Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reinhold Messner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reinhold Messner. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 kwietnia 2022

"Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci" Anna Kamińska




  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
  • Rok wydania: 2017
  • Ilość stron: 479
  • Dostępność: ceneo.pl

Rok 2022 to kolejny szczególny rok w historii współczesnej. Zapamiętamy go jako rok wojny - czas, w którym ludzkość po raz kolejny zostaje wystawiona na próbę i pozostaje niewiadomą, czy przejdzie tę próbę pozytywnie. W Ukrainie rosyjskie czołgi i samoloty zabijają dzieci, ciężarne kobiety, starców. Wszyscy zadajemy sobie pytanie jakie mechanizmy mogły zadziałać w XXI wieku, by w Europie doszło do takiego bestialstwa. 

Sejm RP wybrał również patronów roku 2022. Są nimi: Maria Konopnicka, Maria Grzegorzewska (wielkie oddanie problemom osób niepełnosprawnych), Ignacy Łukasiewicz (tak, ten od lampy naftowej), Józef Mackiewicz (opisywał życie mieszkańców pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego), Józef Wybicki (dziękujemy za hymn!), polscy romantycy (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, Cyprian Norwid, Fryderyk Chopin, Stanisław Moniuszko, Jan Matejko) oraz.... Wanda Rutkiewicz. Gdyby nasza bohaterka mogła usłyszeć, jak nobliwe grono przyszło jej reprezentować, na jej twarzy z pewnością pojawiłby się ten dziewczęcy uśmiech, jaki znamy z wywiadów zarejestrowanych w latach 70. i 80. Gdyby mogła usłyszeć jednak w jakich okolicznościach będziemy świętować jej osiągnięcia, byłaby dogłębnie poruszona zaprzepaszczeniem wartości promowanych przez Wawrzyńca Żuławskiego, a w centrum których stoi człowiek, wzajemna pomoc, współodczuwanie i ratowanie życia partnera za wszelką cenę. Wojna i alpinizm, wspinaczka wysokogórska mają ze sobą wiele wspólnego, choćby w sferze nomenklatury. Górę się zdobywa przypuszczając atak szturmowy. Popularny jeszcze w wieku XX styl zdobywania gór wysokich, zwie się stylem oblężniczym. Wreszcie na górze można ponieść śmierć, podobnie podczas zdobywania pozycji nieprzyjaciela. 

Anna Kamińska, autorka książek o silnych kobietach (Halina Kruger-Syrokomska, Simona Kossak) w 2017 roku ukończyła prace nad kolejną wyrazistą postacią - Wandą Rutkiewicz. Opisała najwybitniejszą polską himalaistkę z reporterską wnikliwością i uczciwością sięgając po fakty z jej dzieciństwa, historie rodzinne i analizę osobowości tych, którzy Wandę kształtowali. 

Wanda Rutkiewicz na Mount Everest 1978 r.

W pierwszej część książki zatytułowanej "Dom" dowiemy się jak wyglądały relacje rodzinne u Rutkiewiczów. Nie był to dom standardowy, oboje rodzice mieli nietuzinkowe charaktery. W domu Wandy nie jadało się wspólnych posiłków i nie rozmawiało przy stole. Na ojca patrzono oczami matki, która była kobietą bezkompromisową. Musiała zawsze postawić na swoim. W tragicznym wypadku ginie brat Wandy. Wanda często powtarza, że żyje tylko dlatego, że mali chłopcy nie chcą się bawić z dziewczętami. To prawda. Tego dnia miała bawić się razem z bratem. Od tej pory stara się udowodnić ojcu, że jest w stanie zastąpić mu pierworodnego syna. Ojciec staje się dla niej motorem napędowym. Gdy zostaje zamordowany, Wandzie rozpada się świat.

Relacje z rówieśnikami nie przychodzą Wandzie łatwo. Wydaje się nawet, że ich nie potrzebuje. Często izoluje się i zamyka. Nie jest osobą, którą interesuje seks, miłość i randki. Niektórzy mają wrażenie, że przyczyną jest strach przed odrzuceniem. Potrzebny jest ktoś, kto ją oswoi i pomoże się otworzyć. Romans ojca i rozwód rodziców nie pomaga jej radośnie i z optymizmem wejść w dorosłość. 

Spotkanie Wandy Rutkiewicz z Papieżem 
Janem Pawłem II 1979 r. - Wanda przekazuje kamyk
z Mount Everestu.
Druga część książki to "Góry". Przygoda z górami rozpoczęła się dla Wandy w okresie studiów. Wanda miała metr sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, była bardzo kobieca, ale jej dłonie były męskie, uścisk także - mocny, konkretny. Idealny do chwytania nagiej skały. Góry łączą się z pierwszymi zauroczeniami damsko-męskimi. Wanda miała jednak problem w rozpoznawaniu emocji u siebie i u mężczyzn. Nie odróżniała tych, którzy chcieli jej pomóc z uprzejmości od tych, którzy się w niej kochali. Nie była spontaniczna, trzymała się zasad i nie pozwalała sobie na wygłupy. Nie piła alkoholu i nie potrafiła się wyluzować. Rozmawiała jak facet, nie tak, jak wypowiadają się kobiety. Cedziła zdania, zastanawiając się nad poszczególnymi słowami. Stale się kontrolowała. Nie plotkowała, nie skarżyła się na nikogo i o nikim nie mówiła źle. Cechowała ją hiperpoprawność. Dlatego postrzegano ją jako wyrachowaną i stawiającą swoje cele wyżej niż cokolwiek innego. Bywali jednak i tacy, którzy dostrzegali więcej i inaczej. Reinhold Messner wspomina, że Wanda wydała mu się osobą "łagodną, delikatną, która tyko stara się zrobić wrażenie innej". Inny znajomy wspomina, że Wanda składała się z ambicji, była skoncentrowana na swoim celu, który za wszelką cenę chciała osiągnąć. Przy bliższym poznaniu jej ocena nie była jednak już tak jednoznaczna. Miała w sobie niepokój oto, co ktoś o niej pomyśli. Jej zachowania były więc bardziej odgrywaniem roli, jakiej, w jej mniemaniu, oczekiwano od niej. Obraz siebie, jaki stworzyła był wypadkową tych właśnie oczekiwań świata zewnętrznego, a właściwie wyobrażeń na temat tych oczekiwań oraz jej własnych wizji siebie samej. Stała się niewolnikiem tego obrazu. Janusz Onyszkiewicz powie o Wandzie:

"(...) zrozumiałem, że ona mimo chłodnej powierzchowności jest w środku pełna troski i współczucia, że nie myśli tylko o sobie. (...) zdałem sobie sprawę, że Wanda jest twarda w górach, w realizacji celu, ale na co dzień, w relacjach międzyludzkich, jest w niej ciepło."

W pracy Wanda uważana była za dziwaka. Przychodziła z plecakiem pełnym kamieni. Ćwiczyła mięśnie. W domu spała na strychu w śpiworze. Wyrabiała odporność na niskie temperatury. Chciała być najlepszą alpinistką. W pracy była samotnikiem. Z czasem straciła zaufanie do ludzi, wiarę w ich bezinteresowność i dobre intencje. Wolała pracować samodzielnie. W 1970 roku wzięła ślub z Wojciechem Rutkiewiczem. W jednym z wywiadów wspomina:

Wanda zdobywa K2 w dniu swoich imienin
23 czerwca 1986 roku.

"Wychodziłam za mąż, bo po pierwsze, byłam zakochana, a po drugie, wydawało mi się, że wyjście za mąż i posiadanie dzieci należy do moich obowiązków życiowych. Ale okazało się, że tylko mi się tak wydawało. Nie potrafiłam ugiąć się ani zagrać przeznaczonej mi roli." 

16 października 1978 roku jako trzecia kobieta w historii i pierwszy obywatel Polski zdobywa Mount Everest, czym doprowadza do szału męską część środowiska himalajskiego w Polsce. Wspinacze polują na tę górę od dawna. Uda im się powtórzyć wyczyn Wandy dopiero 17 lutego 1980 roku. Tego samego dnia, gdy Wanda staje na Dachu Świata, papieżem zostaje wybrany Polak, Karol Wojtyła. Zapyta później Wandę "Czy pani sama była na Mount Evereście?" "Najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie" - odpowie mu Wanda. 

Część trzecia książki to "Tajemnica". Wanda coraz bardziej zamyka się na innych, którzy zamykają się na nią i tworzy się błędne koło, z którego nikt nie umie znaleźć wyjścia. Wanda mówi o sobie:

"Gdy wracam do życia na dole ze zdziwieniem i niepokojem przyglądam się jak świat dokądś pędzi i pędzi. Wciąż jest mniej słów, którymi się z nim kontaktuję. Słowa stają się nieważne, nieważkie, puste. Wolę milczeć. Coraz częściej milczę."

Zaczyna odczuwać potrzebę działania w samotności. Meksykanin Carlos Carsolio organizuje wyprawę na Kanczendzongę. Wanda zaprasza na nią Arkadiusza Gąsienicę-Józkowego. W plecaku ma szampon, ręcznik, szczoteczkę do zębów i perfumy. Wszystko to Józkowy wyrzuci z jej placeka, gdy zorientuje się, że Wandzie brak kondycji. Przed wyjazdem zwykle żegnała się ze swoim sztabem w ustalony, rytualny sposób. Tym razem pożegnania były inne. Hannie Wiktorowskiej oddaje swoją kurtkę, która tak jej się spodobała. Andrzeja Piekarczyka prosi o komplement. Ten nie wie, co powiedzieć, bo Wanda wygląda okropnie. Jest zmęczona. Krystyna Zapendowska-Starzyk zawsze dawała Wandzie przed wyjazdem talizman. Tym razem była na nią zła i talizmanu w postaci bursztynu jej nie przekazała. Ze swoją matką pożegnała się również inaczej niż zwykle. Broniła się przed odbyciem rytuału, zrobieniem krzyża na czole i popatrzeniem w oczy. 

Wanda i jej krótki epizod wyścigów samochodowych.
Co się działo na Kaczendzondze, pozostaje wielką tajemnicą. Prawdziwi ludzie gór odchodzą właśnie w ten sposób. Matka Wandy zawsze przestrzegała przed wchodzeniem na sam szczyt. W języku Tybetańczyków Kanczendzonga oznacza przecież Skarbnicę Pięciu Wielkich Śniegów (1. sól, 2. złoto i turkusy, 3. święte księgi i bogactwa, 4. oręż, 5. zboże i leki) i stanowi siedzibę bogów, którzy srogo karzą tych, co ośmielą się stanąć na ich terytorium. Matka Wandy aż do swojej śmierci nie uwierzy w to, że jej córka nie żyje. Będzie twierdziła, że ma z córką kontakt psychiczny i że mieszka ona w klasztorze w Tybecie. Co roku, w Dniu Matki, będzie czekać na telefon. Wanda śni się wielu ludziom, niekoniecznie tylko tym, z którymi była blisko związana. Tak, jakby jej magnetyczna osobowość, energia unosząca się w przestrzeni, dawała możliwość wejrzenia w to kim, czym, była Wanda naprawdę. 

Bogdan Stefko powie:

"W górach wysokich śmierć jest świetlista. W strefie śmierci patrzy się na nią pogodnie. Człowiek na takiej wysokości docenia życie, ale nie wzbrania się przed śmiercią. Nie boi się końca i czuje lekkość w przyjmowaniu śmierci. Ciało zmarłego człowieka na wysokości ośmiu tysięcy metrów wygląda bardzo dobrze. Zamarznięty ma wyraz twarzy, jakby się uśmiechał. Siedzi nieruchomo w kasku, z goglami na nosie, ubrany w kombinezon i ma pogodną twarz."

Wanda chciała żyć, ale nie miała też nic przeciwko śmierci. Tam, na górze, ostatniej swojej górze, została sama. Nie znalazł się nikt, kto by jej pomógł. Ani Carsolio, ani Józkowy. Nigdy nie dowiemy się tego, czy było jej wtedy wszystko jedno. Czy gdyby miała rodzinę, czekającą na dole, byłoby jej mniej wszystko jedno i chęć powrotu dałaby jej energię potrzebną do walki. Może jadąc na swoją ostatnią górę, jechała już jednak do domu ostatecznego? Tak niebywała osobowość mogła być czuła na swoje własne przeznaczenia. Możliwe, że zaburzone rytuały pożegnalne, dawały wyraz tej sile przyciągania, którą już wtedy czuła Wanda. 

Parafrazując jej własne słowa życzymy wszystkich, którzy nas czytają, żeby osiągali w życiu swoje Mount Everesty. Ukrainie życzymy zwycięstwa i grona prawdziwych przyjaciół, bo najwyższych szczytów nie zdobywa się samotnie. 




niedziela, 6 lutego 2022

"Rozmowy o Evereście" L. Cichy, K. Wielicki, J. Żakowski


  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2020
  • Ilość stron: 272
  • Dostępność: ceneo.pl

"Czy nie na tym polega właśnie jedna z zalet alpinizmu, że nadaje on znów wartość rzeczom tak banalnym jak jedzenie i picie?" L.Terray


Legendarna wyprawa zimowa na Mount Everest, dzięki której Polacy zasiedlili budzącą wcześniej strach niszę himalaizmu - zdobywanie najwyższych szczytów świata zimą. Jacek Żakowski, początkujący wtedy dziennikarz o niewyrobionym jeszcze warsztacie otrzymał życiową szansę przeprowadzenia i utrwalenia rozmów ze zdobywcami Mount Everest - Krzysztofem Wielickim i Leszkiem Cichym. Dlaczego właśnie on? Mówi się, że Lodowi Wojownicy nie zdawali sobie jeszcze wtedy sprawy z powagi osiągnięcia i stąd było im wszystko jedno, kto je zrelacjonuje. Poza tym to były inne czasy. Nikt nie myślał o odpowiedniej kreacji. 

Była to jedyna wyprawa, o której Wielicki mówi, że czuło się wspólnotę. Wspólnotę celu i działań. Sukces więc, pomimo tego, że osiągnięty w ostatecznym etapie przez w zasadzie przypadkową dwójkę, był dogłębnie postrzegany jako wspólny. Potem już nie było tak samo, zaczynało się stawiać na sukcesy jednostek. Pisać historie nazwisk, a nie narodu. W skład wyprawy weszli:

  1. Andrzej Zawada - kierownik wyprawy (zmarł w 2000)
  2. Józef Bakalarski - filmowiec (zmarł w 2012)
  3. Stanisław Jaworski - filmowiec (zginął na Manaslu w 1983)
  4. Bogdan Jankowski - radiooperator (zmarł w 2019)
  5. Robert Janik - lekarz
  6. Leszek Cichy
  7. Krzysztof Cielecki (zginął w wypadku samochodowym w 1993)
  8. Ryszard Dmoch (zastępca kierownika, zmarł w 2021)
  9. Walenty Fiut
  10. Ryszard Gajewski (pion zakopiański)
  11. Andrzej Zygmunt Heinrich (zginął na Mount Everest w 1989)
  12. Jan Holnicki - Szulc
  13. Aleksander Lwow
  14. Janusz Mączka (zmarł w 2013)
  15. Kazimierz Waldemar Olech (zmarł w 2016)
  16. Maciej Pawlikowski (pion zakopiański)
  17. Marian Piekutowski (wyemigrował do Australii)
  18. Ryszard Szafirski (zmarł w 2016)
  19. Krzysztof Wielicki
  20. Krzysztof Żurek (pion zakopiański, wyemigrował do Kanady)
Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy
po zdobyciu Mount Everest, fot. za Sport.pl
Pierwszą część książki
stanowi wywiad przeprowadzony w 2020 roku z Wielickim i Cichym, w rocznicę zdobycia Mount Everest zimą. Opowiadają o tym wydarzeniu już z perspektywy 40 lat, będąc w zupełnie innej sytuacji życiowej i z bagażem kolejnych dekad na karku. 
Druga część książki to jej rdzeń - zapis rozmów przeprowadzonych z bohaterami bezpośrednio po ich sukcesie w 1980 roku. Lista kandydatów do wyjazdu była długa. Wielicki był wśród rezerwowych i dopiero "łękotka Chrobaka, obojczyk Wróża i żona Rusieckiego" zapewniły mu awans do listy właściwej. Pozwolenie na działalność górską przyszło dość późno - 22 listopada 1979 roku. Starano się o nie 2 lata. Działalność miała się rozpocząć już 1 grudnia. Oczywistym było, że organizacyjnie jest to nie do zrobienia. Od samego początku wyprawa napotykała wiele przeciwności. Potem było już tylko gorzej - wybity bark Żurka, reumatyzm Gajewskiego (wraz z Pawlikowskim tworzył zespół szturmowy), okropne warunki pogodowe. Heinrich z Pasangiem zdobyli wysokość 8350 bez tlenu, co uważało się za rekord zastępczy, w razie, gdyby głównego celu nie udało się osiągnąć. Wielickiego i Cichego jednak cele zastępcze nie interesowały. Choć, gdyby to nie był Everest, pewnie nic by ich nie interesowało, poza życiem i zdrowiem, które w zastanych warunkach pogodowych były narażane na szwank na każdym kroku. 17 lutego 1980 o 14:25 Cichy stanął na szczycie, zaraz za nim Wielicki. Co czuli?

"[...] byłem zupełnie spokojny i wcale nie miałem wrażenia, że dokonałem czegoś niezwykłego. Tak już jest w życiu, że kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i długo na to czeka, to wyobraża sobie, że jak osiągnie swój cel - cały świat przewróci się do góry nogami. Kiedy w końcu ten moment przychodzi, okazuje się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu, a radość nie jest znów tak ogromna., W marzeniach finał wydaje się dużo istotniejszy. Dopiero kiedy go osiągniemy, okazuje się, że w gruncie rzeczy ważniejsze jest, żeby mieć cel, niż żeby go osiągnąć" mówi Leszek Cichy.

Co zobaczyli na szczycie? Triangul, pozostawiony przez wyprawę chińską w 1975 roku. Kartkę z numerem telefonu do prostytutki z Alaski, pozostawioną przez Raya Geneta w 1979. Genetowi i jego partnerce - Hannelore Schmatz nie udało się wtedy góry opuścić. Ciało tej ostatniej Wielicki i Cichy napotkali podczas zejścia. Zdobywcy najpierw jednak zrobili kilka zdjęć ze szczytu enerdowskim aparatem Certo. Udane było tylko jedno. Zawiesili na triangulu minimalny termometr, różaniec i krzyżyk od matki Staszka Latałły (za ten krzyż i telegram do papieża Gierek nie uścisnął ręki Zawadzie) i włożyli do schowka kartkę z napisem "Polish Winter Expedition". Leszek zebrał kamyki a Krzysztof trochę śniegu do plastikowych torebek na prośbę naukowców. O 15:05 zaczęli schodzić. 


Chłopcy Zawady, fot. za Wspinanie.pl
Trzecią część książki stanowią źródła "Zmierzyć się z mitem" - wywiad z Leszkiem Cichym, przeprowadzony podczas nieobecności Wielickiego oraz "Aż mnie zniosą" - rozmowa z Wielickim. 
Czwarta część to podsumowanie w obecności obu bohaterów zatytułowane "Znajdujemy to w górach". 
Piąta część "Everest oblige" powstała 3 lata po zdobyciu najwyższej góry świata, w której dowiadujemy się między innymi o próbie podważenia sukcesu pierwszego zimowego wejścia Polaków. Inicjatorem był oczywiście nie kto inny tylko sam Reinhold Messner. Jadąc w Himalaje polska wyprawa miała zezwolenie na działalność w okresie 1.12.1979 - 28.02.1980. Władze nepalskie próbowały jednak skrócić ten okres w obawie, że Szerpowie nie zdążą wypocząć przed wyprawą wiosenną. W związku z tym w następnym roku rząd nepalski zaczął wydawać zezwolenia już tylko do końca stycznia. I choć oczywistym jest, że nie przesunięto końca zimy, sezon zimowy od tamtej pory kończy się w Nepalu 31 stycznia. Stąd niektórzy nie uznawali polskiego wejścia za pierwsze zimowe. Po wielu zabiegach Polacy otrzymali wystawiony przez władze nepalskie certyfikat stwierdzający, że polska wyprawa jako pierwsza zdobyła Mount Everest zimą. Tyrol odpuścił.

W końcowej części książki znajdują się cenne zdjęcia dokumentujące przebieg akcji na Evereście w 1979/80.

Zachęcamy do lektury i do obejrzenia fragmentu filmu Jaworskiego "Gdyby to nie był Everest"!





niedziela, 23 stycznia 2022

"14 szczytów: Nie ma rzeczy niemożliwych" Torquil Jones


  • Reżyser: Torquil Jones
  • Rok produkcji: 2021
  • Kategoria wiekowa: 13+
  • Dostępność - Netflix.pl

Nie milkną echa wielkiego wyczynu nepalskich wspinaczy, którzy 16 stycznia 2021 roku o godz. 17 (13 polskiego czasu) jako pierwsi zdobyli Czogori zimą. Grupę tworzyło 10 osób, wśród nich Nirmal "Nims" Purja, który ogłosił, że szczyt zdobył bez korzystania z tlenu, zamykając tym samym usta tym wszystkim krytykom, którzy twierdzą, że butle tlenowe to rodzaj dopingu. 

Tego samego roku, na fali fascynacji dokonaniami Nepalczyków, Noah Media Group wypuszcza film dokumentalny "14 szczytów: Nie ma rzeczy niemożliwych". Film opowiada o "Project Possible" - planie zdobycia wszystkich ośmiotysięczników w ciągu 7 miesięcy. Głównym jego twórcą i bohaterem staje się Nims Purja, który w towarzystwie innych nepalskich wspinaczy będzie próbował pobić rekord Koreańczyka Kima Chang-Ho, który wynosił 7 lat 10 miesięcy i 6 dni (Jurkowi Kukuczce zajęło to 8 lat, Reinholdowi Messnerowi 16). 

Jak mówi sam Nims motywował go patriotyzm. Swój projekt dedykował Nepalowi i wszystkim nepalskim wspinaczom - duchom. Tym, którzy latami towarzyszyli himalaistom z Zachodu, pomagając im urzeczywistniać nie swoje marzenia i zdobywać laury uznania. Sami rzadko wymieniani byli z imienia i nazwiska pozostając w cieniu. A to przecież oni od zawsze byli w Himalajach. I ta chęć odzyskania należnego im szacunku popchnęła Purję ku realizacji projektu.  

Projekt podzielono na 3 fazy:

  • faza 1 - Nepal 
  • faza 2 - Pakistan
  • faza 3 - Tybet

Ośmiotysięczniki zdobyte przez Nims'a w kolejności chronologicznej:

  1. Annapurna - 23 kwietnia 2019
  2. Dhaulagiri - 12 maja 2019
  3. Kanczendzonga - 15 maja 2019 (tu po raz pierwszy cierpi na HACE - wysokościowy obrzęk mózgu)
  4. Mount Everest - 22 maja 2019
  5. Lhotse - 22 maja 2019
  6. Makalu - 24 maja 2019
  7. Nanga Parbat - 3 lipca 2019
  8. Gaszerbrum I - 15 lipca 2019
  9. Gaszerbrum II - 18 lipca 2019
  10. K2 - 24 lipca 2019
  11. Broad Peak - 26 lipca 2019
  12. Czo Oyu - 23 września 2019
  13. Manaslu - 27 września 2019
  14. Sziszapangma - 29 października 2019


Całość zajmuje mu 6 miesięcy i 6 dni. 

Niewiele osób wierzyło w powodzenie projektu. Pieniądze potrzebne na jego realizację zdobył zastawiając dom. Rodzeństwo uważało go za szaleńca, gdy zrezygnował z dobrze płatnej pracy w brytyjskich siłach specjalnych. Sam miał wiele chwil zwątpienia, szczególnie w początkowej fazie projektu. Problemy sprawiła mu również Sziszapangma. Kiedy władze chińskie zamknęły wejście na szczyt do końca 2019 roku, przypuszczał, że nie uda mu się skompletować korony. Dzięki osobom reprezentującym rząd nepalski oraz zwykłym internautom ślącym prośby do władz Chin - udało się. Jak mówi Nims: "W życiu trzeba robić to, w co się wierzy"

Dość istotne znaczenie mają wypowiedzi znanych wspinaczy wysokościowych w tym Reinholda Messnera, wkomponowane w dokument. Messner, jako największy żyjący autorytet w dziedzinie himalaizmu, wypowiada się o Nimsie z podziwem, choć sam nie stosował nigdy stylu hybrydowego polegającego na użyciu tlenu po przekroczeniu strefy śmierci tj. powyżej 8000 m.

"Zdobyliśmy 14 najwyższych szczytów świata i powiedzmy sobie szczerze, że gdyby dokonał tego ktoś z zachodniego świata zainteresowanie byłoby 10 razy większe. Oddajmy sprawiedliwość tym, którzy na nią zasługują, wy możecie to zrobić. Razem możemy wiele zmienić. Messner ma mój ogromny szacunek. Opracował własną strategię i dokonał tego pierwszy. To było wyjątkowe wydarzenie w historii wspinaczki wysokogórskiej. Co dalej? Na razie nie wiem, ale zrobimy coś jeszcze większego" mówi Nirmal Purja na zakończenie dokumentu, który możecie obejrzeć na platformie Netflix. 

Mocnymi punktami filmu są zdecydowanie zdjęcia oraz muzyka brytyjskiej kompozytorki Nainita Desai. Nirmal podkreśla w filmie sukces całego zespołu nie tylko przy realizacji projektu, ale i akcji ratunkowej co również sprawia, że warto poświęcić czas na obejrzenie dokumentu. Brakuje trochę profesjonalnego operatora kamery, który nagrywałby projekt z ukrycia uwieczniając wydarzenia w sposób niezainscenizowany. Nims zatrudnia fachowca dopiero pod K2 z uwagi na ograniczony wcześniej budżet i zdecydowanie poprawia to sposób relacjonowania wydarzeń. Słabym punktem jest również próba upchnięcia wielu wątków i wydarzeń w zaledwie 105 minutach filmu. Widz może odnieść wrażenie pośpiechu i powierzchowności. 


 

środa, 29 grudnia 2021

"Na szczytach świata" J. Kukuczka, T. Malanowski

 



Kiedy poprosiliśmy panią Cecylię Kukuczkę o złożenie dedykacji dla naszych czytelników w książce "Na szczytach świata", napisała piękne i niezapomniane słowa:

"Drogi czytelniku "Biblioteki spod Smereka". Niech ta książka będzie Twoim najlepszym przyjacielem i abyś wyniósł z niej najwięcej motywacji do życia pełnego i pięknego. A może pokochasz te góry tak, jak pokochał je Jerzy Kukuczka?"

Jerzy i Cecylia Kukuczkowie
 fot. za RMF FM
Przyjaciel jest cierpliwy i bywa, że w warunkach nieznanych, prowadzi nas za rękę tak, abyśmy zrozumieli otaczającą nas rzeczywistość. Jest łagodny, ale i prawdomówny. "Na szczytach świata" to lektura charakteryzująca się podobnymi cechami i nietrudno się z nią zaprzyjaźnić. Szczególnie jeśli ukochało się góry jak Jerzy Kukuczka. 

W 2013 roku Wojciech Kukuczka, już jako prezes fundacji Wielki Człowiek, wraz z Tomaszem Malanowskim postanawiają ponownie wydać spisane w 1989 roku dzieje Jerzego Kukuczki. Decydują się je uwspółcześnić poprzez zamieszczenie kodów QR. Pod kodami znajdują się także adresy stron internetowych tak, aby czytelnicy bez możliwości zeskanowania kodu mogli ręcznie wpisać adres do przeglądarki. Brawo! Adresy, czy też kody prowadzą do zdjęć ośmiotysięczników zdobytych przez Kukuczkę, wraz z naniesionymi nań trasami wspinaczki.

Jerzy Kukuczka w trakcie przygotowań
na kolejną wyprawę. fot. Wirtualne Muzeum
Jerzego Kukuczki


"Na szczytach świata" zawiera rozmowy Malanowskiego z Kukuczką, przeprowadzone po zdobyciu Korony Himalajów. Są to dialogi zawierające nie tylko dane techniczne i parametry, opisy tras i trudności napotkane przez wyprawy, ale również osobiste rozważania Kukuczki dotyczące kwestii moralności w górach wysokich, partnerstwa, niezależności oraz tego, co najważniejsze w życiu. 

Nasz czołowy himalaista rozpoczął swoją przygodę ze wspinaczką, jak na tamte czasy, tradycyjnie. Był członkiem Harcerskiego Klubu Taternickiego w Katowicach, w 1966 roku wstąpił do Koła
Katowickiego Klubu Wysokogórskiego i ukończył tatrzański kurs wspinaczkowy. Tatry - Dolomity - Alpy - stanowiły wtedy naturalny ciąg doświadczeń wspinaczkowych, który przed wyprawą w Himalaje czy Karakorum musiał znaleźć się w życiorysie wspinacza. Tak też było i u Kukuczki. Po drodze był również wyjazd do Bułgarii i na Alaskę, gdzie po raz pierwszy doświadczył problemów z wysokością. Właściwie to wtedy przylgnęła do niego w środowisku opinia wspinacza niesprawdzającego się na dużych wysokościach. Przestano brać go pod uwagę przy wyjazdach w góry wysokie. 

Przypomnijmy czego udało mu się dokonać pomimo początkowych przeciwności:

  1. 4 października 1979 - LHOTSE (droga klasyczna, partnerzy: A. Czok, A. Heinrich, J. Skorek, styl alpejski, bez butli tlenowych, z wyjątkiem użycia tlenu podczas snu w obozie IV)
  2. 19 maja 1980 - MOUNT EVEREST (nowa droga filarem południowym, partner: A. Czok, częściowe wspomaganie tlenem, tlen skończył się podczas ataku szczytowego)
  3. 15 października 1981 - MAKALU (nowa droga północno-zachodnią flanką i północną granią, solo, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  4. 30 lipca 1982 - BROAD PEAK (droga klasyczna, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, nielegalne wejście)
  5. 1 lipca 1983 - GASZERBRUM II (nowa droga południowo-wschodnią granią, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  6. 23 lipca 1983 - GASZERBRUM I (nowa droga południowo-zachodnią ścianą, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  7. 21 stycznia 1985 - DHAULAGIRI (pierwsze zimowe wejście, partner: A. Czok, bez wspomagania tlenem)
  8. 15 lutego 1985 - CHO OJU (pierwsze zimowe wejście, partner: Z. A. Heinrich, południową ścianą, bez wspomagania tlenem)
  9. 13 lipca 1985 - NANGA PARBAT (nową drogą filarem południowo-wschodnim, partnerzy: C. Carsolio, Z. A. Heinrich, S. Łobodziński, bez wspomagania tlenem)
  10. 11 stycznia 1986 - KANCZENDZONGA (pierwsze zimowe wejście od południowej strony, partner: K. Wielicki, bez wspomagania tlenem)
  11. 8 lipca 1986 - K2 (nową drogą środkowym filarem południowej ściany, partner: T. Piotrowski - zginął podczas zejścia, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  12. 10 listopada 1986 - MANASLU (nową drogą, partner: A. Hajzer, styl alpejski, bez wspomagania tlenem)
  13. 3 lutego 1987 - ANNAPURNA (pierwsze wejście zimowe od strony północnej, partner: A. Hajzer, bez wspomagania tlenem)
  14. 18 września 1987 - SZISZAPANGMA (nową drogą zachodnią granią, partner: A. Hajzer, styl alpejski, bez wspomagania tlenem)
Jerzy Kukuczka na szczycie Mount Everest 1980.
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Był drugim człowiekiem, po Reinholdzie Messnerze, który zdobyła Koronę Himalajów. Messner swoją książkę rozpoczyna słowami Kukuczki "Gratuluję wielkiego szlema", które polski himalaista wystosował do pierwszego zdobywcy Korony Himalajów. Daje tym samym do zrozumienia, jak ważnym przeciwnikiem był dla niego Polak. Wyścig, jaki toczył się między nimi był mocno podkoloryzowany przez media, nie oznacza to jednak, że każdy z panów  nie starał się być pierwszy na dachu świata. Przepaść, jaka dzieliła ich możliwości ekonomiczne była tak ogromna, że wynik był z góry przesądzony. Kukuczka jednak starał się swoje wejścia uczynić niepowtarzalnymi i dzięki temu dla niektórych pozostanie on himalaistą największego kalibru. Wnikliwa analiza sposobu zdobywania 14 ośmiotysięczników pozwoli na wysnucie wniosku, że szczyty świata zdobył w o połowę krótszym czasie niż Messner (8 lat kontra 16). Na 10 ośmiotysięczników wszedł nową drogą, 4 zdobył jako pierwszy zimą, 13 bez tlenu, 7 w stylu alpejskim, jeden samotnie, z jednego zjechał na nartach. Po swoich sukcesach otrzymał z Tyrolu telegram zwrotny "Nie jesteś drugi. Jesteś wielki". Tymi też słowami kończy się książka "Na szczytach świata". 


Niezwykle ciekawe są okołohimalajskie rozważania Kukuczki. Wydobycie z niego tego typu analiz sprawia, że wywiad nabiera niezwykle autentycznego rysu. Jest rozmową dwóch przyjaciół, którzy potrafią stworzyć dla siebie nawzajem bezpieczną przestrzeń. 

"W momencie gdy staje się na wierzchołku, nie ma wybuchu szczęścia. Czasem dopiero po sześćdziesięciu dniach oblężenia jesteś na górze. Doczekałeś się uwieńczenia. Ale wtedy myśli uciekają naprzód, ku następnemu celowi - bezpiecznemu zejściu, ciepłemu śpiworowi, kropli czegoś do picia. Czy to znaczy, że szczęścia nie ma? Przeżywa się je wtedy, gdy wszystko pozostaje jeszcze przed tobą, kiedy wiesz, że do celu masz jeszcze kilkaset, kilkanaście metrów, gdy jesteś tuż przed. To właśnie jest czas szczęścia."

Na zamku w Juval - J.Kukuczka, żona Messnera i Reinhold Messner.
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Z tego punktu myśli czytelnika płyną już swobodnie ku własnym spełnionym marzeniom, ku drodze, jaką niejeden z nas pokonał, by je osiągnąć. Ku tym drobnym punktom zwrotnym przybliżającym bądź oddalającym nas od celu i uczuciom, które im towarzyszyły. Ku radości i szczęściu odczuwanemu, gdy udało się wykonać kolejny krok wprzód oraz nieszczęściu i obawie, gdy ten krok musiał być okupiony trzema wstecz. Z pewnością niektórzy z Was, nasi drodzy Czytelnicy, zarejestrowali mieszane uczucia  radości, satysfakcji ale i smutku oraz żalu, gdy cel został osiągnięty. Poczucie pustki, jakie wtedy nierzadko się pojawia umacnia nas w przekonaniu, że szczęście jest drogą. Nieukończenie jej może być zarówno porażką jak i sukcesem. 

Gorąco polecamy tę pozycję wszystkim fanom gór jak również amatorom dobrej książki!

Przydatne linki:






sobota, 6 listopada 2021

"Ostatnia w Koronie. Shisha Pangma '87. Z archiwum Jerzego Kukuczki. Tom I"


Sziszapangma (8013 m. n.p.m.) była ostatnim ośmiotysięcznikiem, jaki pozostał do zdobycia Jerzemu Kukuczce. Jest to góra, która w całości leży na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Do końca lat 70. z przyczyn politycznych Tybet był zamknięty dla turystów. Na początku lat 80. władze chińskie zaczęły luzować zakazy i wpuszczać zachodnie wyprawy. Koszt pozwolenia zdobycia szczytu wynosił bagatela 50 000 dolarów. Kogo było na to stać? Oczywiście Reinholda Messnera, który już w 1981 roku mógł pochwalić się kolejnym zdobytym ośmiotysięcznikiem i w wyścigu z Kukuczką o pierwsze miejsce w kategorii zdobywcy Korony Himalajów, zbliżyć się do mety. Wyścig ostatecznie, jak wiemy, wygrał, ale, jak podkreślają fani Kukuczki, zrobił to w dwa razy dłuższym czasie (16 lat versus nasze 8) i w dużo mniej spektakularnym stylu.  


Na Jerzego, po zdobyciu Sziszapangmy, czekało w bazie
14 klusek śląskich.
Kolejną przeszkodą jaką musiała pokonać polska ekspedycja, były koszty. Udało się je obniżyć dzięki dyplomatycznej wizycie Kukuczki i Janusza Majera (wówczas prezesa Klubu Wysokogórskiego w Katowicach) oraz rewizycie reprezentacji Chińskiego Związku Górskiego. "Zapraszamy do Pekinu" - to magiczne zdanie otworzyło Kukuczce drogę do zakończenia projektu zdobywania 14 najwyższych gór Himalajów. 

Z okazji 30. rocznicy wydarzenia z 1987 roku wypuszczono na rynek album multimedialny "Ostatnia w koronie". Jest to album niezwykły, bo zawierający zapiski z osobistych dzienników Jerzego Kukuczki. Integralną częścią książki są także materiały archiwalne: zdjęcia, listy, nagłówki gazet, notatki, multimedia ukryte w kodach QR (materiały audio i wideo oraz większe dokumenty tekstowe). Wszystkie materiały multimedialne są ponumerowane i znajdują się także na dołączonej do książki płycie CD. 

Cecylia i Jerzy Kukuczka
Przedmowa, autorstwa żony Jerzego - Cecylii Kukuczki, opatrzona zdjęciem zakochanych młodych ludzi, kryje dumę i może odrobinę żalu, że zdobycie Korony Himalajów nie zwróciło rodzinie męża i ojca. Kukuczka stawiał sobie nowe, ambitne cele i nigdy nie zdążył odciąć kuponów od swojej sławy. 

Wstęp napisała również partnerka Wojciecha Kukuczki (syna Jerzego) - Katarzyna Zioło. Opowiada o genezie pamiątkowego albumu. Mówi również o tym, że Kukuczka w górach mistycyzmu nie szukał. Nie były one dla niego niczym innym jak tylko wyzwaniem. Daleki był od poetyzacji swoich relacji z górami. Taki też jest i jego dziennik. Konkretny. Jeśli Kukuczka uznaje, że jest o czym pisać - pisze. Jeśli uznaje, że nie ma - wpisuje jedno, dwa, trzy słowa. 

Ponieważ chcemy zachęcić do wsparcia Fundacji Wielki Człowiek, powołanej z inicjatywy rodziny Jerzego Kukuczki oraz grona jego przyjaciół, będziemy dziś polecać tylko jedno źródło dostępu do albumu, którym jest sklep fundacji (patrz wyżej).

wtorek, 10 sierpnia 2021

Artur Hajzer "Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy"


Artur Hajzer miał sposobność stracić życie wielokrotnie. Jest w końcu jednym z naszych flagowych himalaistów. Zdobywcą siedmiu ośmiotysięczników. Zginął w wieku 51 lat. Gdyby i wtedy mu się udało, z pewnością zaskoczyłby nas jeszcze nie jedną książką, a tym bardziej filmem, który go tak pociągał. Ściana Gaszerbrum I była jednak bezlitosna i nie zważając na talent literacki, jaki się chyba wtedy dopiero rodził, pączkował, umacniał, rzekła pas. Niczego więcej nie napiszesz, nie sfilmujesz, nie zdobędziesz i nie skomentujesz.

I tak oto warto pokłonić się tej "śmierci nie w porę", że pozwoliła zakończyć Hajzerowi "Koronę Ziemi". Bo to książka niezwykła. Jedna z najlepszych książek o górach wysokich, jaką do tej pory czytałam. Jeśli wyobrazicie sobie kocioł wiedźmy, a wyobrazić go sobie nie trudno po przejściu przez etap literatury dziecięcej, to książka Hajzera będzie takim kotłem. Znajduje się w nim wszystko, co najważniejsze. Mało tego, znajduje się w nim również wszystko to, czego nie ma. Daje tak wiele inspiracji, że moja lista "to-read", "to-explore", "to-experience" wydłużyła się po lekturze "Korony Ziemi" niemiłosiernie. To mieszanka niezwykłego i niespotykanego, chyba nawet w skali światowej, polotu, błyskotliwości, humoru, intelektu i szokująco imponującej wiedzy, która nie zna granic. Porusza więc Hajzer tematy nie tylko związane z najwyższymi górami Ziemi, ale przede wszystkim z ich historiami. A historie są wrzące i krwiste (czasem również dosłownie). Ta książka żyje. Jest ósmym ośmiotysięcznikiem Hajzera. 

Pierwsze wydanie "Korony Ziemi" zawierało kolorowe zdjęcia. Odciągały jednak uwagę od tekstu, który jest w niej wartością nadrzędną. Zdecydowano się więc na wydanie drugie z fotografią czarno-białą. Czerń i biel jest świetnym tłem wydobywającym to, co najważniejsze, refleksyjnym i pobudzającym wyobraźnię. Bywa, że koloru strasznie brakuje. Na przykład u dołu strony 189. Wschód słońca na Kilimandżaro. Wschód roztacza tak niezwykłą feerię barw, że aż prosi się o zdjęcie kolorowe. Nawet na drugi i trzeci rzut oka. Spróbujcie jednak zatrzymać się nad tym zdjęciem dłużej. Zauważycie, że barwy czerni, jej temperatury, delikatne przedzierają się przez błonę filmu. Genialne, panie Hajzer. 

W 2013 drugie wydanie "Korony Ziemi" miało być zatwierdzone przez autora do druku. Już nie zdążył. W książce odnajdziemy kilka fragmentów nieskorygowanych. Czy celowo? Myślę, że tak. Dostajemy ją taką, jaką znał ją autor. 

Struktura książki jest klarowna (w odróżnieniu od "Ataku rozpaczy"). Książkę otwiera motto:

"Są tylko trzy prawdziwe dyscypliny sportowe: walki byków, wyścigi samochodowe i wspinaczka górska; reszta to tylko gry" Ernest Hemingway.

I choć Hajzer zdobywcą Korony Ziemi  nie był, jako pasjonat wspinaczki górskiej opisze nam głęboko i szeroko świat gór i ludzi oraz kontekstów, w jakich przyszło im się spotykać. 

"Korona Ziemi" podzielona jest na osiem głównych rozdziałów, z czego siedem poświęcono poszczególnym szczytom. 

  1. SIEDEM SZCZYTÓW - czyli ile?
  2. MCKINLEY (DENALI) - gdzie diabeł nie może, tam księdza pośle
  3. PIRAMIDA CARSTENSZA - czyli siedem lat w Tybecie
  4. ELBRUS - czyli o tym, jak Austriacy budowali komunizm w ZSSR
  5. MASYW VINSONA - Amerykanin potrafi!
  6. MOUNT EVEREST - praktycznie martwy
  7. KILIMANDŻARO - dla wybrańców
  8. ACONCAGUA - jak zostać celebrytą?
Już pierwszy z rozdziałów robi nam masywną umysłową rewolucję. Ile jest szczytów? Które z nich są najwyższe? Ba! Ile jest kontynentów? Siedem? A może tylko pięć? W końcu Kanał Sueski i Panamski to twory sztuczne. Znajduje to odzwierciedlenie na fladze olimpijskiej. Może jest tylko jeden, jak twierdzi Buckminster Fuller? Wtedy Korona Ziemi obejmowałaby tylko Mt. Everest. I po sprawie. Model z siedmioma kontynentami nauczany jest w Europie i Ameryce Północnej. W Ameryce Południowej już uważa się Amerykę za jeden kontynent! Perspektywa jest ważna, ponieważ to od niej zależy pojęcie Korony Ziemi w ogóle. Załóżmy jednak, że jest ich siedem, jak chce nasza pani od geografii. Który szczyt w Europie jest najwyższy? O miano pierwszego walczy Mont Blanc i Elbrus. I tu znowu dylemat. Gdzie kończy się Europa? Od odpowiedzi na to pytanie zależy to, kto pierwszy był zdobywcą tej "właściwej" Korony Ziemi. Z kolei odpowiedź uzależniona jest od tego, czy zastosujemy kryteria geograficzne i geologiczne czy polityczne. A może powinniśmy zastosować kryterium kulturowo-sanitarne, jak chce Piotr Pustelnik, i po prostu wejść na lotnisku w Mineralnych Wodach do toalety, przekonując się wtedy boleśnie, że Elbrus w Europie zdecydowanie nie leży? Podobnie rzecz ma się z Australią i Oceanią - Góra Kościuszki czy Piramida Carstensza, a może trzeci kandydat - Góra Wilhelma (jest też czwarty i piąty - Mount Cook i Big Ben)? Richard Bass, amerykański multimilioner, swój projekt zdobycia Seven Summits zakończył w 1985 roku ogłaszając się pierwszym zdobywcą Korony Ziemi. Ale czy na pewno? Reinhold Messner zaraz pokiwał palcem i stwierdził, że absolutnie nie, ponieważ Bass zdobył Górę Kościuszki zamiast Piramidy Carstensza! (niektórzy twierdzą, że była to zemsta za to, że Bass nie wziął Messnera na pokład samolotu, gdy zdobywał Mount Vinson). Powstały więc co najmniej dwie listy najwyższych gór świata: lista Bassa i lista Messnera (ta ostatnia jest dziś jedyną oficjalną). Według listy Messnera pierwszym zdobywcą został Pat Morrow (niestety Messner musiał to przyznać), a drugim sam Messner (gdyby nie to, że spieszył się, aby skompletować Koronę Himalajów byłby z pewnością pierwszy;)). Hajzer doradza więc, żeby w razie czego, dla świętego spokoju kierować się listą Eberharda Jurgalskiego, która obejmuje 8 szczytów i w ten sposób unika kontrowersji. Lepiej więcej, niż mniej! Nie-poradnik zdobywcy (podtytuł nota bene wymyślony przez wydawcę).

Na końcu książki znajdziemy Notę o Autorze i ostatni wywiad z Hajzerem, lakoniczny, ponieważ po jego powrocie z Gaszerbrum I, rozmowa miała być rozwinięta i stanowić wstęp do "Korony Ziemi". Tego już nie zdążono zrobić, wywiad czyta się więc odczuwając pośpiech lub zamyślenie i nieobecność Hajzera przed wyjazdem. Wciąż jednak jest to wywiad pełen humoru ale i powagi tam, gdzie trzeba.

Można by rzec typowo "hajzerowski".