obsługi, Szerpów, właścicieli agencji, lekarzy. Z niektórymi się zaprzyjaźnia. Robi zdjęcia. W założeniu ma być to projekt fotograficzny. Portrety wspinaczy mają być wykonane "przed" i "po" Evereście. Ostatecznie większość z nich powstaje "przed", ponieważ "po" nie ma już czasu. Obóz zwija się jeszcze w trakcie ataku szczytowego. Potem wszyscy pospiesznie pakują plecaki i wskakują do helikopterów. Nikt nie chce spędzić ani sekundy dłużej w miejscu, które jeszcze miesiąc temu było jego marzeniem. Szczyt i poczucie omnipotencji zdobyte. Na górze załatwia się przecież wszystkie te sprawy, na które nie starcza odwagi i siły na dole.A co załatwia się w cieniu wielkiej góry? Tu załatwia się sprawy jeszcze większe. Rozmawia się z samym sobą. Nawiązuje przyjaźnie. Uczy cierpliwości i oczekiwania. Doświadcza czynności, które na dole budują codzienność. I tym właśnie wydaje się być książka Magdy. Rozprawą z cieniem. Z tym wszystkim, co wyparte, skulone w nas, czekające na odpowiedni moment. Z tymi wszystkimi, w których cieniu żyliśmy do tej pory, zakochani, poddani, wierzący, że to dobry cień. Nie mogąc uwierzyć, że ta góra, przy której tak wiernie tkwimy, może nas skrzywdzić i mając nadzieję, że w jej cieniu dokonają się rzeczy magiczne. Książka mówi o kruchości tych marzeń. Jeszcze chwilę temu wydawały się tak silne, że nie mógł ich zmieść żaden monsun, pochłonąć żadna szczelina lodowca Khumbu. Czy gdyby zostały spełnione, gdybyśmy posiedli górę gór, wypełniłoby nas szczęście? Okazuje się, że na krótko. Na tę krótką chwilę, gdy jeszcze działa adrenalina czujemy się mocni, silni, pewni siebie. Czujemy, że możemy jeśli nie wszystko, to na pewno dużo. Załatwiamy sprawy z samym sobą. Obiecujemy sobie, że już nigdy się nie poddamy. Że zawsze już będziemy wierzyć w siebie i nigdy nikomu nie pozwolimy się niszczyć, że podniesiemy się z każdego upadku. Wiara będzie naszym czekanem, a lina nadzieją. Czy natura człowieka ma to do siebie, że potrzebuje doznań i doświadczeń granicznych, aby poczuć swoją moc? Dlaczego nie możemy tego samego osiągnąć gapiąc się w niebo? Czy, aby poczuć się wielkim trzeba zrobić wielką rzecz? Na przykład zdobyć Mount Everest? A co jeśli to, co nam Mount Everest wyszeptał do ucha, ucichnie? Przyblednie? Wtapiamy się w fotel i znów jesteśmy zwykłym Kowalskim przy biurku zawalonym stertą papierów na wczoraj. Przechodzimy obok siebie samego jak obok mebla. Nie zauważając."Joyce została pierwszą Libanką z Koroną Ziemi. Przyniosło jej to sławę i sponsorów. Występowała w telewizji i radiu, dawała mnóstwo prelekcji, nie tylko w swoim kraju. Ale i tak powrót do domu okazał się dla niej niewyobrażalnie trudny. Po Evereście miała poczucie ogromnej straty i długo nie mogła sobie z tym poradzić. W codziennym życiu nie potrafiła odnaleźć szczęścia, które czuła na szczycie. Pomogła jej dopiero terapia.""Nelly myślała, że wejście na Everest będzie trudniejsze (...) Dużo trudniejszy okazał się powrót do codzienności. Po kilku miesiącach nadal nie mogła się pozbyć poczucia dojmującej, niemożliwej do opisania pustki. Po trzech latach życia wyłącznie Everestem trudno znaleźć porównywalny cel."Dla Magdy Mount Everest to góra zabójcza. Góra, na którą nie warto się wspinać, dlatego też Magda tego nie robi. Można stracić rzeczy ważne. Przyjaciela. Zdrowie. Życie. Za to cień Everestu jest dla niej krainą magii. Pozwala jej odzyskać siły. Opisać ludzkie historie, po to, żeby opisać swoją. Pisze dla siebie. Opisując ludzkie motywacje, przygląda się swoim jak w lustrze. Co zrobić ze sobą? Teraz, gdy nadszedł czas na zmiany w życiu, gdy zostaliśmy w punkcie, z którego trudno zauważyć to, co będzie jutro czy pojutrze. Jak pożegnać tych, których kochamy? Jak marzyć i realizować marzenia? Jak je doceniać?
Autorka "W cieniu Everestu" Baza pod Everestem jest dla Magdy tym samym, czym dla wspinaczy szczyt. Ale i książka nim jest. Czujny czytelnik odnajdzie w niej tyle wrażliwości autorki, że śmiało można uznać ją za największą wartość książki. Zaraz po pięknych portretach. Magda Lassota odkurza dla czytelnika przymiotnik "miły" i według tej kategorii będzie określać wielu swoich rozmówców. Ktoś jest "miły", a ktoś inny "niemiły". Widać, że ta "miłość" jest jedną z najważniejszych wartości w jej życiu. Wynika to pewnie trochę z zapotrzebowania na akceptację, która wyziera z niemal każdej strony książki. W wielu sytuacjach Magda nie chce sprawiać komuś kłopotu, lub wstyd jej za własne potrzeby. Naturalny odruch człowieka, który długo trwał w nieswoim świecie, z którego na dodatek został wyproszony. Zanim nauczy się rozpoznawać swoje własne emocje, potrzeby i wartości, minie trochę czasu. Pobyt w bazie pod Mount Everest jest więc rodzajem terapii, a w cieniu góry rodzi się to, co powinno się narodzić dużo wcześniej i zupełnie gdzie indziej. Przy innej górze. W innym cieniu. Zrodziło się jednak tu. Tak, jakby wszystko miało swoje miejsce i czas, a to, czego chcemy niekoniecznie pokrywało się z tym, czego potrzebujemy. Cień góry wydaje się więc ważniejszy niż jej szczyt.Dziś Magda Lassota jest już w zupełnie innym punkcie na mapie świata. Realizuje swój nowy projekt "Czy Ameryka istnieje?". Trzymam kciuki i czekam na książkę, ponieważ jestem pewna, że powstanie.* Artur Hajzer "Korona Ziemi"
sobota, 23 kwietnia 2022
"W cieniu Everestu" Magda Lassota
sobota, 2 kwietnia 2022
"Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci" Anna Kamińska
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
- Rok wydania: 2017
- Ilość stron: 479
- Dostępność: ceneo.pl
Rok 2022 to kolejny szczególny rok w historii współczesnej. Zapamiętamy go jako rok wojny - czas, w którym ludzkość po raz kolejny zostaje wystawiona na próbę i pozostaje niewiadomą, czy przejdzie tę próbę pozytywnie. W Ukrainie rosyjskie czołgi i samoloty zabijają dzieci, ciężarne kobiety, starców. Wszyscy zadajemy sobie pytanie jakie mechanizmy mogły zadziałać w XXI wieku, by w Europie doszło do takiego bestialstwa.
Sejm RP wybrał również patronów roku 2022. Są nimi: Maria Konopnicka, Maria Grzegorzewska (wielkie oddanie problemom osób niepełnosprawnych), Ignacy Łukasiewicz (tak, ten od lampy naftowej), Józef Mackiewicz (opisywał życie mieszkańców pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego), Józef Wybicki (dziękujemy za hymn!), polscy romantycy (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Norwid, Fryderyk Chopin, Stanisław Moniuszko, Jan Matejko) oraz.... Wanda Rutkiewicz. Gdyby nasza bohaterka mogła usłyszeć, jak nobliwe grono przyszło jej reprezentować, na jej twarzy z pewnością pojawiłby się ten dziewczęcy uśmiech, jaki znamy z wywiadów zarejestrowanych w latach 70. i 80. Gdyby mogła usłyszeć jednak w jakich okolicznościach będziemy świętować jej osiągnięcia, byłaby dogłębnie poruszona zaprzepaszczeniem wartości promowanych przez Wawrzyńca Żuławskiego, a w centrum których stoi człowiek, wzajemna pomoc, współodczuwanie i ratowanie życia partnera za wszelką cenę. Wojna i alpinizm, wspinaczka wysokogórska mają ze sobą wiele wspólnego, choćby w sferze nomenklatury. Górę się zdobywa przypuszczając atak szturmowy. Popularny jeszcze w wieku XX styl zdobywania gór wysokich, zwie się stylem oblężniczym. Wreszcie na górze można ponieść śmierć, podobnie podczas zdobywania pozycji nieprzyjaciela.
Anna Kamińska, autorka książek o silnych kobietach (Halina Kruger-Syrokomska, Simona Kossak) w 2017 roku ukończyła prace nad kolejną wyrazistą postacią - Wandą Rutkiewicz. Opisała najwybitniejszą polską himalaistkę z reporterską wnikliwością i uczciwością sięgając po fakty z jej dzieciństwa, historie rodzinne i analizę osobowości tych, którzy Wandę kształtowali.
| Wanda Rutkiewicz na Mount Everest 1978 r. |
W pierwszej część książki zatytułowanej "Dom" dowiemy się jak wyglądały relacje rodzinne u Rutkiewiczów. Nie był to dom standardowy, oboje rodzice mieli nietuzinkowe charaktery. W domu Wandy nie jadało się wspólnych posiłków i nie rozmawiało przy stole. Na ojca patrzono oczami matki, która była kobietą bezkompromisową. Musiała zawsze postawić na swoim. W tragicznym wypadku ginie brat Wandy. Wanda często powtarza, że żyje tylko dlatego, że mali chłopcy nie chcą się bawić z dziewczętami. To prawda. Tego dnia miała bawić się razem z bratem. Od tej pory stara się udowodnić ojcu, że jest w stanie zastąpić mu pierworodnego syna. Ojciec staje się dla niej motorem napędowym. Gdy zostaje zamordowany, Wandzie rozpada się świat.
Relacje z rówieśnikami nie przychodzą Wandzie łatwo. Wydaje się nawet, że ich nie potrzebuje. Często izoluje się i zamyka. Nie jest osobą, którą interesuje seks, miłość i randki. Niektórzy mają wrażenie, że przyczyną jest strach przed odrzuceniem. Potrzebny jest ktoś, kto ją oswoi i pomoże się otworzyć. Romans ojca i rozwód rodziców nie pomaga jej radośnie i z optymizmem wejść w dorosłość.
| Spotkanie Wandy Rutkiewicz z Papieżem Janem Pawłem II 1979 r. - Wanda przekazuje kamyk z Mount Everestu. |
"(...) zrozumiałem, że ona mimo chłodnej powierzchowności jest w środku pełna troski i współczucia, że nie myśli tylko o sobie. (...) zdałem sobie sprawę, że Wanda jest twarda w górach, w realizacji celu, ale na co dzień, w relacjach międzyludzkich, jest w niej ciepło."
W pracy Wanda uważana była za dziwaka. Przychodziła z plecakiem pełnym kamieni. Ćwiczyła mięśnie. W domu spała na strychu w śpiworze. Wyrabiała odporność na niskie temperatury. Chciała być najlepszą alpinistką. W pracy była samotnikiem. Z czasem straciła zaufanie do ludzi, wiarę w ich bezinteresowność i dobre intencje. Wolała pracować samodzielnie. W 1970 roku wzięła ślub z Wojciechem Rutkiewiczem. W jednym z wywiadów wspomina:
| Wanda zdobywa K2 w dniu swoich imienin 23 czerwca 1986 roku. |
"Wychodziłam za mąż, bo po pierwsze, byłam zakochana, a po drugie, wydawało mi się, że wyjście za mąż i posiadanie dzieci należy do moich obowiązków życiowych. Ale okazało się, że tylko mi się tak wydawało. Nie potrafiłam ugiąć się ani zagrać przeznaczonej mi roli."
16 października 1978 roku jako trzecia kobieta w historii i pierwszy obywatel Polski zdobywa Mount Everest, czym doprowadza do szału męską część środowiska himalajskiego w Polsce. Wspinacze polują na tę górę od dawna. Uda im się powtórzyć wyczyn Wandy dopiero 17 lutego 1980 roku. Tego samego dnia, gdy Wanda staje na Dachu Świata, papieżem zostaje wybrany Polak, Karol Wojtyła. Zapyta później Wandę "Czy pani sama była na Mount Evereście?" "Najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie" - odpowie mu Wanda.
Część trzecia książki to "Tajemnica". Wanda coraz bardziej zamyka się na innych, którzy zamykają się na nią i tworzy się błędne koło, z którego nikt nie umie znaleźć wyjścia. Wanda mówi o sobie:
"Gdy wracam do życia na dole ze zdziwieniem i niepokojem przyglądam się jak świat dokądś pędzi i pędzi. Wciąż jest mniej słów, którymi się z nim kontaktuję. Słowa stają się nieważne, nieważkie, puste. Wolę milczeć. Coraz częściej milczę."
Zaczyna odczuwać potrzebę działania w samotności. Meksykanin Carlos Carsolio organizuje wyprawę na Kanczendzongę. Wanda zaprasza na nią Arkadiusza Gąsienicę-Józkowego. W plecaku ma szampon, ręcznik, szczoteczkę do zębów i perfumy. Wszystko to Józkowy wyrzuci z jej placeka, gdy zorientuje się, że Wandzie brak kondycji. Przed wyjazdem zwykle żegnała się ze swoim sztabem w ustalony, rytualny sposób. Tym razem pożegnania były inne. Hannie Wiktorowskiej oddaje swoją kurtkę, która tak jej się spodobała. Andrzeja Piekarczyka prosi o komplement. Ten nie wie, co powiedzieć, bo Wanda wygląda okropnie. Jest zmęczona. Krystyna Zapendowska-Starzyk zawsze dawała Wandzie przed wyjazdem talizman. Tym razem była na nią zła i talizmanu w postaci bursztynu jej nie przekazała. Ze swoją matką pożegnała się również inaczej niż zwykle. Broniła się przed odbyciem rytuału, zrobieniem krzyża na czole i popatrzeniem w oczy.
| Wanda i jej krótki epizod wyścigów samochodowych. |
Bogdan Stefko powie:
"W górach wysokich śmierć jest świetlista. W strefie śmierci patrzy się na nią pogodnie. Człowiek na takiej wysokości docenia życie, ale nie wzbrania się przed śmiercią. Nie boi się końca i czuje lekkość w przyjmowaniu śmierci. Ciało zmarłego człowieka na wysokości ośmiu tysięcy metrów wygląda bardzo dobrze. Zamarznięty ma wyraz twarzy, jakby się uśmiechał. Siedzi nieruchomo w kasku, z goglami na nosie, ubrany w kombinezon i ma pogodną twarz."
Wanda chciała żyć, ale nie miała też nic przeciwko śmierci. Tam, na górze, ostatniej swojej górze, została sama. Nie znalazł się nikt, kto by jej pomógł. Ani Carsolio, ani Józkowy. Nigdy nie dowiemy się tego, czy było jej wtedy wszystko jedno. Czy gdyby miała rodzinę, czekającą na dole, byłoby jej mniej wszystko jedno i chęć powrotu dałaby jej energię potrzebną do walki. Może jadąc na swoją ostatnią górę, jechała już jednak do domu ostatecznego? Tak niebywała osobowość mogła być czuła na swoje własne przeznaczenia. Możliwe, że zaburzone rytuały pożegnalne, dawały wyraz tej sile przyciągania, którą już wtedy czuła Wanda.
Parafrazując jej własne słowa życzymy wszystkich, którzy nas czytają, żeby osiągali w życiu swoje Mount Everesty. Ukrainie życzymy zwycięstwa i grona prawdziwych przyjaciół, bo najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie.
niedziela, 6 lutego 2022
"Rozmowy o Evereście" L. Cichy, K. Wielicki, J. Żakowski
- Wydawnictwo: Agora
- Rok wydania: 2020
- Ilość stron: 272
- Dostępność: ceneo.pl
"Czy nie na tym polega właśnie jedna z zalet alpinizmu, że nadaje on znów wartość rzeczom tak banalnym jak jedzenie i picie?" L.Terray
Legendarna wyprawa zimowa na Mount Everest, dzięki której Polacy zasiedlili budzącą wcześniej strach niszę himalaizmu - zdobywanie najwyższych szczytów świata zimą. Jacek Żakowski, początkujący wtedy dziennikarz o niewyrobionym jeszcze warsztacie otrzymał życiową szansę przeprowadzenia i utrwalenia rozmów ze zdobywcami Mount Everest - Krzysztofem Wielickim i Leszkiem Cichym. Dlaczego właśnie on? Mówi się, że Lodowi Wojownicy nie zdawali sobie jeszcze wtedy sprawy z powagi osiągnięcia i stąd było im wszystko jedno, kto je zrelacjonuje. Poza tym to były inne czasy. Nikt nie myślał o odpowiedniej kreacji.
Była to jedyna wyprawa, o której Wielicki mówi, że czuło się wspólnotę. Wspólnotę celu i działań. Sukces więc, pomimo tego, że osiągnięty w ostatecznym etapie przez w zasadzie przypadkową dwójkę, był dogłębnie postrzegany jako wspólny. Potem już nie było tak samo, zaczynało się stawiać na sukcesy jednostek. Pisać historie nazwisk, a nie narodu. W skład wyprawy weszli:
- Andrzej Zawada - kierownik wyprawy (zmarł w 2000)
- Józef Bakalarski - filmowiec (zmarł w 2012)
- Stanisław Jaworski - filmowiec (zginął na Manaslu w 1983)
- Bogdan Jankowski - radiooperator (zmarł w 2019)
- Robert Janik - lekarz
- Leszek Cichy
- Krzysztof Cielecki (zginął w wypadku samochodowym w 1993)
- Ryszard Dmoch (zastępca kierownika, zmarł w 2021)
- Walenty Fiut
- Ryszard Gajewski (pion zakopiański)
- Andrzej Zygmunt Heinrich (zginął na Mount Everest w 1989)
- Jan Holnicki - Szulc
- Aleksander Lwow
- Janusz Mączka (zmarł w 2013)
- Kazimierz Waldemar Olech (zmarł w 2016)
- Maciej Pawlikowski (pion zakopiański)
- Marian Piekutowski (wyemigrował do Australii)
- Ryszard Szafirski (zmarł w 2016)
- Krzysztof Wielicki
- Krzysztof Żurek (pion zakopiański, wyemigrował do Kanady)
| Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy po zdobyciu Mount Everest, fot. za Sport.pl |
"[...] byłem zupełnie spokojny i wcale nie miałem wrażenia, że dokonałem czegoś niezwykłego. Tak już jest w życiu, że kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i długo na to czeka, to wyobraża sobie, że jak osiągnie swój cel - cały świat przewróci się do góry nogami. Kiedy w końcu ten moment przychodzi, okazuje się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu, a radość nie jest znów tak ogromna., W marzeniach finał wydaje się dużo istotniejszy. Dopiero kiedy go osiągniemy, okazuje się, że w gruncie rzeczy ważniejsze jest, żeby mieć cel, niż żeby go osiągnąć" mówi Leszek Cichy.
| Chłopcy Zawady, fot. za Wspinanie.pl |
środa, 15 września 2021
"Everest- The Hard Way" - Pavol Barabáš, 2020
- Reżyser: Pavol Barabáš
- Rok produkcji: 2020
- Pokaz: 26 Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady
- Dostępność - w trakcie trwania Festiwalu: karnet - koszt 69 zł, po zakończeniu Festiwalu (19.09.21) - w cenie indywidualnej (link podamy po pojawieniu się oferty)
| Droga wytyczona w 1975 roku na południowo-zachodniej flance. |
Środowisko alpinistów wielokrotnie jednak pokazało, że granice ludzkich możliwości można przesunąć. Przypomnijmy chociażby pierwsze wejście Messnera i Habelera na Mount Everest bez użycia tlenu w 1978 roku, wbrew temu, jak głośno wówczas twierdzono, że jest to niemożliwe. W przypadku Hard Way musiało być podobnie.
W 1988 roku Dušan Becík, Peter Božík, Jaroslav Jaško i Jozef Just, najlepsi słowaccy wspinacze lat osiemdziesiątych, pod kierownictwem Ivana Fiali porwali się na najtrudniejszą drogę na wierzchołek Mount Everest. Zgodnie ze słowami himalaisty Doug Scotta, na taki czyn mogli się zdobyć jedynie Polacy, Słowacy lub Rosjanie:Jeszcze nikt na świecie nie zrobił niczego przełomowego bez przetarcia śladu przez kogoś innego. Każdy kolejny śmiałek kontynuuje ostatni krok poprzednika. […] Było tylko kwestią czasu, zanim ktoś podejmie wyzwanie przejścia tej drogi w stylu alpejskim. Trzeba było kogoś odważnego, a tacy potrafią być Polacy, Słowacy, Rosjanie.
Plan zdobycia Everestu ścianą południowo-zachodnią zakładał wejście na lekko, bez butli, zbędnego bagażu, z jednym namiotem i jedną karimatą, z jedynym obozem pod kopułą. Niestety oblodzenie ściany, jakie napotkali oraz pogarszająca się pogoda zmusiły ich do improwizowania. Wkrótce trzech wspinaczy z czteroosobowego zespołu zapadło na ślepotę. Tylko Just dotarł na szczyt. W drodze powrotnej, przy silnym huraganie, wszyscy alpiniści zaginęli bez śladu.
| Ivan Fiala - zmarł w 2018 r. |
Tragedia na Mount Everest wywołała falę dyskusji, krytycznej pod adresem przede wszystkim kierownika wyprawy. Wydano nawet oficjalny zakaz jakiejkolwiek czechosłowackiej działalności w Himalajach, zakaz, który szybko przestał jednak obowiązywać, bo zgodnie ze słowami Jozefa Justa otwierającymi film "Everest - The Hard Way" ludzie gór należą do gór, pomimo zagrożeń:
"Ciężko wyjaśnić niektórym dlaczego, oddalony od Słowacji o 12 000 kilometrów Mount Everest, stał się częścią mojego życia" Jozef Just
Trailer: "Everest - The Hard Way", 2020

