Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Berbeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Berbeka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2022

"Nazywam się Czogori" M. Cegielski




  • Wydawnictwo: Marginesy
  • Rok wydania: 2022
  • Ilość stron: 312
  • Dostępność: ceneo.pl


Po spotkaniu z autorem powieści "Nazywam się Czogori" czułam się do niej zniechęcona. Max Cegielski, autor reportaży, powieści i biografii, prezenter TVP Kultura, współprowadzący "Hali Odlotów", przez, może wszystkiego 15 minut, nie powiedział o powieści niczego, co mogłoby posłużyć za czytelniczy haczyk. Zacytował dwa fragmenty opowieści, zachęcił do kupna i zniknął, nie wchodząc w interakcje ze słuchaczami. 

Z przekory do samej siebie postanowiłam jednak dać szansę fabule. Nie każdy w końcu rodzi się swoim własnym PR-owcem ze strategiami komunikacyjnymi w małym palcu. I dobrze, dzieło powinno samo się obronić. Poza tym - "Marginesy"! Świetne wydawnictwo, bardzo dobre tytuły. To, co uderzyło mnie od razu po wzięciu książki do ręki, to wielkość czcionki, jaką na okładce zapisano imię i nazwisko autora, pod którymi zamieszczono znacznie mniejszy tytuł. Miał być głos oddany górze - jest delikatny dysonans poznawczy.

Góra przemawia kilkakrotnie. Duża Góra, czyli Czogori (K2) opowiada o swojej chorobie, na którą cierpi w wyniku działalności człowieka. A konkretnie - wspinającego się człowieka. Góra odczuwa jego próby zdobycia szczytu jako gwałt, przemoc, naruszenie równowagi. Tym bardziej, że po zakończonej ekspedycji pozostaje po himalaistach sporo plastiku, nieczystości i ciał tragicznie zmarłych kolegów czy koleżanek. Te ciała, którym nie zapewniono należytego pochówku, żyją nadal, zmieniając się w żywe trupy atakujące wszystko to, co napotkają na drodze. Opowieść góry jest elementem przedstawionego przez autora świata duchowego, po którym oprowadza nas przede wszystkim Iskander, stary ślepiec, którego zadaniem jest wtajemniczyć głównego bohatera Ola Woronicza w zaplanowany proces uzdrawiania góry. Problem leży również w tym, że jednym z żywych trupów, które Olo ma pokonać czekanem i spalić, jest jego zmarły na K2 ojciec - Aleksander Woronicz. Olo jednak nie ma z tym większych problemów. Jak trafia w Himalaje? Zostaje zaproszony na narodową wyprawę pod kierownictwem Jana.  Czas akcji - 1995, dziesięć lat po tragedii na K2, w której zginął m.in. Aleksander Woronicz. Razem z pozostałymi wspinaczami z ekipy - Czesikiem (ze Śląska), Jurijem ( z Kazachstanu), Filipem (luuuz bracie), Zuzanną (byłą kochanką ojca), Jackiem (lekarzem wyprawy), Gąsienicą (z Zakopanego) ma dotrzeć pod Czogori. Jego zadaniem jest dokumentacja fotograficzna przedsięwzięcia, ale i, jak się później okazuje, przemiana wewnętrzna, osiągnięcie dojrzałości poprzez rozprawienie się z przeszłością. Każda z postaci snuje swoją opowieść - jest ich łącznie dziesięć. Wydają się być bardziej zabiegiem konstrukcyjnym, ponieważ nie wnoszą niczego stymulującego do powieści. Ich tematyka oscyluje przede wszystkim wokół ojca Ola i jego powiązań z członkami wyprawy, dywagacji filozoficznych związanych z ciemną stroną himalaizmu czy konfliktu o prawo pierwszeństwa pomiędzy wspinaczami z zachodu i Szerpami.

Książka jednak nie jest niestrawna. Dla mnie była nawet pozytywnym rozczarowaniem, ponieważ spodziewałam się, że będzie dużo gorzej. Odczuwałam nawet coś na kształt osobistej przyjemności z rozwikływania pierwowzorów opisanych w książce bohaterów. Są tu bowiem nawiązania do życiorysów Macieja Berbeki (Boguś), Krzysztofa Wielickiego (Jan), Adama Bieleckiego (Filip), Denisa Urubko (Jurij), Stanisława Latałły (Aleksander Woronicz). Wzmiankuje się także o Wandzie Rutkiewicz i Jurku Kukuczce. A ponieważ rok 2022 został uchwalony rokiem Wandy Rutkiewicz, zachęcamy do samodzielnego zapoznania się z tą, niecodzienną na rynku książek poświęconych himalaizmowi, pozycją. A nuż znajdziecie w niej to, o czym milczą książki himalaistów.... mnie się nie udało.

link do wywiadu wspomnianego w tekście ---> Max Cegielski o swojej nowej powieści

środa, 5 stycznia 2022

"Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało" D. Kortko M. Pietraszewski


  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2019
  • Ilość stron: 440
  • Dostępność: ceneo.pl

5 stycznia - dzień urodzin Krzysztofa Wielickiego. Nie mogło być lepszej okazji do recenzji książki Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego. 

Ta książka to jednak nie laurka. Porusza wiele aspektów z życia jednego z Lodowych Wojowników, poddaje czytelniczej ocenie jego sukcesy, osiągane czasem kosztem życia i zdrowia - czyjegoś lub swojego. Pokusa oceny jest spora. Jesteśmy bowiem, już niekoniecznie jako czytelnicy, ale jako ludzie (przeważnie nizinni), skłonni do wyrokowania. Wiemy przecież, co dobre, co złe, jesteśmy przekonani o tym jak należy zachować się w sytuacji wyboru. A Wielicki stawał przed nim wielokrotnie. Właściwie linię swojego życia prowadził w taki sposób, że wybór był nieustanny. Góry czy rodzina? Droga nowa czy klasyczna? Na lekko czy w stylu oblężniczym? Sam czy z partnerem? Ratować czy zaczynać od nowa z kimś innym? Nazywany elektronem, wciąż w ruchu, działaniu, można było ustalić albo jego prędkość albo położenie. Niewątpliwie nietuzinkowy. Ciekawy. A co najważniejsze - żyjący. Wielu z jego kolegów, himalaistów złotej ery polskiego himalaizmu nie miało tego szczęścia. Dlatego już się nie wspina - nie chce prowokować losu. Z dawnej ekipy został już tylko on, więc daje świadectwo.

Krzysztof Wielicki - zdobywca
Mount Everest, 1980
"Musisz urodzić się we właściwym czasie" mówi wielki brytyjski himalaista Chris Bonnington. Słowa te wspomina Wielicki w napisanym przez siebie wstępie. I coś w tym jest, jeśli wziąć pod uwagę zmiany, jakie dokonały się w kulturze wspinania na przestrzeni lat. Wyprawy komercyjne, oferujące Mount Everest nawet amatorom, to dziś codzienność. Każdy już niemal, kto posiada odpowiednie zaplecze finansowe, może być zdobywcą. Wielkie rzeczy są na wyciągnięcie ręki. Profesjonalny sprzęt, podgrzewane kombinezony z logo sponsora, liofilizowana żywność, GPS to wszystko sprawia, że zdobycie szczytu staje się komfortowe jak meble z Ikei. Tylko czy jesteśmy przy tym w stanie doświadczyć tego, co było udziałem pionierów? Wystarczy spojrzeć na strój i wyposażenie Wielickiego, gdy 17 lutego 1980 jako pierwszy człowiek staje na szczycie Mount Everest zimą (wraz z Leszkiem Cichym), aby wyobrazić sobie, lub przynajmniej spróbować, z jakimi niedogodnościami czy brakami przyszło mu się borykać. Dziś jest już ostatnim z Lodowych Wojowników. Era dobiega końca. A właściwie pamięć o niej.

Krzysztof Wielicki urodził się w 1950 roku i choć nastąpiło to w Szklarce Przygodziskiej, jest Ślązakiem z wyboru (mieszka w Dąbrowie Górniczej). Zaczynał podobnie jak Kukuczka, od harcerstwa. Z sentymentem wspomina zdobywanie sprawności "trzech piór". Kandydat przez 3 doby był zobowiązany: milczeć jedną dobę (pierwsze pióro), wstrzymywać się od jedzenia drugą dobę (drugie pióro) oraz przesiedzieć w lesie cały dzień i noc (trzecie pióro). Harcerza nikt nie mógł zobaczyć, więc siedzieć należało w ukryciu. Potem studia, skałki, Tatry. Klasyczna droga do Alp i Himalajów. I to właśnie tam Wielicki, nazwany przez Hansa Schella "Flying Horse" czyli Pegazem, dokona swoich największych wyczynów. Broad Peak - zdobyty samotnie w 22 godziny. Dhaulagiri - 16 godzin. Lhotse - samotnie zimą, na dodatek w gorsecie ortopedycznym. Czy przekraczał cienką, czerwoną linię? Według Wielickiego są dwie czerwone linie - "jedna od strony rozsądku, a druga od strony szaleństwa. Między nimi jest bardzo duża przestrzeń dla tych, którzy mają wyobraźnię, i mała dla tych, którzy biorą rzeczy po imieniu". 

Wielicki staje się piątym na świecie zdobywcą Korony Himalajów. Ma już swoje lata, a że koniec lat osiemdziesiątych i lata dziewięćdziesiąte dają nowe możliwości, wielu Polaków, w tym i Flying Horse, odkrywa smykałkę do interesów. W CV Wielickiego mogłoby się ich znaleźć sporo: Extreme Mountain Agency (tragiczna wyprawa na Manaslu - agencję zamyka), Himal Sport, produkcja bielizny z rhovylu, organizacja trekkingów (jako kierownik był bardzo wymagający i zbyt szybki dla klientów, miał cierpliwość tylko do pojętnych uczniów), produkcja i dystrybucja chust firmy Buff, produkcja filmów o historii polskiego himalaizmu wraz z Jerzym Porębskim. Pomimo porażek Wielicki wciąż ma siłę podnosić się i upadać. Próbować od nowa. 

Kortko i Pietraszewski decydują się poświęcić sporą część książki również relacjom rodzinnym Wielickiego. Trudnym i wymagającym perspektywy czasu. Szczególnie pomiędzy ojcem a dziećmi. Gdy wyjeżdżał, córki łapały go za kolana i nie pozwalały się ruszyć. Zaczął wyjeżdżać nocą. Marta, jedna z córek, mówi: "Gdy byłyśmy małe, ojciec powtarzał, że po prostu musi wyjeżdżać. Potem zrozumiałyśmy, że to nie żaden przymus, tylko jego wybór. To odkrycie nas zabolało". 

Krzysztof Wielicki z żoną Katarzyną.

Ostatnio, przy okazji recenzji książki "Na szczytach sławy" Kukuczki i Malanowskiego pisaliśmy o kukuczkowskiej definicji szczęścia. Znajdujemy jej potwierdzenie również u Wielickiego:

"Jestem tu sam [Nanga Parbat], nawet nie mam się z kim podzielić radością, która zmienia się w smutek. Czy to wszystko ma sens? Co z tego, że tu jestem? Co to zmienia w moim życiu? Nie czuję satysfakcji. Coś się skończyło, a ja zawsze chciałem mieć to coś przed sobą"

To, co się skończyło to właśnie droga do realizacji kolejnego marzenia, wspominana przez Jerzego Kukuczkę w wywiadzie z Tomaszem Malanowskim. Zatem szczęście trwa tylko tak długo, jak droga do niego. Potem, po osiągnięciu celu, szczęście umyka. Trzeba go szukać na nowo. Być może to jest właśnie ten czynnik, który pcha Wielickiego, a także innych himalaistów, w góry ale i gmatwa ich ścieżki również i tu - w dolinach.

Podtytuł książki "Piekło mnie nie chciało" wydaje się jednak na wyrost w kontekście całej opowieści. Jest bardziej chwytem marketingowym, niż próbuje odpowiednie dać rzeczy słowo. Wielicki o sylwestrze 1988 spędzonym na Lhotse napisał w swoim pamiętniku: "Mógł być moim ostatnim, ale niebo mnie nie chciało, zaś piekło najwyraźniej zignorowało", dając tym samym do zrozumienia, że nie jest wystarczająco dobry, by zostać przyjęty w niebie a jednocześnie niewystarczająco zły, by interesowało się nim piekło. Zdecydowanie inaczej niż sugeruje nam nadany przez autorów tytuł. W książkach Kortko poświęconych wielkim himalaistom ("Berbeka", "Wielicki") łatwo o zagubienie. Jest to specyfika stylu pisarskiego, często chaotycznego, niezrozumiałych dla odbiorcy skrótów myślowych, dowolnego łączenia dat i myśli. Zdarzają się błędy merytoryczne ("W 2014 roku Polacy podejmują próbę zimowego wejścia na Broad Peak. Krzysztof Wielicki zostaje kierownikiem wyprawy" ---> była to wyprawa 2012/2013, na której zginęli Berbeka i Kowalski).

To, co zawsze imponuje w książkach Kortko to bibliografia - niespożyte źródło źródeł - tytuły książek, artykułów, filmów, dokumentów przyporządkowanych poszczególnym rozdziałom. Ogromny wór inspiracji, odwołań, z którego można czerpać latami. Zawsze warto. 




niedziela, 21 listopada 2021

Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki i Dominik Szczepański

 


  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2017
  • Ilość stron: 414
  • Dostępność - ceneo.pl

Adam Bielecki, lat 38, urodzony w Tychach polski taternik, alpinista, himalaista, pierwszy zimowy zdobywca Gaszerbrum I i Broad Peak. Członek Klubu Wysokogórskiego Kraków. Astrologiczny byk. 


Zdobywcy Gaszerbrum I - Adam Bielecki i Janusz Gołąb. Tu z Agnieszką 
Bielecką i Arturem Hajzerem. 2012. Fot. PHZ
Człowiek, którego nazwisko znane jest w wielu polskich i zagranicznych domach, choć konotacje, jakie budzi, mogą być skrajnie sprzeczne. Jako przedstawiciel młodego pokolenia wspinaczy prezentuje już zgoła inne podejście do alpinizmu. Panta rhei. Wyprawy oblężnicze, wieloosobowe, wielotygodniowe, odchodzą w zapomnienie. Styl zdobywania kolejnych wierzchołków wyznacza szybkość, a co za tym idzie oszczędność czasu i pieniędzy. Sukces zespołu zostaje zastąpiony sukcesem indywidualnym. I choć w wielu miejscach książki Adam Bielecki przekonuje nas, że jest inaczej, wyczuwalna jest atmosfera indywidualnych potrzeb i ich realizacji niezależnie od partnera. 

Historia wykuwania się talentu wysokogórskiego Adama Bieleckiego zaczyna się, gdy ma lat trzynaście. Jako siedemnastolatek staje na szczycie Chan Tengri (7010 m. n.p.m.) w dodatku jako najmłodszy zdobywca na świecie. Kariera nabiera rozpędu po zdobyciu Makalu w 2011 roku na wyprawie "Polskiego Himalaizmu Zimowego 2010-2015"Artura Hajzera. Media okrzyknęły program mianem narodowego programu narażania młodych. Szczyt został zdobyty, lecz kosztem licznych odmrożeń i późniejszych amputacji. 

W książce znalazł się również fragment poświęcony zdobywaniu Broad Peak w 2013 roku. Znaleźć się musiał. Adam Bielecki żyje bowiem z jego piętnem. W opowieści stara się jeszcze raz powrócić do koszmaru tamtej zimy. Opowiedzieć po kolei, z niezwykłą szczegółowością, charakterystyczną tylko dla wydarzeń wielokrotnie analizowanych, o tym, co zdarzyło się na Broad Peak w marcu 2013 roku. Wytłumaczyć swoje zachowanie, tak szeroko krytykowane również przez środowisko wspinaczy, z których część już zawsze będzie patrzeć na Bieleckiego przez pryzmat śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. 

Rodzice Adama Bieleckiego. Fot. Dziennik Zachodni
O życiu prywatnym dowiemy się niewiele. Jak mówi sam Bielecki, chroni najbliższych. W książce nie znajdziemy jego prywatnych zdjęć rodzinnych, niewiele jest też odniesień do ważnych, osobistych wydarzeń. Himalaista skupia się na opowiedzeniu historii swojej przygody z górami wysokimi, jej kontrowersyjnych momentów oraz teoretycznych rozważaniach na temat specyfiki wspinaczki wysokogórskiej. 

Niezaprzeczalnym atutem książki jest zaopatrzenie jej w kody QR, pod którymi znajdziemy wiele ciekawych filmów nagranych przez Adama Bieleckiego. Wiele z nich z ataków szczytowych, dzięki czemu możemy oderwać się na chwilę od lektury i przenieść w świat ruchomych obrazów. Ten rodzaj pisarstwa wydaje się być coraz bardziej powszechny w pozycjach biograficznych. Wartość książek, których treść nie wybija się ponad przeciętność, ma szansę wzrosnąć dzięki zastosowaniu tego typu multimediów.

piątek, 27 sierpnia 2021

Bartek Dobroch "Artur Hajzer. Droga Słonia"

"Hajzer (...), góry cię ostrzegają, a ty ich nie słuchasz. Raz przeżyłeś, drugi, trzeci, ale prędzej czy później się zabijesz" A on na to: "Nie, góry mi pokazują, że mają do mnie respekt. Że jestem w nich bezpieczny, Za każdym razem mnie puszczają" Aleksander Lwow


  • Wydawnictwo: Znak
  • Rok wydania: 2018
  • Ilość stron: 544
  • Dostępność - ceneo.pl

Bartek Dobroch - alpinista, przewodnik tatrzański, międzynarodowy przewodnik górski UIMLA, instruktor narciarski, alpinista, fotograf. Współautor "Broad Peak. Niebo i Piekło". Portret Artura Hajzera naszkicowany wraz z Przemysławem Wilczyńskim zyskał swoją wielowymiarowość dopiero w książce następnej - "Artur Hajzer. Droga Słonia". Pierwsza biografia twórcy programu Polski Himalaizm Zimowy powstawała ponad 3 lata i śmiało możemy traktować ją jako pracę rzetelną, prezentującą głównego bohatera w szerokiej skali szarości, świadomie rezygnującą z laurkowego spojrzenia na to, jakim był człowiekiem, himalaistą, biznesmanem. I dobrze. Dzięki takiej bowiem perspektywie słynne poczucie humoru Hajzera, jego towarzyskość i opanowanie zostają podszyte dość skomplikowaną historią osobistą. Historią, która czyni zeń człowieka niełatwego, postrzeganego skrajnie różnie. Wesoły. Mruk. Dusza towarzystwa. Domator. Manipulant. Empatyczny. Spontaniczny. Planujący. Jednym słowem - kontrowersyjny. Bartkowi Dobrochowi udaje się wszystkie te pozornie kłócące się ze sobą opinie spiąć klamrą i nadać im imię "Artur". Czy przez to lubimy Słonia mniej? Chyba nie. Zdecydowanie nie. W tym swoim niedoprecyzowaniu staje się cieplejszy i bardziej ludzki. Gdzieś tu, pomiędzy nami. Staje się pełny. Bo przecież, jak twierdzi Dobroch w jednym z wywiadów, dobrzy ludzie czasem robią złe rzeczy i na odwrót.  

Książkę otwiera cytat z Eliota "Ziemi Jałowej" w przekładzie Czesława Miłosza:

"Kto jest ten trzeci, który zawsze wędruje przy tobie?

Kiedy liczę jesteśmy tylko ja i ty,

Ale kiedy patrzę tam, na białą drogę, 

Jest jeszcze zawsze ktoś, kto idzie przy tobie,

Owinięty w brązowy płaszcz, w kapturze,

Nie wiem, mężczyzna czy może kobieta- 

- Kim jest ten, który idzie tam gdzie ja i ty?"

Nawiązanie do tych słów pojawi się pod koniec książki, podczas próby wyjaśnienia tajemnic ostatnich chwil Artura Hajzera. Były to, jak wiemy, momenty dość tajemnicze. Niektórzy twierdzą, że przewidział swój koniec, pisząc do żony smsa o śmierci Marcina Kaczkana, partnera na Gaszerbrumie I i prosząc o zorganizowanie akcji ratunkowej oraz powiadomienie mediów. Przed wyprawą również działy się rzeczy wcześniej niespotykane. Płacz Izy, niechęć Hajzera do wyjazdu, przebodźcowanie medialnością tragedii na Broad Peak'u. W końcu wycofanie się z ataku szczytowego. Dziwne, niezrozumiałe zachowanie, którego Kaczkan nie umiał wyjaśnić inaczej jak tylko halucynacjami.

Książkę podzielono na 4 części poprzedzone "Cięciem", w którym Dobroch próbuje w sposób impresyjny opisać co mogło dziać się ze Słoniem w momencie upadku. Co mógł czuć, widzieć, myśleć podczas ostatniego filmu. Cześć I poświęcona jest inicjacji i początkom przygody z górami. Hajzer zaczyna w skałkach, jeszcze jako czternastoletni harcerz, by w części II przejść swoje najlepsze drogi, wspinać się z Kukuczką, poznać śmierć. Część III opowiada o wycofaniu się z działalności górskiej. Rok 1989 - śmierć Eugeniusza Chrobaka, Mirosława Falco Dąsala, Mirosława Gardzielewskiego, Andrzeja Zygmunta Heinricha, Wacława Otręby na Mount Everest, śmierć Jurka Kukuczki na Lhotse, upadek systemu i nastanie wolnego rynku, wszystko to złożyło się na nowy etap w życiu Hajzera - biznes. Część IV opisuje wielki powrót w góry po ponad 15 latach, który obfitował w upadki, niesprzyjające sploty okoliczności, krytykę, hejt, pomyłki, niepewności. Jak mówi Hajzer, pół żartem pół serio, był wynikiem kryzysu wieku średniego. A ponieważ żona nie zgodziła się na kochankę, padło na góry. Powrót do działalności górskiej zaowocował programem PHZ, który zamiast sukcesów przynosił kolejne porażki i krytykę ze strony zarówno środowiska alpinistycznego jak i narodowych ekspertów kanapowych. Wszystko to siadło na nim. Przed wyjazdem na Gaszerbrum I z PHZ pisał:

"Sławetny artykuł w "Rzeczpospolitej", który ukazał się tuż przed wyjazdem, sprowadzał na mnie niemal bezpośrednie zagrożenie życia, bo przez pierwsze trzydzieści dni wspinaczki nie dało się o nim zapomnieć, a trzeba było się koncentrować na czymś zgoła innym"

Do podobnej sytuacji doszło w kolejnym sezonie, gdy Polacy jako pierwsi zdobyli Broad Peak zimą lecz dwóch z nich - Maciej Berbeka oraz Tomasz Kowalski - nigdy z góry nie powróciło. W atmosferze emocjonalnego napięcia Artur Hajzer wyruszy na Gaszerbrumy. Nigdy z nich nie powróci. 


Opinie o Słoniu są różne. Dobroch cytuje tych, którzy Hajzera uwielbiali mimo wszystko oraz tych, którzy twierdzili, że ludzki potrafił być tylko w górach. Ryszard Warecki mówi o nim:


 

"Mnie się wydaje, że Artur przyjaciela nie miał. Wszystko to były kalkulacje. Hajzer był zimnym kalkulatorem. Ja go w każdym razie nigdy za przyjaciela nie uważałem. W górach - dobry kolega, świetnie się zachowujący, fajnie się wspinający, w ogóle fajny, godny zaufania, nie dam o nim złego słowa powiedzieć. Bycie z nim na jednej linie dawało poczucie partnerstwa. Zawsze będę pamiętał, jak doszedł do mnie, gdy już wracałem z wierzchołka Sziszpangmy. Złapaliśmy się, wyściskali i powiedział: "Rysiu, teraz ostrożnie. Sukces czeka na dole. Donieś go!". Był wtedy wielki, szczery, empatyczny. To były najpiękniejsze chwile mojego życia. Natomiast na nizinach Mister Hyde z niego wyłaził"

Martyna Wojciechowska wyznaje natomiast:

"Był jednym z nielicznych "ogarniętych życiowo", bo moim zdaniem (...) himalaiści są świetni w górach, ale w codziennym życiu się nie sprawdzają (...) Kochałam go jako człowieka - był dla mnie najważniejszy (...)"

Podobną miłość widać u Dobrocha, który o biografii Hajzera myślał od dawna. Miłość rozumiejącą i uczciwą. Poznanie człowieka i jego akceptacja są bowiem wypadkową otwartego serca i umysłu, uważnej obserwacji faktów i emocji, dzieciństwa i dojrzałości. Gdy pojawia się całość, pojawia się zrozumienie. "Artur Hajzer. Droga Słonia" ukazuje całe to spektrum. Dzięki tej drodze możemy bez uprzedzeń przejść wszystko to, co ukształtowało zarówno Słonia jak i jego mechanizmy obronne. 

czwartek, 29 lipca 2021

Artur Hajzer "Atak rozpaczy"

 "A choć za pewnik uchodzi, że alpinizm to ściganie się z samym sobą, rosną, doprawdy, skrzydła, kiedy inni zostają trochę w tyle" 
Artur Hajzer dla "Tygodnika Kulturalnego" 1983 r.



  • Wydawnictwo: Annapurna
  • Rok wydania: 2012
  • Ilość stron: 256
  • Dostępność - ceneo
 

Pierwsze wydanie książki Hajzera, znanego pod pseudonimem "Słoń", to rok 1994. Nakład 10 000 wystarczył na kilkanaście lat, książka nie cieszyła się bowiem popularnością (wydawnictwo Explo, na okładce umieszczono Kukuczkę, bo zdjęcia Artura o dobrej jakości zwyczajnie brakowało). Otrzymała swoje drugie życie w 2012 roku (wydawnictwo Annapurna) i choć treścią nie odbiega od wydania pierwszego, w roku 2014 doczekała się dodruku. Wydanie drugie wzbogacono jedynie o Posłowie, w którym Hajzer odnosi się do wydarzeń po roku 1987, w tym do swoich planów związanych ze zdobyciem wszystkich czternastu ośmiotysięczników w ciągu jednego roku, o konflikcie z Kukuczką i wrażeniach po przeczytaniu jego książki "Mój pionowy świat". W Posłowiu czytamy również:

"Spora liczba wypraw, przeżyć, przygód, doświadczeń i zrębów mojej górskiej filozofii ciągle czeka na opisanie i przypomnienie i wydaje mi się, że wraz z upływem czasu szanse na ich opisanie rosną, bo i pióro jakby lepsze i dystans zdrowszy"

Plany, które Hajzer snuł w lipcu 2012 roku, nigdy się nie ziściły. Jak wiadomo, w lipcu następnego roku odpadł od ściany Gaszerbrum I. Był to okres dla niego niezwykle burzliwy. W marcu 2013 na Broad Peak zginęli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Kierownikiem wyprawy był Krzysztof Wielicki, choć nieoficjalnie miał nią zarządzać Hajzer. To on zgodził się na udział w wyprawie Tomasz Kowalskiego, który był wspinaczem niedoświadczonym na szczytach ośmiotysięcznych. Krytyka, jaka dosięgnęła wówczas wszystkich decydentów, wnioski komisji, powołanej, aby zbadać okoliczności śmierci oraz wskazać niedociągnięcia - wszystko to wpływało na Hajzera niszcząco. Ale o tym w "Ataku rozpaczy" już nie przeczytamy.

Książka ciekawa pod względem konstrukcyjnym. Brak podziału na rozdziały. Poszczególne wątki Hajzer oznaczył kolorami górnych pasków, czcionki i stron. Na końcu znajduje się coś na kształt Spisu treści, ale jak czytamy: "Poniższy spis zawiera robocze tytuły poszczególnych części książki zamieszczone na żywej paginie ułatwiające orientację w narracji Autora". Ma to swój niewątpliwy urok, wymaga jednak skupienia czytelnika. Wątki przenikają się, bez wyraźnego początku i zakończenia. Wiele opisów przerywanych jest retrospekcją, której treść niekoniecznie współgra z wywołującym ją bodźcem. 

W "Ataku rozpaczy" znalazły się opowieści z lat 80., czyli złotej ery polskiego himalaizmu. Jurek Kukuczka, Krzysztof Wielicki, Wojtek Kurtyka, to nazwiska o największej frekwencji. Poznajemy początki wspinaczki młodego wówczas, bo czternastoletniego Artura, oraz późniejsze zmagania z trudnymi ścianami, wśród których południowa ściana Lhotse zajmuje szczególne miejsce w pamięci autora. Mimo wielu prób, nie udało mu się jej pokonać. Zabrała również tak ważne dla niego osoby jak Rafał Hołda i Jurek Kukuczka.  

Sporo uwagi Hajzer poświęca najnowszym (wówczas) trendom w himalaizmie. W tym tzw. stylowi kombinowanemu, łączącemu cechy stylu klasycznego i alpejskiego:

"Tak więc w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku (1985-1988) nastąpiła wyraźna zmiana jakościowa w himalaizmie. (...) Alpiniści działający w tamtym okresie w Himalajach byli swego rodzaju pionierami nowej ery. Płacąc niejednokrotnie najwyższą cenę, uczyli się Himalajów po raz drugi. Wydaje się, że zagrożenie ze strony niebezpieczeństw obiektywnych rzeczywiście zmalało, za to zrosła liczba wypadków, do których doszło z winy człowieka. (...) Sam nie jestem ani przeciwnikiem stylu alpejskiego, ani jego zagorzałym zwolennikiem. Nie mogę się jednak pogodzić z tym, że styl alpejski musi trzymać się sztucznych i narzuconych zasad, i nie pozwala człowiekowi wykorzystać jego podstawowej broni - rozumu. Jestem za tanią i szybką wspinaczką w małych zespołach, nie chcę jednak, aby odbywała się ona bezmyślnie. Za dobry uważam ten styl, który zmienia się w zależności od układu sił i napotkanego terenu, styl uzależniony od możliwości naszych partnerów i liczebności grupy."

Dlaczego jednak "Atak rozpaczy"? Po raz pierwszy wyrażenia tego użył Ryszard Warecki, jako kierownik wyprawy na Tiricz Mir (1983) każąc Hajzerowi i Chołdzie wycofać się z ataku szczytowego (Hajzer zasymulował wówczas kłopoty z łącznością, dzięki czemu de facto szczyt został zdobyty). Zbyt krótkie życie Hajzera obfitowało jednak również w ataki szczytowe, z góry skazane na porażkę - "ataki rozpaczy". Wyrażenie to obecne jest w jego książce w wielu miejscach, dając świadectwo dystansu i poczucia humoru, z jakich niewątpliwie autor słynął i które zdobyły mu sympatią fanów, do dziś wspominających Słonia na corocznym "Biegu dla Słonia"

Na koniec przypomnijmy najważniejsze szczyty Artura Hajzera:

  • Manaslu (nowa droga) - 1986
  • Annapurna (pierwsze wejście zimowe) - 3 lutego 1987
  • Shisha Pangma (nowa droga) - 1987
  • Annapurna Wschodnia (nowa droga) - 1988
  • Dhaulagiri - 11 maja 2008
  • Nanga Parbat - 23 czerwca 2010
  • Makalu - 30 września 2011

... i jeden z jego filmów "Czekając na Rosę":





środa, 20 stycznia 2021

"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peak" Dariusz Kortko, Jerzy Porębski

 

"Życzę Ci, dziadku, żebyś zdobył borowika" Antoś Berbeka




W jednym z wywiadów Dariusz Kortko przyznał, że chciał odpocząć od tematyki wysokogórskiej (2016 - "kukuczka", 2019 - "Wielicki"). Kiedy otrzymał propozycję współtworzenia książki o Berbece nie wahał się ani chwili. Nic dziwnego, historia jest tak gęsta, że pisze się sama. Zmęczenie redaktora naczelnego katowickiej "Gazety Wyborczej" tematem himalaizmu jest jednak widoczne w jego najnowszym dziele.

Maciej Berbeka (1954 - 2013) to jednak z najciekawszych postaci polskiego himalaizmu, jeden z lodowych wojowników, którym zawdzięczamy spektakularne pasmo sukcesów lat 80. i 90. Zaczynał jak wszyscy wtedy - Tatry, Alpy, Himalaje. Była to naturalna droga, na której sukcesywnie trenowało się wytrzymałość, siłę mięśni, technikę i uczyło się górskiego partnerstwa, poznawało człowieka. Więzi między wspinaczami umacniały wspólne wyjazdy ale i życie prywatne, każdy każdego znał i wiedział, że w sytuacji ekstremalnej nie sukces będzie najważniejszy. Czynnik ten, tak ważny w sportach ekstremalnych, jest obecnie w widocznej recesji.

Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski, zdjęcie prasowe po tragedii.
O Maćka osobowości mówi się wiele - przyjacielski, cierpliwy, empatyczny, opiekuńczy. Himalaista - artysta. Kiedy do głosu dochodzi takie spektrum zainteresowań, historia nie może być banalna. Ratownik GOPR (podobnie jak jego ojciec - Krzysztof Berbeka), przewodnik UIAGM, absolwent i nauczyciel w szkole plastycznej im. A. Kenara w Zakopanem, artysta malarz, grafik, scenograf w Teatrze im. S.I.Witkiewicza w rodzinnym mieście. Wystarczyłoby na kilka życiorysów. 

Tomasz Kowalski, który wraz z Maćkiem zginął w 2013 chciał przejść do historii i znaleźć się w encyklopedii. Tak też się stało. W odróżnieniu od współtowarzysza Maciej Berbeka zapisał się w tej historii złotymi literami, nie jako człowiek jednego ośmiotysięcznika a osobowość kompletna. Pierwsze zimowe wejście na Manaslu w 1984 roku (wraz z Ryszardem Gajewskim), Czo Oju w 1985 (wraz z Maciejem Pawlikowskim), Rocky Summit w 1988 (ostatecznie samotnie - bijąc rekord wysokości w Karakorum), Annapurna nową drogą nazwaną Drogą Jana Pawła II w 1981 (wraz z Bogusławem Probulskim), Mount Everest w 1933 roku od strony chińskiej (wraz z Szerpą Lakpa Num), kierownik wypraw na Nanga Parbat i Manaslu, to tylko część jego dokonań. Jest oczywiście jeszcze to ostatnie, po którym nic więcej już nie było....Broad Peak 5 marca 2013 roku (wraz z Tomaszem Kowalskim, Adamem Bieleckim i Arturem Małkiem)

Plan przebiegu wyprawy na Broad Peak 2013
Dlaczego jego historia jest historią uniwersalną, która porusza kolejne pokolenia? Może dlatego, że oprócz faktów jest w niej mnóstwo domysłów. Tajemnica śmierci Tomasza i Macieja pozostała z nimi w Karakorum. Częściowo wyjaśniona wraz z odnalezieniem ciała tego pierwszego (wyprawa poszukiwawcza Jacka Berbeki 2013), w dużej mierze jednak wciąż owiana tajemnicą. Może dlatego, że jest to historia z mistyczną podszewką, której tak jesteśmy ciekawi prowadząc codzienne, praktyczne zracjonalizowane życie. 5 marca 1988 - Berbeka samotnie wchodzi na Rocky Summit, choć przekonany jest o tym, że zdobył Broad Peak, 6 marca - po morderczej walce z wiatrem, ciemnością i chmurami cudem na moment wszystko cichnie, chmury się na kilka chwil rozstępują i widzi światełko Aleksandra Lwowa w namiocie.  marca 2013 - Berbeka staje na szczycie Broad Peak wraz z Tomaszem Kowalskim, 6 marca nad ranem widać jeszcze najprawdopodobniej jego światełko na siodełku przełęczy. Potem już wszystko jest w sferze "prawdopodobnie". 


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie z15570358qczlonkowie-zimowej-wyprawy-na-broad-peak-od-lewej.jpg
Uczestnicy wyprawy: Krzysztof Wielicki (kierownik), zespół szturmowy: Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski, Artur Małek.

Książka Kortko i Porębskiego opowiada o wielu aspektach życia Berbeki - życiu ratownika, alpinisty, himalaisty, męża, ojca, przewodnika, przyjaciela. W wielu miejscach przeskakuje zdarzenia w sposób niejasny. Niektóre historie, rozmowy są wtrącane w kontekst innych dość zaskakująco, jakby nagle się komuś przypomniały. Niektóre nie są rozwijane na tyle, aby tworzyły spójną całość z resztą opowieści. Inne są wręcz kopią z "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beaty Sabały-Zielińskiej. Jest kilka błędów, które oczywiście dla osoby po raz pierwszy stykającej się z postacią Berbeki nie mają znaczenia. tytuł książki Sabały pojawia się raz jako "Jak wysoko sięga miłość?", w innym zaś miejscu jako "Jak daleko sięga miłość?". Sweterek, który miała na sobie Ewa podczas ślubu nie został uszyty przez nią a przez jej matkę. I kilka innych, niuansowych elementów., Nie to jest jednak najważniejsze. Ostatnie fragmenty książki czyta się najlepiej, najpłynniej i w odróżnieniu od reszty układają się w całość. Książka sprawia wrażenie napisanej na szybko, w celach komercyjnych. 

Wszystko to sprawia, że najlepszą biografią Macieja Berbeki nadal pozostaje "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beaty Sabały-Zielińskiej.

                          

  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2020
  • Ilość stron: 455
  • Dostępna m.in. www.empik.com


 


"Dreamland" Stanisław Berbeka 2018

 

„Takie grobowce mają tylko wyjątkowi ludzie (...) trzeba mieć przywilej, by zostać pochowanym w jednej z czternastu najpiękniejszych Katedr Świata”.

ksiądz G. Harasimiak, msza pod Broad Peak 2015 r.



Film Staszka Berbeki, jednego z synów Macieja Berbeki, wybitnego polskiego himalaisty ukazuje kilka pokoleń Berbeków, w urywkach, niechronologicznie, w kontrolowanym chaosie. Niektóre przedstawione wydarzenia są dla nas jasne tylko wtedy, gdy znamy szczegóły historii życia Berbeki i jego ostatniej drogi. Cały cykl życia, jego tajemnica, zawiera się tu w analogii pomiędzy małymi synami Macieja i Ewy a dziećmi ich dzieci, bawiącymi się na tej samej łące. Widzimy, że zmienia się wszystko a jednocześnie nic.

Ze słów samego reżysera, który wcielił się jednocześnie w rolę narratora, wynika, że film został stworzony z wewnętrznej potrzeby. Jest swoistym katharsis. Niewiele o ojcu wiedział, a przynajmniej nie o tej części jego świata związanej z górami. Męczy go również niewiedza dotycząca samej śmierci ojca - co się z nim stało, gdzie jest, gdzie spadł. Złożenie wszystkiego, co udało się mu odnaleźć o tacie i sobie przy okazji w jedną całość, przynosi prawdopodobnie więcej spokoju. Podobną funkcję miał pełnić trekking pod Broad Peak w 2015 roku, w którym uczestniczyła cała najbliższa rodzina himalaisty napędzana ogromną potrzebą pożegnania ojca, męża, przyjaciela i domknięcia historii. Odchodzili stamtąd spokojni. W "Jak wysoko sięga miłość. Życie po Broad Peak" Ewa Dyakowska-Berbeka mówi o swoich wątpliwościach sprzed wyprawy, o pytaniu, które sobie wtedy stawiała: czy będzie potrafiła stamtąd odejść? Z perspektywy czasu okazało się jednak, że góra, spotkanie z nią, odprawienie mszy przez księdza Grzegorza Harasimiaka dodało jej nowych sił.

Film zawiera fragmenty archiwaliów ze zbiorów Macieja Berbeki i jego znajomych. Większość materiałów z wyprawy na Broad Peak 1987/1988 pochodzi od Dariusza Załuskiego. Staszek przeprowadza również krótkie rozmowy z najbliższymi taty - pojawia się jego matka Elżbieta Berbeka - wdowa po Krzysztofie Berbece (zginął w Alpach w 1964r.), Jacek Berbeka - brat tragicznie zmarłego himalaisty, kierownik wyprawy, z której nie wrócił - Krzysztof Wielicki, Aleksander Lwow - współtowarzysz niedoli w 1988 oraz wieloletni przyjaciel Maćka - Ryszard Gajewski. Nie mogło zabraknąć żony - Ewy Dyakowskiej-Berbeki, w czasie tworzenia filmu już poważnie chorej.

Choć premiera filmu miała miejsce 6 marca (data nieprzypadkowa) 2013 roku w Teatrze im. S.I. Witkiewicza w Zakopanem w ramach 7. Festiwalu "Inspirowane Górami" im. Macieja Berbeki (teraz już im. Ewy i Macieja), to najważniejszy pokaz premierowy odbył się wcześniej - na oddziale onkologicznym jednego z warszawskich szpitali.

Tytuł filmu można interpretować na wiele sposobów. Z pewnością nie jest przypadkowy. "Dreamland" Joni Mitchell to utwór, o który Maciej Berbeka poprosił siedząc już bezpiecznie w namiocie po pełnym grozy zejściu z Rocky Summit w 1988. I to właśnie ta piosenka zamyka całość - zarówno tu i teraz jak i tam, wtedy po tym, jak Maciek cudem uniknął śmierci. Jest lekki, pogodny, harmonijny.


Film dostępny na www.filmygorskie.pl koszt: 18 zł

sobota, 16 stycznia 2021

"Zimowa wyprawa na K2 1987/1988"

 

  • rok premiery: 2017
  • czas trwania: 49 min.
"Dlaczego nie spróbować wspinać się zimą w Himalajach?" - zaczepne słowa, których autorstwo przypisuje się Zawadzie, zapoczątkowały sukcesy sukcesy Polaków w zimowym wspinaniu. Nie dość, że zdobyli wtedy Mount Everest, Manaslu, Dhaulagiri, Czo Oju, Kanczendzongę, Annapurnę i Lhotse, to jeszcze zrobili to jako pierwsi. Złota era himalaizmu to również próba zdobycia najwyższego szczytu Karakorum - K2 (8611)

źródło: www.pza.org.pl (przyp. autora - Nanga Parbat (8126 m) zdobyta 26 lutego 2016, przez Alex Txikon, Ali Sadpara, Simone Moro.) K2 (8611 m) zdobyte 16 stycznia 2021 przez grupę Nepalczyków)


"Zimowa wyprawa na K2 1987/1988" to dokument odsłaniający kulisy organizacji i przebiegu tego przedsięwzięcia, niełatwego, już chociażby na etapie uzyskiwania niezbędnych pozwoleń. Pierwsza w historii próba zdobycia tego ośmiotysięcznika trwała 73 dni a zespołowi kierowanemu przez Andrzeja Zawadę udało się osiągnąć wysokość 7300 m. n.p.m. Niesprzyjające warunki atmosferyczne na K2 skłoniły część zespołu: Alka Lwowa i Maćka Berbekę do podjęcia próby zdobycia w stylu alpejskim sąsiedniego szczytu - Broad Peak (8051). Dramatyczna akcja, która rozegrała się podczas schodzenia Berbeki z przedwierzchołka Rocky Summit (8028) miała wtedy swój szczęśliwy finał, choć z punktu widzenia kolejnych 25 lat - było to szczęście reglamentowane.

Materiały do filmu złożył Darek Załuski. Część taśm otrzymano z Kanady. Nagrania audio dostarczył Bogdan Jankowski. Z całości powstał ciekawy dokument, z pięknymi kadrami górskimi. Rozmowy pomiędzy członkami tej międzynarodowej wyprawy, pamiętajmy, że brali w niej udział również Kanadyjczycy i Brytyjczycy, nagrane przez Jankowskiego, pełne są dramaturgii ale i dowcipu, którym niejednokrotnie himalaiści obłaskawiali rzeczywistość.






Dokument w całości dostępny na: Zimowa Wyprawa na K2 1987/1988 - Filmy Górskie (filmygorskie.pl) koszt:15 zł.


"Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beata Sabała-Zielińska

 

"Więcej niż wszystkich alpinistów świata podziwiam ich żony" Wanda Rutkiewicz

Zastanawiam się, jak ważne jest opowiadanie kobiety. Jaką wartość ma wysłuchanie jej opowieści o himalaiście. Zapytanie o jej story. Nie o długość lin, rodzaj kasków, producenta kurtek puchowych, ale o ten rodzaj wspomnień składających się z drobnostek, na które tylko kobiety zwracają uwagę. Z których buduje się człowieka na koniec, gdy już za późno, by uścisnąć mu dłoń. To dzięki tym opowieściom tak naprawdę mężczyźni mogą czuć się nieśmiertelni. Nie na Broad Peak'u.  


Beata Sabała-Zielińska, choć nie doczekała się jeszcze swojego miejsca w wikipedii, jest uznaną dziennikarką spod samiuśkich Tater. Współautorką książek o Zakopanem, autorką książki o Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym oraz wydanej w 2020 obowiązkowej pozycji o legendarnej "Piątce". "Jak wysoko sięga miłość" to zapis intymnych rozmów z żoną Macieja Berbeki - Ewą Dyakowską. Z całej dostępnej bibliografii poświęconej temu wybitnemu himalaiście, Sabała najwnikliwiej i najrzetelniej podchodzi do tematu. Każda historia, opowiedziana jej w zaufaniu, ma swoją przestrzeń i czas. Każdy fakt - swój kokon emocji. Bo spieszyć się nie wolno, gdy w grę wchodzi ludzkie życie. Wystarczy wspomnieć, że rozmowy trwały z przerwami od sierpnia 2014 do września 2015 roku. Rok. I to się czuje. Atmosfera dokładności, szacunku do wspomnień Ewy ale i do wyobraźni i emocji czytelnika sprawia, że książkę czyta się w zachwycie.

Maciek w wieku 3 lat.
W życiu Maćka i Ewy wszystko było wyjątkowe. Może dlatego, że najwięcej magii odnajdywali w codzienności. I tę codzienną magię wybitnego himalaisty, magię w cieniu wysokich gór, magię, która działa się, nie gdy stawał na szczycie, a gdy tu, w dolinie, ktoś nie spał i czekał. I w tym niespaniu magii było chyba najwięcej. Cudownie, że Sabała właśnie tego konia zdecydowała się osiodłać. Bywa, że prowadzi nas przez życie tych dwojga niechronologicznie, choć patchworki, z których powstaje tkanina, są bogato zdobione a szczegółowe, co pozwala na płynne przechodzenie z jednego do drugiego bez uczucia niedosytu. Dowcipna, gdzie potrzeba, ale i poważna, gdzie należy. Jak przemytnik bawełny.

Zimowa wyprawa na Broad Peak 2013.


Co Berbeka znalazł w kałuży pewnego razu przed wyprawą na Broad Peak? Jakie emocje towarzyszą Ewie, gdy padają nazwiska Hajzer i Lwow? Jak nazywała się firma przewodnicka Berbeki? Dlaczego żony powinny być spokojne, gdy ich mężowie odwiedzają tybetański klub go-go? Co znaleziono w kieszeni kurtki Berbeki po jego śmierci? Co śni się Ewie? Dlaczego Berbeka nie znosił Kilimandżaro?  To pytania, na które znajdujemy odpowiedź w książce Sabały. Cudownie, że możemy spojrzeć na wybitnego himalaistę od tej właśnie strony. Dzięki autorce pozostaje w nas trwały, ciepły obraz człowieka, któremu los, a może, jak wierzą Berbekowie, Ktoś więcej, podarował 25 lat szczęśliwego, choć momentami trudnego życia. 25 lat, które oddał przede wszystkim rodzinie, przyjaciołom i pasji.



Ewa z synami pod Broad Peak. Od lewej: Krzysztof, Franek, Jasiek, Ewa i Staś.





  • Wydawnictwo: Prószyński Media
  • Rok wydania: 2016
  • Ilość stron: 352
  • dostępna w postaci pliku epub, mobi: www.taniaksiazka.pl