Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Himalajów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Himalajów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 stycznia 2022

"14 szczytów: Nie ma rzeczy niemożliwych" Torquil Jones


  • Reżyser: Torquil Jones
  • Rok produkcji: 2021
  • Kategoria wiekowa: 13+
  • Dostępność - Netflix.pl

Nie milkną echa wielkiego wyczynu nepalskich wspinaczy, którzy 16 stycznia 2021 roku o godz. 17 (13 polskiego czasu) jako pierwsi zdobyli Czogori zimą. Grupę tworzyło 10 osób, wśród nich Nirmal "Nims" Purja, który ogłosił, że szczyt zdobył bez korzystania z tlenu, zamykając tym samym usta tym wszystkim krytykom, którzy twierdzą, że butle tlenowe to rodzaj dopingu. 

Tego samego roku, na fali fascynacji dokonaniami Nepalczyków, Noah Media Group wypuszcza film dokumentalny "14 szczytów: Nie ma rzeczy niemożliwych". Film opowiada o "Project Possible" - planie zdobycia wszystkich ośmiotysięczników w ciągu 7 miesięcy. Głównym jego twórcą i bohaterem staje się Nims Purja, który w towarzystwie innych nepalskich wspinaczy będzie próbował pobić rekord Koreańczyka Kima Chang-Ho, który wynosił 7 lat 10 miesięcy i 6 dni (Jurkowi Kukuczce zajęło to 8 lat, Reinholdowi Messnerowi 16). 

Jak mówi sam Nims motywował go patriotyzm. Swój projekt dedykował Nepalowi i wszystkim nepalskim wspinaczom - duchom. Tym, którzy latami towarzyszyli himalaistom z Zachodu, pomagając im urzeczywistniać nie swoje marzenia i zdobywać laury uznania. Sami rzadko wymieniani byli z imienia i nazwiska pozostając w cieniu. A to przecież oni od zawsze byli w Himalajach. I ta chęć odzyskania należnego im szacunku popchnęła Purję ku realizacji projektu.  

Projekt podzielono na 3 fazy:

  • faza 1 - Nepal 
  • faza 2 - Pakistan
  • faza 3 - Tybet

Ośmiotysięczniki zdobyte przez Nims'a w kolejności chronologicznej:

  1. Annapurna - 23 kwietnia 2019
  2. Dhaulagiri - 12 maja 2019
  3. Kanczendzonga - 15 maja 2019 (tu po raz pierwszy cierpi na HACE - wysokościowy obrzęk mózgu)
  4. Mount Everest - 22 maja 2019
  5. Lhotse - 22 maja 2019
  6. Makalu - 24 maja 2019
  7. Nanga Parbat - 3 lipca 2019
  8. Gaszerbrum I - 15 lipca 2019
  9. Gaszerbrum II - 18 lipca 2019
  10. K2 - 24 lipca 2019
  11. Broad Peak - 26 lipca 2019
  12. Czo Oyu - 23 września 2019
  13. Manaslu - 27 września 2019
  14. Sziszapangma - 29 października 2019


Całość zajmuje mu 6 miesięcy i 6 dni. 

Niewiele osób wierzyło w powodzenie projektu. Pieniądze potrzebne na jego realizację zdobył zastawiając dom. Rodzeństwo uważało go za szaleńca, gdy zrezygnował z dobrze płatnej pracy w brytyjskich siłach specjalnych. Sam miał wiele chwil zwątpienia, szczególnie w początkowej fazie projektu. Problemy sprawiła mu również Sziszapangma. Kiedy władze chińskie zamknęły wejście na szczyt do końca 2019 roku, przypuszczał, że nie uda mu się skompletować korony. Dzięki osobom reprezentującym rząd nepalski oraz zwykłym internautom ślącym prośby do władz Chin - udało się. Jak mówi Nims: "W życiu trzeba robić to, w co się wierzy"

Dość istotne znaczenie mają wypowiedzi znanych wspinaczy wysokościowych w tym Reinholda Messnera, wkomponowane w dokument. Messner, jako największy żyjący autorytet w dziedzinie himalaizmu, wypowiada się o Nimsie z podziwem, choć sam nie stosował nigdy stylu hybrydowego polegającego na użyciu tlenu po przekroczeniu strefy śmierci tj. powyżej 8000 m.

"Zdobyliśmy 14 najwyższych szczytów świata i powiedzmy sobie szczerze, że gdyby dokonał tego ktoś z zachodniego świata zainteresowanie byłoby 10 razy większe. Oddajmy sprawiedliwość tym, którzy na nią zasługują, wy możecie to zrobić. Razem możemy wiele zmienić. Messner ma mój ogromny szacunek. Opracował własną strategię i dokonał tego pierwszy. To było wyjątkowe wydarzenie w historii wspinaczki wysokogórskiej. Co dalej? Na razie nie wiem, ale zrobimy coś jeszcze większego" mówi Nirmal Purja na zakończenie dokumentu, który możecie obejrzeć na platformie Netflix. 

Mocnymi punktami filmu są zdecydowanie zdjęcia oraz muzyka brytyjskiej kompozytorki Nainita Desai. Nirmal podkreśla w filmie sukces całego zespołu nie tylko przy realizacji projektu, ale i akcji ratunkowej co również sprawia, że warto poświęcić czas na obejrzenie dokumentu. Brakuje trochę profesjonalnego operatora kamery, który nagrywałby projekt z ukrycia uwieczniając wydarzenia w sposób niezainscenizowany. Nims zatrudnia fachowca dopiero pod K2 z uwagi na ograniczony wcześniej budżet i zdecydowanie poprawia to sposób relacjonowania wydarzeń. Słabym punktem jest również próba upchnięcia wielu wątków i wydarzeń w zaledwie 105 minutach filmu. Widz może odnieść wrażenie pośpiechu i powierzchowności. 


 

środa, 5 stycznia 2022

"Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało" D. Kortko M. Pietraszewski


  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2019
  • Ilość stron: 440
  • Dostępność: ceneo.pl

5 stycznia - dzień urodzin Krzysztofa Wielickiego. Nie mogło być lepszej okazji do recenzji książki Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego. 

Ta książka to jednak nie laurka. Porusza wiele aspektów z życia jednego z Lodowych Wojowników, poddaje czytelniczej ocenie jego sukcesy, osiągane czasem kosztem życia i zdrowia - czyjegoś lub swojego. Pokusa oceny jest spora. Jesteśmy bowiem, już niekoniecznie jako czytelnicy, ale jako ludzie (przeważnie nizinni), skłonni do wyrokowania. Wiemy przecież, co dobre, co złe, jesteśmy przekonani o tym jak należy zachować się w sytuacji wyboru. A Wielicki stawał przed nim wielokrotnie. Właściwie linię swojego życia prowadził w taki sposób, że wybór był nieustanny. Góry czy rodzina? Droga nowa czy klasyczna? Na lekko czy w stylu oblężniczym? Sam czy z partnerem? Ratować czy zaczynać od nowa z kimś innym? Nazywany elektronem, wciąż w ruchu, działaniu, można było ustalić albo jego prędkość albo położenie. Niewątpliwie nietuzinkowy. Ciekawy. A co najważniejsze - żyjący. Wielu z jego kolegów, himalaistów złotej ery polskiego himalaizmu nie miało tego szczęścia. Dlatego już się nie wspina - nie chce prowokować losu. Z dawnej ekipy został już tylko on, więc daje świadectwo.

Krzysztof Wielicki - zdobywca
Mount Everest, 1980
"Musisz urodzić się we właściwym czasie" mówi wielki brytyjski himalaista Chris Bonnington. Słowa te wspomina Wielicki w napisanym przez siebie wstępie. I coś w tym jest, jeśli wziąć pod uwagę zmiany, jakie dokonały się w kulturze wspinania na przestrzeni lat. Wyprawy komercyjne, oferujące Mount Everest nawet amatorom, to dziś codzienność. Każdy już niemal, kto posiada odpowiednie zaplecze finansowe, może być zdobywcą. Wielkie rzeczy są na wyciągnięcie ręki. Profesjonalny sprzęt, podgrzewane kombinezony z logo sponsora, liofilizowana żywność, GPS to wszystko sprawia, że zdobycie szczytu staje się komfortowe jak meble z Ikei. Tylko czy jesteśmy przy tym w stanie doświadczyć tego, co było udziałem pionierów? Wystarczy spojrzeć na strój i wyposażenie Wielickiego, gdy 17 lutego 1980 jako pierwszy człowiek staje na szczycie Mount Everest zimą (wraz z Leszkiem Cichym), aby wyobrazić sobie, lub przynajmniej spróbować, z jakimi niedogodnościami czy brakami przyszło mu się borykać. Dziś jest już ostatnim z Lodowych Wojowników. Era dobiega końca. A właściwie pamięć o niej.

Krzysztof Wielicki urodził się w 1950 roku i choć nastąpiło to w Szklarce Przygodziskiej, jest Ślązakiem z wyboru (mieszka w Dąbrowie Górniczej). Zaczynał podobnie jak Kukuczka, od harcerstwa. Z sentymentem wspomina zdobywanie sprawności "trzech piór". Kandydat przez 3 doby był zobowiązany: milczeć jedną dobę (pierwsze pióro), wstrzymywać się od jedzenia drugą dobę (drugie pióro) oraz przesiedzieć w lesie cały dzień i noc (trzecie pióro). Harcerza nikt nie mógł zobaczyć, więc siedzieć należało w ukryciu. Potem studia, skałki, Tatry. Klasyczna droga do Alp i Himalajów. I to właśnie tam Wielicki, nazwany przez Hansa Schella "Flying Horse" czyli Pegazem, dokona swoich największych wyczynów. Broad Peak - zdobyty samotnie w 22 godziny. Dhaulagiri - 16 godzin. Lhotse - samotnie zimą, na dodatek w gorsecie ortopedycznym. Czy przekraczał cienką, czerwoną linię? Według Wielickiego są dwie czerwone linie - "jedna od strony rozsądku, a druga od strony szaleństwa. Między nimi jest bardzo duża przestrzeń dla tych, którzy mają wyobraźnię, i mała dla tych, którzy biorą rzeczy po imieniu". 

Wielicki staje się piątym na świecie zdobywcą Korony Himalajów. Ma już swoje lata, a że koniec lat osiemdziesiątych i lata dziewięćdziesiąte dają nowe możliwości, wielu Polaków, w tym i Flying Horse, odkrywa smykałkę do interesów. W CV Wielickiego mogłoby się ich znaleźć sporo: Extreme Mountain Agency (tragiczna wyprawa na Manaslu - agencję zamyka), Himal Sport, produkcja bielizny z rhovylu, organizacja trekkingów (jako kierownik był bardzo wymagający i zbyt szybki dla klientów, miał cierpliwość tylko do pojętnych uczniów), produkcja i dystrybucja chust firmy Buff, produkcja filmów o historii polskiego himalaizmu wraz z Jerzym Porębskim. Pomimo porażek Wielicki wciąż ma siłę podnosić się i upadać. Próbować od nowa. 

Kortko i Pietraszewski decydują się poświęcić sporą część książki również relacjom rodzinnym Wielickiego. Trudnym i wymagającym perspektywy czasu. Szczególnie pomiędzy ojcem a dziećmi. Gdy wyjeżdżał, córki łapały go za kolana i nie pozwalały się ruszyć. Zaczął wyjeżdżać nocą. Marta, jedna z córek, mówi: "Gdy byłyśmy małe, ojciec powtarzał, że po prostu musi wyjeżdżać. Potem zrozumiałyśmy, że to nie żaden przymus, tylko jego wybór. To odkrycie nas zabolało". 

Krzysztof Wielicki z żoną Katarzyną.

Ostatnio, przy okazji recenzji książki "Na szczytach sławy" Kukuczki i Malanowskiego pisaliśmy o kukuczkowskiej definicji szczęścia. Znajdujemy jej potwierdzenie również u Wielickiego:

"Jestem tu sam [Nanga Parbat], nawet nie mam się z kim podzielić radością, która zmienia się w smutek. Czy to wszystko ma sens? Co z tego, że tu jestem? Co to zmienia w moim życiu? Nie czuję satysfakcji. Coś się skończyło, a ja zawsze chciałem mieć to coś przed sobą"

To, co się skończyło to właśnie droga do realizacji kolejnego marzenia, wspominana przez Jerzego Kukuczkę w wywiadzie z Tomaszem Malanowskim. Zatem szczęście trwa tylko tak długo, jak droga do niego. Potem, po osiągnięciu celu, szczęście umyka. Trzeba go szukać na nowo. Być może to jest właśnie ten czynnik, który pcha Wielickiego, a także innych himalaistów, w góry ale i gmatwa ich ścieżki również i tu - w dolinach.

Podtytuł książki "Piekło mnie nie chciało" wydaje się jednak na wyrost w kontekście całej opowieści. Jest bardziej chwytem marketingowym, niż próbuje odpowiednie dać rzeczy słowo. Wielicki o sylwestrze 1988 spędzonym na Lhotse napisał w swoim pamiętniku: "Mógł być moim ostatnim, ale niebo mnie nie chciało, zaś piekło najwyraźniej zignorowało", dając tym samym do zrozumienia, że nie jest wystarczająco dobry, by zostać przyjęty w niebie a jednocześnie niewystarczająco zły, by interesowało się nim piekło. Zdecydowanie inaczej niż sugeruje nam nadany przez autorów tytuł. W książkach Kortko poświęconych wielkim himalaistom ("Berbeka", "Wielicki") łatwo o zagubienie. Jest to specyfika stylu pisarskiego, często chaotycznego, niezrozumiałych dla odbiorcy skrótów myślowych, dowolnego łączenia dat i myśli. Zdarzają się błędy merytoryczne ("W 2014 roku Polacy podejmują próbę zimowego wejścia na Broad Peak. Krzysztof Wielicki zostaje kierownikiem wyprawy" ---> była to wyprawa 2012/2013, na której zginęli Berbeka i Kowalski).

To, co zawsze imponuje w książkach Kortko to bibliografia - niespożyte źródło źródeł - tytuły książek, artykułów, filmów, dokumentów przyporządkowanych poszczególnym rozdziałom. Ogromny wór inspiracji, odwołań, z którego można czerpać latami. Zawsze warto. 




środa, 29 grudnia 2021

"Na szczytach świata" J. Kukuczka, T. Malanowski

 



Kiedy poprosiliśmy panią Cecylię Kukuczkę o złożenie dedykacji dla naszych czytelników w książce "Na szczytach świata", napisała piękne i niezapomniane słowa:

"Drogi czytelniku "Biblioteki spod Smereka". Niech ta książka będzie Twoim najlepszym przyjacielem i abyś wyniósł z niej najwięcej motywacji do życia pełnego i pięknego. A może pokochasz te góry tak, jak pokochał je Jerzy Kukuczka?"

Jerzy i Cecylia Kukuczkowie
 fot. za RMF FM
Przyjaciel jest cierpliwy i bywa, że w warunkach nieznanych, prowadzi nas za rękę tak, abyśmy zrozumieli otaczającą nas rzeczywistość. Jest łagodny, ale i prawdomówny. "Na szczytach świata" to lektura charakteryzująca się podobnymi cechami i nietrudno się z nią zaprzyjaźnić. Szczególnie jeśli ukochało się góry jak Jerzy Kukuczka. 

W 2013 roku Wojciech Kukuczka, już jako prezes fundacji Wielki Człowiek, wraz z Tomaszem Malanowskim postanawiają ponownie wydać spisane w 1989 roku dzieje Jerzego Kukuczki. Decydują się je uwspółcześnić poprzez zamieszczenie kodów QR. Pod kodami znajdują się także adresy stron internetowych tak, aby czytelnicy bez możliwości zeskanowania kodu mogli ręcznie wpisać adres do przeglądarki. Brawo! Adresy, czy też kody prowadzą do zdjęć ośmiotysięczników zdobytych przez Kukuczkę, wraz z naniesionymi nań trasami wspinaczki.

Jerzy Kukuczka w trakcie przygotowań
na kolejną wyprawę. fot. Wirtualne Muzeum
Jerzego Kukuczki


"Na szczytach świata" zawiera rozmowy Malanowskiego z Kukuczką, przeprowadzone po zdobyciu Korony Himalajów. Są to dialogi zawierające nie tylko dane techniczne i parametry, opisy tras i trudności napotkane przez wyprawy, ale również osobiste rozważania Kukuczki dotyczące kwestii moralności w górach wysokich, partnerstwa, niezależności oraz tego, co najważniejsze w życiu. 

Nasz czołowy himalaista rozpoczął swoją przygodę ze wspinaczką, jak na tamte czasy, tradycyjnie. Był członkiem Harcerskiego Klubu Taternickiego w Katowicach, w 1966 roku wstąpił do Koła
Katowickiego Klubu Wysokogórskiego i ukończył tatrzański kurs wspinaczkowy. Tatry - Dolomity - Alpy - stanowiły wtedy naturalny ciąg doświadczeń wspinaczkowych, który przed wyprawą w Himalaje czy Karakorum musiał znaleźć się w życiorysie wspinacza. Tak też było i u Kukuczki. Po drodze był również wyjazd do Bułgarii i na Alaskę, gdzie po raz pierwszy doświadczył problemów z wysokością. Właściwie to wtedy przylgnęła do niego w środowisku opinia wspinacza niesprawdzającego się na dużych wysokościach. Przestano brać go pod uwagę przy wyjazdach w góry wysokie. 

Przypomnijmy czego udało mu się dokonać pomimo początkowych przeciwności:

  1. 4 października 1979 - LHOTSE (droga klasyczna, partnerzy: A. Czok, A. Heinrich, J. Skorek, styl alpejski, bez butli tlenowych, z wyjątkiem użycia tlenu podczas snu w obozie IV)
  2. 19 maja 1980 - MOUNT EVEREST (nowa droga filarem południowym, partner: A. Czok, częściowe wspomaganie tlenem, tlen skończył się podczas ataku szczytowego)
  3. 15 października 1981 - MAKALU (nowa droga północno-zachodnią flanką i północną granią, solo, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  4. 30 lipca 1982 - BROAD PEAK (droga klasyczna, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, nielegalne wejście)
  5. 1 lipca 1983 - GASZERBRUM II (nowa droga południowo-wschodnią granią, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  6. 23 lipca 1983 - GASZERBRUM I (nowa droga południowo-zachodnią ścianą, partner: W. Kurtyka, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  7. 21 stycznia 1985 - DHAULAGIRI (pierwsze zimowe wejście, partner: A. Czok, bez wspomagania tlenem)
  8. 15 lutego 1985 - CHO OJU (pierwsze zimowe wejście, partner: Z. A. Heinrich, południową ścianą, bez wspomagania tlenem)
  9. 13 lipca 1985 - NANGA PARBAT (nową drogą filarem południowo-wschodnim, partnerzy: C. Carsolio, Z. A. Heinrich, S. Łobodziński, bez wspomagania tlenem)
  10. 11 stycznia 1986 - KANCZENDZONGA (pierwsze zimowe wejście od południowej strony, partner: K. Wielicki, bez wspomagania tlenem)
  11. 8 lipca 1986 - K2 (nową drogą środkowym filarem południowej ściany, partner: T. Piotrowski - zginął podczas zejścia, bez wspomagania tlenem, styl alpejski)
  12. 10 listopada 1986 - MANASLU (nową drogą, partner: A. Hajzer, styl alpejski, bez wspomagania tlenem)
  13. 3 lutego 1987 - ANNAPURNA (pierwsze wejście zimowe od strony północnej, partner: A. Hajzer, bez wspomagania tlenem)
  14. 18 września 1987 - SZISZAPANGMA (nową drogą zachodnią granią, partner: A. Hajzer, styl alpejski, bez wspomagania tlenem)
Jerzy Kukuczka na szczycie Mount Everest 1980.
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Był drugim człowiekiem, po Reinholdzie Messnerze, który zdobyła Koronę Himalajów. Messner swoją książkę rozpoczyna słowami Kukuczki "Gratuluję wielkiego szlema", które polski himalaista wystosował do pierwszego zdobywcy Korony Himalajów. Daje tym samym do zrozumienia, jak ważnym przeciwnikiem był dla niego Polak. Wyścig, jaki toczył się między nimi był mocno podkoloryzowany przez media, nie oznacza to jednak, że każdy z panów  nie starał się być pierwszy na dachu świata. Przepaść, jaka dzieliła ich możliwości ekonomiczne była tak ogromna, że wynik był z góry przesądzony. Kukuczka jednak starał się swoje wejścia uczynić niepowtarzalnymi i dzięki temu dla niektórych pozostanie on himalaistą największego kalibru. Wnikliwa analiza sposobu zdobywania 14 ośmiotysięczników pozwoli na wysnucie wniosku, że szczyty świata zdobył w o połowę krótszym czasie niż Messner (8 lat kontra 16). Na 10 ośmiotysięczników wszedł nową drogą, 4 zdobył jako pierwszy zimą, 13 bez tlenu, 7 w stylu alpejskim, jeden samotnie, z jednego zjechał na nartach. Po swoich sukcesach otrzymał z Tyrolu telegram zwrotny "Nie jesteś drugi. Jesteś wielki". Tymi też słowami kończy się książka "Na szczytach świata". 


Niezwykle ciekawe są okołohimalajskie rozważania Kukuczki. Wydobycie z niego tego typu analiz sprawia, że wywiad nabiera niezwykle autentycznego rysu. Jest rozmową dwóch przyjaciół, którzy potrafią stworzyć dla siebie nawzajem bezpieczną przestrzeń. 

"W momencie gdy staje się na wierzchołku, nie ma wybuchu szczęścia. Czasem dopiero po sześćdziesięciu dniach oblężenia jesteś na górze. Doczekałeś się uwieńczenia. Ale wtedy myśli uciekają naprzód, ku następnemu celowi - bezpiecznemu zejściu, ciepłemu śpiworowi, kropli czegoś do picia. Czy to znaczy, że szczęścia nie ma? Przeżywa się je wtedy, gdy wszystko pozostaje jeszcze przed tobą, kiedy wiesz, że do celu masz jeszcze kilkaset, kilkanaście metrów, gdy jesteś tuż przed. To właśnie jest czas szczęścia."

Na zamku w Juval - J.Kukuczka, żona Messnera i Reinhold Messner.
Fot. Wirtualne Muzeum Jerzego Kukuczki
Z tego punktu myśli czytelnika płyną już swobodnie ku własnym spełnionym marzeniom, ku drodze, jaką niejeden z nas pokonał, by je osiągnąć. Ku tym drobnym punktom zwrotnym przybliżającym bądź oddalającym nas od celu i uczuciom, które im towarzyszyły. Ku radości i szczęściu odczuwanemu, gdy udało się wykonać kolejny krok wprzód oraz nieszczęściu i obawie, gdy ten krok musiał być okupiony trzema wstecz. Z pewnością niektórzy z Was, nasi drodzy Czytelnicy, zarejestrowali mieszane uczucia  radości, satysfakcji ale i smutku oraz żalu, gdy cel został osiągnięty. Poczucie pustki, jakie wtedy nierzadko się pojawia umacnia nas w przekonaniu, że szczęście jest drogą. Nieukończenie jej może być zarówno porażką jak i sukcesem. 

Gorąco polecamy tę pozycję wszystkim fanom gór jak również amatorom dobrej książki!

Przydatne linki:






sobota, 6 listopada 2021

"Ostatnia w Koronie. Shisha Pangma '87. Z archiwum Jerzego Kukuczki. Tom I"


Sziszapangma (8013 m. n.p.m.) była ostatnim ośmiotysięcznikiem, jaki pozostał do zdobycia Jerzemu Kukuczce. Jest to góra, która w całości leży na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Do końca lat 70. z przyczyn politycznych Tybet był zamknięty dla turystów. Na początku lat 80. władze chińskie zaczęły luzować zakazy i wpuszczać zachodnie wyprawy. Koszt pozwolenia zdobycia szczytu wynosił bagatela 50 000 dolarów. Kogo było na to stać? Oczywiście Reinholda Messnera, który już w 1981 roku mógł pochwalić się kolejnym zdobytym ośmiotysięcznikiem i w wyścigu z Kukuczką o pierwsze miejsce w kategorii zdobywcy Korony Himalajów, zbliżyć się do mety. Wyścig ostatecznie, jak wiemy, wygrał, ale, jak podkreślają fani Kukuczki, zrobił to w dwa razy dłuższym czasie (16 lat versus nasze 8) i w dużo mniej spektakularnym stylu.  


Na Jerzego, po zdobyciu Sziszapangmy, czekało w bazie
14 klusek śląskich.
Kolejną przeszkodą jaką musiała pokonać polska ekspedycja, były koszty. Udało się je obniżyć dzięki dyplomatycznej wizycie Kukuczki i Janusza Majera (wówczas prezesa Klubu Wysokogórskiego w Katowicach) oraz rewizycie reprezentacji Chińskiego Związku Górskiego. "Zapraszamy do Pekinu" - to magiczne zdanie otworzyło Kukuczce drogę do zakończenia projektu zdobywania 14 najwyższych gór Himalajów. 

Z okazji 30. rocznicy wydarzenia z 1987 roku wypuszczono na rynek album multimedialny "Ostatnia w koronie". Jest to album niezwykły, bo zawierający zapiski z osobistych dzienników Jerzego Kukuczki. Integralną częścią książki są także materiały archiwalne: zdjęcia, listy, nagłówki gazet, notatki, multimedia ukryte w kodach QR (materiały audio i wideo oraz większe dokumenty tekstowe). Wszystkie materiały multimedialne są ponumerowane i znajdują się także na dołączonej do książki płycie CD. 

Cecylia i Jerzy Kukuczka
Przedmowa, autorstwa żony Jerzego - Cecylii Kukuczki, opatrzona zdjęciem zakochanych młodych ludzi, kryje dumę i może odrobinę żalu, że zdobycie Korony Himalajów nie zwróciło rodzinie męża i ojca. Kukuczka stawiał sobie nowe, ambitne cele i nigdy nie zdążył odciąć kuponów od swojej sławy. 

Wstęp napisała również partnerka Wojciecha Kukuczki (syna Jerzego) - Katarzyna Zioło. Opowiada o genezie pamiątkowego albumu. Mówi również o tym, że Kukuczka w górach mistycyzmu nie szukał. Nie były one dla niego niczym innym jak tylko wyzwaniem. Daleki był od poetyzacji swoich relacji z górami. Taki też jest i jego dziennik. Konkretny. Jeśli Kukuczka uznaje, że jest o czym pisać - pisze. Jeśli uznaje, że nie ma - wpisuje jedno, dwa, trzy słowa. 

Ponieważ chcemy zachęcić do wsparcia Fundacji Wielki Człowiek, powołanej z inicjatywy rodziny Jerzego Kukuczki oraz grona jego przyjaciół, będziemy dziś polecać tylko jedno źródło dostępu do albumu, którym jest sklep fundacji (patrz wyżej).